- sceneria jak w bajce. brakuje tylko happy end'u...
- a może to bajka Andersena?
siedziałam w bezruchu, nie wiedząc, gdzie spojrzeć. patrzyłam na napisy wyryte na ławce. na pobliskie drzewa. na zaciekawioną sikorkę. na jego twarz, oczy, usta. patrzyłam, jak drżącymi dłońmi zapalał kolejnego papierosa. jak jego wzrok błądził, kiedy szukał odpowiednich słów.
słuchałam uważnie wszystkiego, co miał mi do powiedzenia, mimo że tak naprawdę wolałam tego nie wiedzieć. czułam się wyprana z emocji. miałam pustkę w głowie i zero pomysłów na powiedzenie czegoś sensownego i odpowiedniego do sytuacji. bardzo chciałam mu pomóc, ale oboje doskonale wiedzieliśmy, że nie byłam i nigdy nie będę w stanie. zaczęło robić mi się chłodno, bo byliśmy w cieniu, a siedzenie w jednym miejscu stało się niewygodne. ale zostałam tam dopóki nie skończył, bo aż za dobrze znałam jego ból. ból nieodwzajemnionych uczuć...
Friday, 24 June 2011
Tuesday, 21 June 2011
let's open the wine
właśnie dostałam życzenia z okazji dnia masturbacji.
nie ma to jak kolejna okazja do wzniesienia toastu. cheers everyone!
nie ma to jak kolejna okazja do wzniesienia toastu. cheers everyone!
as you wish
nigdy nie walcz o przyjaźń. o prawdziwą nie trzeba, a o fałszywą nie warto.
słowa te trafiły we mnie jak uderzenie pięścią. zabolało jeszcze bardziej, ale słusznie. prawdy nie da się długo unikać, ani ukrywać przed samym sobą. jest mi źle, cholernie źle, że osoba, którą nazywałam przyjacielem, zachowuje się tak, jakby wcale nie chciała nim być. relację powinno się pielęgnować z obu stron, a ja mam już dość wypruwania z siebie żył, dostosowywania się i znoszenia kaprysów.
tak więc rób co chcesz. nie troszcz się w ogóle. nie opowiadaj i nie pytaj. bo po co. pław się dalej w swoim gorzkim cyniźmie i odstraszaj wszystkich dookoła. tylko, że ja nie będę tego wiecznie znosić. ale przecież co cię to obchodzi...
słowa te trafiły we mnie jak uderzenie pięścią. zabolało jeszcze bardziej, ale słusznie. prawdy nie da się długo unikać, ani ukrywać przed samym sobą. jest mi źle, cholernie źle, że osoba, którą nazywałam przyjacielem, zachowuje się tak, jakby wcale nie chciała nim być. relację powinno się pielęgnować z obu stron, a ja mam już dość wypruwania z siebie żył, dostosowywania się i znoszenia kaprysów.
tak więc rób co chcesz. nie troszcz się w ogóle. nie opowiadaj i nie pytaj. bo po co. pław się dalej w swoim gorzkim cyniźmie i odstraszaj wszystkich dookoła. tylko, że ja nie będę tego wiecznie znosić. ale przecież co cię to obchodzi...
Subscribe to:
Posts (Atom)