Sunday, 31 July 2011

mahoń

Posted by Panna Danuta at 22:21 1 comments
mahoń. niemal cały pokój był w tym kolorze, co sprawiało, że po zasłonięciu firanek nie dało się określić, czy na zewnątrz jest jasno czy ciemno. jedyne źródło światła pochodziło od monitora. dym papierosowy wyglądał w nim niesamowicie.

sala bankietowa. zaczęło się od niewinnego droczenia. potem był całus w szyję, chuchnięcie w ucho. w żyłach mieliśmy całkiem sporo weselnego alkoholu, a jego działania na pewno nie trzeba tłumaczyć. potem był pocałunek. krótki, ale elektryzujący. kolejne stawały się coraz dłuższe i odważniejsze. kiedy dojechaliśmy do jego domu byliśmy ledwo żywi, wykończeni szaleństwem na parkiecie, ale jak tylko zamknął drzwi swojego pokoju, rzuciliśmy się na siebie jak zwierzęta. zmęczenie znikło natychmiast, wyparte pożądaniem. to było coś, czego potrzebowałam. dynamiczne, dzikie, namiętne. i trwało rozkosznie długo. a potem zasnęliśmy przytuleni do siebie w tym ciemnym, zadymionym pokoju z porozrzucanymi ubraniami na podłodze.

bez maski

Posted by Panna Danuta at 15:55 0 comments
przy wejściu na pierwsze spotkanie od razu rzuciło mi się w oczy pudełko chusteczek. chusteczki? - pomyślałam, marszcząc brwi - przecież chyba nikt nie zamierza tutaj płakać?

a jednak. już drugiego dnia pękły dwie z nas siedmiu. każdy następny dzień odsłaniał skrywane głęboko historie i bolesne wyznania wyzwalające łzy. stopniowo odnajdywałyśmy blizny w naszych duszach i bezlitośnie rozdrapywałyśmy stare rany, pozwalając im krwawić na oczach reszty. pudełko z chusteczkami ciągle zmieniało miejsce, krążąc z rąk do rąk.

na mnie przyszła kolej dnia piątego, kiedy już byłam niemal pewna, że w ciągu tego tygodnia nic nie zdąży mnie poruszyć. jednak ciężar czegoś, co rosło we mnie tamtej środy już od rana, był nie do zniesienia. padający deszcz potęgował mój podły nastrój i czułam się tak, jakbym była rozbita na maleńkie kawałeczki. wtedy wreszcie zaczęłam mówić. z każdym zdaniem płynęło coraz więcej łez, a słowa moich towarzyszek pomogły mi wyrzucić z siebie wszystko, co mnie w tamtej chwili dręczyło. wieczorem miałam wrażenie, że zamiast mózgu mam wyżętą gąbkę, ale ta ulga była wspaniała, a napięcie zniknęło.

minął tydzień, a wraz z nim skończył się azyl dla naszych prawdziwych oblicz i nieudawanych emocji. początek był trudny, ale teraz niesamowicie mi tego brakuje. na dwa miesiące znowu się zamykam, lecz potem spotkamy się wszystkie ponownie i połączymy się naszą jedyną w swoim rodzaju nicią zrozumienia na następny rok.

Wednesday, 20 July 2011

karma fragrance

Posted by Panna Danuta at 01:13 0 comments
odkorkowałam delikatnie maleńką fiolkę, którą wygrzebałam z pudełka na cenne drobiazgi. na jej dnie został już tylko niecały mililitr najpiękniejszych perfum, jakie dotychczas poznałam. wraz z ich niesamowitym zapachem wydostały się też wspomnienia z zeszłorocznych wakacji, które natychmiastowo wywołały uśmiech na mojej twarzy. wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy. pozwoliłam myślom zanurzyć się na moment w przyjemnych obrazach, które pozostały zaskakująco żywe i kolorowe, mimo tylu minionych miesięcy.

tęsknię, bardzo.

Tuesday, 12 July 2011

sniff and fly

Posted by Panna Danuta at 13:11 0 comments
a year, only one stupid year has left to get away.

Friday, 8 July 2011

I write sins

Posted by Panna Danuta at 19:31 0 comments
był tak dobry, jak ten pierwszy. idealnie wyważony w czasie. zharmonizowany jak dwa ciała w doskonałym tańcu. doprawiony szczyptą napięcia. elektryzujący krew i dodający lekkości. pozostawiający niedosyt i odznaczający się w pamięci każdą milisekundą trwania.

a to się bardzo rzadko zdarza. dlatego musiałam się upewnić po raz drugi i ponownie zostałam przyjemnie zaskoczona. więc jednak nie przeceniłam pierwszego. teraz bezwstydnie rozkoszuję się tym małym, podłym wspomnieniem, a w umysł wwierca mi się diabelska pokusa, żeby sprawdzić, co będzie dalej.
 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos