nie znoszę tego mętliku w głowie, kiedy biją się ze sobą dwie opcje, a ja nie wiem, którą wybrać. czy wybrać to, co chcę najbardziej i jednocześnie zaryzykować porażkę, czy... nie robić jednak nic, a potem wyrzucać sobie brak działania? najgorsze jest to, że każda z opcji ma po tyle samo mocnych argumentów. a na dodatek ciągły upływ czasu i konieczność szybkiej decyzji jeszcze bardziej potęguje presję i wcale mi to nie pomaga. w takich momentach wybieram drogę po najmniejszej linii oporu, czego zwykle później żałuję. i czekam do następnego razu zarzekając się, że taaak, tym razem na pewno zrobię inaczej. ale sytuacja się powtarza, a ja... znowu się rozmyślam, albo tchórzę, albo waham, albo... coś.
i nie ma nic.
Sunday, 7 March 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment