Saturday, 30 April 2011

no big deal

Posted by Panna Danuta at 13:24 1 comments
no, Grandma, I don't have a boyfriend. I'm just dating a dozen of guys.

there's a battle inside my mind

Posted by Panna Danuta at 00:10 1 comments
nie wiem, czego chcę. to jest obecnie mój problem numer jeden. nie wiem. a czuję, że powinnam wiedzieć.

w głowie mam totalny mętlik. momentami jestem zdezorientowana tak bardzo, że zupełnie nie mam pojęcia, jak się zachować. plączę się w swoich własnych myślach, refleksjach, wnioskach, strategiach, planach, obserwacjach, poglądach, analizach... jednymi sytuacjami przejmuję się zdecydowanie za bardzo i wykańczam tym samą siebie. inne z kolei traktuję zbyt lekko, przez co nieświadomie popełniam głupie błędy.

wystarczyły zaledwie dwa tygodnie, żebym utraciła równowagę. najwyższy czas odnaleźć ją ponownie.

a co z motylem? brałam pod uwagę dwie możliwości. wyszła trzecia, jak zwykle. ku mojemu zdziwieniu, do pierwszego motyla wleciał kolejny i teraz oba się gryzą. a najgorsze jest to, że oba mają równe szanse i w związku z tym ja oczywiście nie wiem, któremu kibicować.

Wednesday, 27 April 2011

it seems like it's been ages

Posted by Panna Danuta at 22:15 0 comments
czasem robimy rzeczy, których nie potrafimy sobie potem wybaczyć, nawet po latach. ja pamiętam taką sytuację jeszcze z pierwszej klasy gimnazjum. nie potrafię zliczyć, ile razy już zadawałam sobie pytanie w tej klasycznej formie: co by było gdybym się tak nie zachowała?

przez swoją głupotę straciłam potencjalną przyjaźń z wartościowym człowiekiem. nigdy nie zdobyłam się na odwagę, żeby poruszyć z nim ten temat i go przeprosić. nawet po długim czasie, kiedy nasz kontakt stał się wystarczająco neutralny, żeby rozmawiać normalnie. kiedyś to zrobię, bo sobie obiecałam.

wspomnienia te przywołało moje przypadkowe spotkanie z nim. kolejne już nie było przypadkowe i oba były bardzo udane. odezwał się we mnie sentyment zarówno do niego, jak i do całego towarzystwa z naszego szacownego eLO dwa. oj tak, była to 'śmietanka', jak określiła panna E.

Tuesday, 26 April 2011

I need someone who will draw wings on my back

Posted by Panna Danuta at 19:39 0 comments
bo tak naprawdę to ja potrzebuję kogoś, kto weźmie mnie za rękę i tam zaprowadzi. kogoś, kto codziennie bez owijania w bawełnę będzie mnie pytał, jak mi idzie. kogoś, kto w razie konieczności opieprzy mnie od góry do dołu, ale nieustannie będzie mnie dopingował.

niestety, takiej osoby nie ma.

Monday, 25 April 2011

give it to me baby, aha aha aha!

Posted by Panna Danuta at 13:15 0 comments
od kilku dni mam wrażenie, jakbym nosiła w sobie coś, co nieustannie podtrzymuje mój dobry nastrój. wyobraźnia podsuwa mi obraz świetlistej kuli, emanującej przyjemnym ciepłem. dodaje mi to lekkości i uspokaja rozbiegane myśli. mam ochotę uśmiechać się bez powodu.

nazwałabym to chyba 'dobrymi przeczuciami'. według pewnego artykułu na temat intuicji, jaki ostatnio przeczytałam, należę do tych osób, które potrafią bezbłędnie się nią kierować. i nie zaprzeczę, bo przekonałam się nie raz, że jest ona doskonałym przewodnikiem.

ostatnio jej głos mówi mi 'tak'. a ja... jestem w szoku. taka sytuacja nie zdarzyła mi się od miesięcy. dlatego tym bardziej nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co będzie dalej.

je suis a toi

Posted by Panna Danuta at 10:49 1 comments
- uważasz, że posiadam urok?
- tak się mówi komuś, kto nam się nie podoba. ale urok jest cenniejszy od urody. można nie ulec urodzie, ale urokowi zawsze się ulega.

Saturday, 23 April 2011

flitter flutter

Posted by Panna Danuta at 14:58 0 comments
ewidentnie poczułam ukłucie zazdrości. a w moim przypadku to zadziwiające, bo zdążyłam już zapomnieć, jak to jest. zaczynałam się nawet obawiać, że straciłam już zdolność do odczuwania tej specyficznej mieszanki emocji, którą wywołać może tylko zapach 'mięty przez rumianek'... a jednak nie. jednak coś jeszcze potrafi przebić moje mury.

z jednej strony cieszę się, że jest jakaś nadzieja dla mojej wybredności i wygórowanych wymagań, ale z drugiej - trochę się obawiam. to równie dobrze może być kolejna niszcząca porażka. albo raczej wzmacniająca moje fortyfikacje. nie wiem, ile potrafiłabym ich jeszcze znieść i wcale nie mam ochoty tego sprawdzać. póki co, to dopiero początek. echo, ukłucie, trzepot, powiew. nic trwałego. nauczyłam się nie wybiegać myślami zbyt daleko do przodu w takich sytuacjach, więc trzymam niecierpliwość na wodzy.

w moim brzuchu lata na razie tylko jeden motyl. jeśli zajdzie taka potrzeba, to w odpowiednim momencie bezlitośnie go zabiję. ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, to kto wie? może wpuszczę ich tam całe setki...

statystycznie jedna na dziesięć

Posted by Panna Danuta at 14:41 0 comments
miałam nieodparte wrażenie, że byłam tam jedyną osobą, która znała prawidłowe odpowiedzi na zadawane pytania. zgadywanie pozostałych osób wydawało mi się wręcz śmieszne i byłam zaskoczona, jak można nie wiedzieć tak oczywistych rzeczy. ale po jakimś czasie przyszło mi do głowy, że przecież oni patrzą na to z zupełnie innej perspektywy. tylko moja była najwłaściwsza, ale wcale mnie to nie cieszyło.

nie udzielałam się ze strachu, aby nie zostać zdemaskowaną. kiedy jeden raz odważyłam się odezwać, to miałam wrażenie, jakbym siedziała w rażącym świetle reflektorów. mój własny głos zabrzmiał mi obco i nienaturalnie, a na policzkach poczułam rozlewający się rumieniec. zdawałam sobie sprawę z tego, że moja wyobraźnia płata mi figle i że niepotrzebnie tak się stresuję. mimo tego nie potrafiłam przezwyciężyć nerwów. więcej się już nie odezwałam, ale do samego końca chłonęłam każde słowo, kiwając raz za razem głową, kiedy moje myśli wyprzedzały słowa mówczyni.

Monday, 18 April 2011

erotic dreams

Posted by Panna Danuta at 22:54 0 comments
czasem nie potrzeba słów, żeby domyśleć się wszystkiego. to widać w oczach, w gestach. to się nawet czuje w powietrzu.

tyle mi wystarczy do poczucia niesamowitej satysfakcji. na każdym kroku zbieram nagrody za moje nieustające wysiłki i utwierdzam się w przekonaniu, że warto.

Saturday, 16 April 2011

that inner voice

Posted by Panna Danuta at 16:54 0 comments
nie. po prostu nie.

z tymi słowami w głowie się dziś obudziłam. poczekam jeszcze, zanim wypowiem je na głos, bo wszystko może się przecież zmienić. a ja potrzebuję czasu.

niemniej jednak, argumentów 'przeciw' jest coraz więcej. w dodatku, chyba już tak bardzo obrosłam w cynizm, że uodporniłam się na pewne słowa, a moja przekorność jak zwykle ciągnie mnie w przeciwną stronę. no i nawet jeśli ta perspektywa byłaby słuszna, to ja nie powinnam odczuwać na jej myśl przerażenia, czy żalu, lecz ekscytację. a póki co, obecny stan bardzo mi odpowiada i nie czuję się gotowa, żeby to teraz zmieniać.

a z resztą... to nie tak miało być! moje plany wyglądały zupełnie inaczej. och ja podła. znowu.

Thursday, 14 April 2011

porcelain sanctuary

Posted by Panna Danuta at 14:44 0 comments
usłyszałam znajome dźwięki i... zamarłam. była tam. i robiła to samo, co ja. ale nie wiedziała o mojej obecności, bo siedziałam cicho, nasłuchując i nie wierząc własnym uszom. zastanawiałam się, kim jest i jak wygląda. zastanawiałam się, dlaczego i od jak dawna. zastanawiałam się, co sprawiło, że ona również zmagała się z tym samym, co ja.

Wednesday, 13 April 2011

you're toxic

Posted by Panna Danuta at 11:59 0 comments
- nie powiem, żeby to był wysoki poziom. mierz wyżej.

słowa, które usłyszałam tamtego dnia, gwałtownie sprowadziły mnie na ziemię. jednakże ich przekaz wcale nie był dla mnie nowością. - wiem, wiem... - powtarzałam, kiwając głową. sama doszłam już dawno do tych wniosków. ale dopiero wtedy, kiedy wysłuchałam tego wszystkiego od dwóch bezstronnych obserwatorek, naprawdę to do mnie dotarło. i znokautowało, jak uderzenie młotem.

ich zdanie okazało się dla mnie bardzo pomocne i dało mi powód do zastanowienia się nad sobą. wiem, że mają rację. ale ja nie potrafię nawet z tym walczyć. a może po prostu nie chcę..?

to jest jak narkotyk, od którego jestem silnie uzależniona. zdaję sobie sprawę z tego, że na dłuższą metę mi szkodzi, ale dla tej chwili euforii, którą mi daje, jestem w stanie poświęcić wszystko.

Sunday, 10 April 2011

it's not just luck

Posted by Panna Danuta at 19:10 0 comments
pamiętając, że nasza podświadomość nie rejestruje słowa "nie", codziennie wypowiadam różne zaklęcia. za każdym razem uczę się odpowiednio formować je słowami, starając się jednocześnie nie nadużywać swojej śmiałości. a potem obserwuję, jak się spełniają i cieszę się jak dziecko, w którego ręce wpadła magiczna różdżka.

jedne z nich są dla mnie niezwykle istotne, inne to drobiazgi. niektóre pojawiają się w rzeczywistości wręcz natychmiast, jeszcze tego samego dnia, albo i nawet kilka minut po tym, jak o nich pomyślę. a zdarzają się i takie, które na realizację potrzebują więcej czasu. należą one do tych śmielszych i mniej prawdopodobnych. niejednokrotnie też związane są z innymi osobami. mogą spełnić się dopiero po kilku miesiącach, a były i takie, na które czekałam ponad rok.

każde zaklęcie natchnięte jest jakąś emocją. niektóre powstają w wyniku obaw i niepewności, inne ze skrytych pragnień i nadziei, a jeszcze inne ze złości lub irytacji. ale wszystkie bez wyjątku karmione są niekończącą się wiarą. inaczej by nie działały.

Thursday, 7 April 2011

he said he loved the rain

Posted by Panna Danuta at 17:13 0 comments
stałam na balkonie w samym szlafroku, nie zwracając uwagi na chłód. czułam, jak zimne krople deszczu uderzają w moją twarz, dekolt i nogi, a wiatr mierzwił mi włosy. podeszłam do barierki i przesunęłam dłońmi po mokrej barierce. padało coraz mocniej. podniosłam głowę i zamknęłam oczy.

przypomniał mi się pocałunek w londyńskim deszczu. pamiętam go jak wczoraj, chociaż minęło już tyle czasu. uśmiechnęłam się do siebie na to wspomnienie, a kiedy już zmokłam na tyle, że włosy zaczęły mi się kleić do twarzy, wzięłam jeszcze jeden głęboki oddech i wróciłam do środka.

lubię mówić z tobą

Posted by Panna Danuta at 03:49 0 comments
to zadziwiające, z jaką łatwością można rozmawiać z kimś, kogo poznało się zaledwie kilka minut wcześniej. szkoda, że tacy ludzie to rzadkość, ale to z kolei czyni ich jeszcze bardziej wartościowymi towarzyszami.

siedziałam przy barze i nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. chciałam przez moment odetchnąć i tylko trochę się rozejrzeć, dlatego pierwszą myślą na widok nieznajomego, który zmierzał wyraźnie w moim kierunku, było: nie, nie i jeszcze raz nie. jednak ostatecznie zostałam wciągnięta przez niego w konwersację, a im dłużej ona trwała, tym bardziej pragnęłam, żeby nie miała końca. zauważyłam, że moja uwaga nie rozprasza się, jak to zwykle bywa o tak późnej porze. wręcz chłonęłam każde słowo owego studenta neurokognitywistyki i czerpałam z tej rozmowy niesamowitą przyjemność. chyba mi tego brakowało, takiej neutralnej wymiany poglądów o świecie i przekonaniach. bez ataków i uprzedzeń. bez stresu i obaw 'co ty sobie o mnie pomyślisz', albo udowadniania, że 'ja mam rację, a ty nie'. i bez wchodzenia sobie w słowo, 'bo przecież ważniejsze jest to, co ja mam do powiedzenia'.

było to doskonałe dopełnienie tej bardzo udanej nocy. bo chociaż ja i moje towarzyszki spodziewałyśmy się usłyszeć w śnie pszczoły reggae, jak co środę, to muzyka zaserwowana przez dj'a okazała się być nieco inna, ale i lepsza. rytmy w klimatach bałkańsko-arabsko-indyjskich przywoływały na myśl ciepło promieni słonecznych i napełniały swoistą energią. usta same wyginały się w uśmiech, a ciało poddawało dźwiękom. była to odmiana, której najwyraźniej potrzebowałam, bo mimo zmęczenia, czułam po powrocie przyjemną lekkość i błogi spokój ducha.

a jutro znów będę 'tam, gdzie zawsze'.

Wednesday, 6 April 2011

szukajcie, a znajdziecie

Posted by Panna Danuta at 01:21 0 comments
- szuka pani czegoś?
- tak, zgubiłam zatyczkę od kolczyka. dosłownie przed chwilą spadła mi gdzieś tu na ulicy, ale chyba nie ma sensu jej szukać.
- szukać zawsze warto! kiedyś jak byłem młody, to dostałem od ciotki pięćdziesiąt marek. była to wtedy duża suma pieniędzy. i co? oczywiście je zgubiłem po drodze do szkoły, a zorientowałem się dopiero na miejscu. ale kiedy wracałem, to trzy razy obszedłem tą samą trasę, aż w końcu ten banknot znalazłem. i to po sześciu godzinach w szkole! proszę sobie wyobrazić moją radość. od tamtej pory zawsze twierdzę, że zawsze trzeba próbować odnaleźć zgubę.

po tej krótkiej wymianie zdań miły człowiek odszedł, a ja po chwili dostrzegłam na ziemi zatyczkę.

całe zdarzenie wydaje się być mało znaczące, a jednak zapadło mi w pamięć.
czy rzeczywiście zawsze należy szukać? to chyba zależy od tego, co pragniemy znaleźć, prawda?

truth or dare

Posted by Panna Danuta at 00:31 0 comments
[3.04.2011]

szeroki uśmiech wpłynął na moje usta zaraz po tym, jak się obudziłam. mam przeczucie, że przez najbliższy tydzień będzie mi wystarczyło samo wspomnienie minionej nocy, żeby wprawić mnie w doskonały nastrój.

gospodarzom należą się gratulacje za organizację fantastycznej imprezy, a mojej siostrze za umiejętność robienia świetnych drinków.
 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos