Wednesday, 30 May 2012

game is not over

Posted by Panna Danuta at 00:48 0 comments
sunęłam palcami po jego plecach i z uśmiechem patrzyłam, jak ogromną przyjemność mu to sprawia. przyznał się, że uwielbia czułość, co było kolejnym zaskakującym odkryciem na jego temat, bo na co dzień zupełnie tego po nim nie widać. nie pozostał mi dłużny. dotyk jego dłoni na moim karku wywołał rozkoszne dreszcze, a kiedy leżeliśmy obok siebie, objął mnie mocno. miałam ochotę zatrzymać wtedy czas. zasiedziałam się u niego o wiele dłużej, niż planowałam i gdyby nie popołudniowe plany, to pewnie zostałabym jeszcze dłużej.
 
to był pierwszy raz, kiedy go odwiedziłam. jak weszliśmy do mieszkania, na zewnątrz było już jasno, a przez uchylone okno w jego pokoju wlewał się hałas dobiegający z placu Z. dał mi jakiś swój t-shirt i położyliśmy się do łóżka. rozmawialiśmy jeszcze trochę, dopóki nie przegraliśmy walki z sennością. spałam doskonale, co zdarza mi się bardzo rzadko, kiedy dzielę z kimś łóżko. obudziłam się po kilku godzinach i odwróciłam w jego stronę, żeby nacieszyć się jego widokiem, aż otworzył oczy i przywitał mnie pocałunkiem.

nie doszło do seksu mimo tego, że oboje mieliśmy na to ochotę. doskonale wiedział, że nie zasłużył.

Tuesday, 22 May 2012

I hope you think of me when you fuck her

Posted by Panna Danuta at 21:50 0 comments
w górę, w dół, w górę, w dół. mój nastrój świetnie się ostatnio bawi na tej huśtawce.

trochę już ochłonęłam. nie widziałam go dość dawno i dzięki temu mogłam przemyśleć całą sytuację bez emocji, wygadać się i ocenić kilka wartościowych opinii na ten temat. teraz uważam, że za bardzo się tym przejęłam, ale taka już jestem, że potrafię szybko się nakręcić i silnie przeżywać różne momenty, ale na szczęście niemal równie szybko umiem to opanować. poddanie się szaleństwu uczuć może czasem wszystko zepsuć, dlatego za każdym razem staję się coraz doskonalsza w ich ujarzmianiu, co na dobre mi wychodzi. nienawidzę słowa rozczarowanie, ale niestety muszę go użyć, ponieważ się pojawiło, mimo mojej zaciekłej walki z rodzącymi się nadziejami. plusem jest to, że niewiele było mi trzeba, żeby się ich pozbyć.

staram się cofnąć moje postrzeganie tej osoby do momentu, kiedy była mi zupełnie obojętna. to niełatwe, ale możliwe. to pomoże mojemu umysłowi topić oczekiwania na bieżąco, zanim jeszcze wypłyną na powierzchnię i sprawią, że kolejny raz się zawiodę.

Monday, 14 May 2012

non, je ne regrette rien

Posted by Panna Danuta at 20:18 3 comments
minionej nocy niektóre fragmenty ostatnich wpisów straciły ważność. jeszcze chyba nigdy nie zmieściło mi się w mózgu tyle myśli jednocześnie.

delikatny, szklany obraz pewnej osoby, który precyzyjnie tworzyłam już od jakiegoś czasu, roztrzaskał się w kilka sekund na setki kawałeczków. siedzę teraz nad nimi, sparaliżowana szokiem i nawet nie próbuję ich pozbierać. nie mam już siły. prędzej użyję jednego z nich, żeby podciąć sobie żyły, albo przynajmniej pokroić skórę i pozwolić, aby razem z krwią wypłynęły ze mnie pozostałe resztki naiwności, wrażliwości i czułości.

scenic world

Posted by Panna Danuta at 00:28 1 comments
when I feel alive
I try to imagine a careless life
a scenic world when the sunsets are all
breathtaking
 
dziwne rzeczy dzieją się ze mną ostatnio. słabo śpię, bo uparcie nie mogę zasnąć z powodu natłoku myśli. nie mam apetytu. przez kilka dni w tym tygodniu wystarczyła mi tylko kawa i dobra herbata, żeby funkcjonować przez cały dzień. i zamiast się się wściekać, to się uśmiałam, jak nie zaliczyłam testu z praktyk.

wczorajszego wieczoru zjawiłam się tam gdzie zwykle, mimo braku sił i potrzeby snu. to chyba jest już uzależnienie. nie jestem w stanie wysiedzieć w domu, albo normalnie iść spać w piątkową i sobotnią noc. nie działo się tam nic ciekawego, ale odnalazłam kilka znajomych twarzy i postanowiłam wrócić do domu po jednym piwie. byłam zmęczona, ale dobra muzyka i niezłe towarzystwo sprawiły, że jak usłyszałam jakąś 'swoją' piosenkę, to popędziłam na parkiet i z radością poddałam się ulubionym dźwiękom. poleciał kawałek 'get naked', który pokochałam prawie trzy lata temu na pewnej pamiętnej domówce. zostałam na nią zaproszona przez faceta poznanego przypadkowo na przystanku autobusowym i poszłam. z ciekawości. jakiś czas później byliśmy razem, ale teraz nazwałabym to raczej pseudo-związkiem, bo trwał tylko dwa miesiące i był bardzo burzliwy. ale wiele mnie nauczył. sentyment pozostał.

akurat w momencie, kiedy kawałek ten się skończył, niespodziewanie wpadł on. to znaczy ten 'on', którego dotyczyły dwa ostatnie wpisy. i mimo tego, że byłam padnięta, mimo tego, że często go nie rozumiem i tego, że tej nocy planowałam się wyluzować bez niego, żeby oczyścić umysł, to jego obecność sprawiła, że momentalnie poczułam się lepiej, a zmęczenie odeszło.

wyszliśmy stamtąd po piątej rano.

Thursday, 10 May 2012

melting ice

Posted by Panna Danuta at 01:27 0 comments
nawet nie miałam pojęcia, jak bardzo się myliłam. i chyba nie mogłabym spokojnie dzisiaj spać, gdybym nie wyrzuciła tego z siebie. tego wieczoru zaskoczyłam się bardzo pozytywnie czyimś zachowaniem, ale nie zmienia to faktu, że na początku oceniłam sytuację po pozorach bardzo surowo. być może niesłusznie i mam nadzieję, że niesłusznie. teraz też mogę się mylić, bo inaczej na to wszystko patrzę. niemniej jednak, chciałabym bardziej wierzyć w ludzi, ale pewne osoby z przeszłości sprawiły, że straciłam tej wiary bardzo wiele i teraz ciężko jest do mnie dotrzeć. być może sama dużo przez to tracę. ale z drugiej strony wolę z góry się uprzedzić i podejść do pewnych rzeczy bez emocji, niż potem boleśnie się rozczarować.

póki co, jak już wspominałam, pozytywnie się zaskakuję. wręcz nie mogę wyjść z szoku i mam doskonały nastrój, ale jednocześnie boję się, że może to być tylko chwilowe i bardzo ulotne. oby nie.

zdaję sobie sprawę z tego, że ten wpis jest bardzo chaotyczny i mało zrozumiały, ale przynajmniej pomógł mi poukładać pewne myśli. powstrzymuję się przed wybuchem radości, bo kolejne dni mogą wszystko zmienić. ale marzę o tym, żeby wkrótce przyszedł ten czas, kiedy będę mogła wybuchnąć ze szczęścia bez obaw.

tego wieczoru to jego dłoń odnalazła moją, a ja nie wycofałam się. i wcale nie byliśmy pijani :)

Sunday, 6 May 2012

sugestia

Posted by Panna Danuta at 17:51 0 comments
wsunęłam dłoń w jego palce nawet się nad tym nie zastanawiając. i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zwykle unikam tego gestu jak ognia. chwycił mnie pewnie i poprowadził, bo mieszanka alkoholu i zmęczenia sprawiła, że nie dotarłabym do domu o własnych siłach.

w zeszły czwartek po raz pierwszy spotkaliśmy się poza Przejściem, naszym ulubionym przybytkiem zła.
znamy się już od prawie roku, ale kiedyś postrzegałam go zupełnie inaczej. zrobił na mnie okropne pierwsze wrażenie i przez długi czas wzbudzał niechęć, a ja nie miałam ochoty podejmować wysiłku, żeby lepiej go poznać. wciąż jednak się widywaliśmy, co prawda przypadkowo, ale regularnie. i tak po pewnym czasie niechęć zmieniła się w neutralność, aż w końcu go polubiłam. nigdy jednak nie patrzyłam na niego jak na kogoś, kogo warto poderwać chociażby dla rozrywki, bo pomimo tego, że wielu kobietom zawrócił w głowie, to na mnie jakoś nigdy nie zrobił większego wrażenia. nie rozumiałam, co takiego one w nim widzą i byłam przekonana, że moja osoba go nie interesuje.

nie zapomnę szoku jaki przeżyłam, kiedy pierwszy raz mnie pocałował. szaleliśmy wtedy do piosenki Chop Suey i chociaż nie jestem sentymentalna, to kawałek ten często przywołuje mi teraz to wspomnienie. potem kilka razy zdarzyło mu się mnie odprowadzić, coraz częściej siadaliśmy razem na imprezach, a czasem nawet usłyszałam komplement, co w jego ustach było czymś naprawdę wyjątkowym. patrzyłam na to wszystko z przymrużeniem oka, biorąc pod uwagę jego podejście do kobiet i świadomość, że jego działania mogą się skończyć jak tylko zaciągnie mnie do łóżka. dlatego przez długi czas nie udało mu się zawrócić mi w głowie i byłam z siebie z tego powodu bardzo zadowolona. niestety niedawno coś mnie złamało, a wystarczyła do tego jedna mała sugestia. gdyby nie to, to prawdopodobnie do tej pory nic by się we mnie nie zmieniło.

bez problemu kontrolowałam swoje emocje dotąd, aż usłyszałam pewną interesującą opinię od dziewczyny, którą bardzo cenię. jest ona również stałą bywalczynią Przejścia i obserwowała tą sytuację już od dłuższego czasu. powiedziała mi, że jestem chyba pierwszą kobietą, której udało się owego mężczyznę skutecznie poderwać, mimo że wiele wcześniej próbowało. zaskoczyło mnie to, bo tak naprawdę nic w tym kierunku nie zrobiłam. jej opinia sprawiła, że moje postrzeganie całej sytuacji bardzo niebezpiecznie się zmieniło, bo uwierzyłam w swoją wyjątkowość. nagle zaczęłam mieć ochotę na to, żeby lepiej go poznać, żeby rozwijać ten kontakt. zaczęłam częściej o nim myśleć, analizować, wyobrażać sobie różne rzeczy. a jego to właśnie odstrasza.

ratuje mnie tylko to, że niczego nie daję po sobie poznać. nawet nie mrugnęłam, kiedy spotkałam go wczoraj w Przejściu obok innej dziewczyny. na szczęście nigdy nie brakuje mi tam dobrego towarzystwa.
 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos