Friday, 30 April 2010

I'd love to see that thay...

Posted by Panna Danuta at 19:50 0 comments
czas nigdy nie pędził tak szybko. myślę o rzeczach, o których nigdy nie chciałam myśleć i łapię się na tym, że do wielu z nich zupełnie zmieniłam podejście. odzywają się we mnie pewne pragnienia i tęsknota za czymś prawdziwym. zmęczyło mnie udawanie.

nie mam komu się wygadać.

ale dobrze, że istnieją inne opcje. dzisiaj odpływam. dzisiaj mamy wino.

bardzo długa noc i bardzo długi dzień

Posted by Panna Danuta at 00:11 0 comments
wyszło zupełnie inaczej, niżbym się tego spodziewała. jak zwykle.
ale nie, nie jak zwykle... bo tym razem - sto razy lepiej.
mam wyszczerz na twarzy na samą myśl i kocham cały świat.

Thursday, 29 April 2010

typowy facet i typowa kobieta

Posted by Panna Danuta at 23:58 1 comments
- jest już za dziesięć.
- o. masz rację.

on dopiero wstawał z łóżka, kiedy ja wyszłam z łazienki, w której spędziłam godzinę. i wystarczyło mu piętnaście minut, żeby się ogarnąć i wyjść razem ze mną tak, żeby bez problemu zdążyć.

nigdy nie zrozumiem, jak wy to robicie.

Tuesday, 27 April 2010

kompletnie nic

Posted by Panna Danuta at 22:56 0 comments
im więcej mam na głowie, tym dalej od tego uciekam. spycham na bok, unikam, wykręcam się. czas przecieka mi przez palce, a ja mam wrażenie, że nie zrobiłam NIC. i znów liczę na głupie szczęście.

co zabawne, nawet niespecjalnie się tym stresuję. zawsze mi się jakoś udaje, uda się więc i tym razem. co za brak odpowiedzialności...

niebieski top i hawajska koszula

Posted by Panna Danuta at 00:26 0 comments
przypomniał mi się pewien upalny, słoneczny dzień. przypomniało mi się pewne magiczne miejsce. przypomniały mi się tory kolejowe i hałaśliwe pociągi pędzące tamtędy co jakiś czas. przypomniał mi się piękny widok na panoramę miasta. przypomniała mi się cola o smaku cherry. przypomniał mi się śmiech. przypomniała mi się rozmowa. przypomniała mi się moneta. przypomniał mi się rzut... ale nie pamiętam, czy to była reszka, czy orzeł. przypomniał mi się zakazany owoc. i przypomniało mi się, ile radości dało mi jego zerwanie.

Monday, 26 April 2010

nie mam sił czasami

Posted by Panna Danuta at 23:40 0 comments
chce mi się płakać.

przestań to mówić. przestań tak mówić. przestań!

Sunday, 25 April 2010

w dół

Posted by Panna Danuta at 22:49 0 comments
gdzie jest to dno? chcę się wreszcie móc odbić.

Nantes

Posted by Panna Danuta at 19:52 0 comments
Well it's been a long time, long time now
since I've seen you smile
And I'll gamble away my fright
and I'll gamble away my time
And in a year, a year or so
this will slip into the sea
Well it's been a long time, long time now
since I've seen you smile

Nobody raise your voices
just another night in nantes
Nobody raise your voices
just another night in nantes

- Oh non je t'en prie, nous ne sommes pas chez nous.
- Oh je t'assure que ce n'est pas grave.
- Non laisse moi !
- Mais qu'est-ce que tu as aujourd'hui ?
- Je sais que les hommes me dgotent. Vous ne pensez qu' a.

chances

Posted by Panna Danuta at 19:41 0 comments
odżyły moje dawne marzenia.
nagle i zupełnie niespodziewanie otworzyły się przede mną pewne nowe możliwości.
może by tak spróbować...?
ostatecznie, nie mam przecież nic do stracenia.

rodzina zawsze będzie rodziną. a przyjaźnie, znajomości? czy przetrwałyby taką odległość...?

Friday, 23 April 2010

between the lines

Posted by Panna Danuta at 18:49 0 comments
poczułam to znajome ukłucie w środku. krótkie, ale intensywne. ranka znów dała o sobie znać, nie pozwalając mi zapomnieć o pewnych faktach.

to ta świadomość mnie kłuje. świadomość, że chociaż bardzo bym chciała, to nie mogę nic zrobić. nawet mnie to nie dotyczy. tak naprawdę to powinnam mieć to gdzieś, ale nie potrafię. nie jestem w stanie być obojętna, kiedy wiem, że coś jest nie tak. kiedy dowiaduję się prawdy, czytając między wierszami. kiedy mimowolnie zalewa mnie fala smutku.

jedyne, co w tej sytuacji mogę, to siedzieć cicho i w głębi duszy życzyć, żeby było lepiej. bo tak, pragnę tego całą sobą. każdą komórką ciała, każdą cząstką świadomości. mimo tego, że zupełnie, ani trochę, nawet w najmniejszym stopniu mnie to nie dotyczy.

I'll go to your room...

Posted by Panna Danuta at 11:54 0 comments
...but you will have to seduce me.

bez tego nie ma zabawy. autentycznie. zupełnie mnie nie kręci coś, co mam od razu podane na tacy.

ja lubię grać w tą grę... jeden krok do przodu, dwa kroki do tyłu. ekscytacja poplątana z obawą, niepewność pomieszana z euforią. stopniowo, po kolei.

dążenie tą drogą jest czymś niesamowitym. przeskoczenie jej - czymś nieodwracalnym i niszczącym całą satysfakcję.

Wednesday, 21 April 2010

unglue superglue

Posted by Panna Danuta at 13:41 0 comments
myślałaś, że jesteś taka odważna, co? że będziesz w stanie zrobić to wszystko, co wcześniej sobie wykreowałaś w wyobraźni na wypadek powtórki z rozrywki? że będziesz taką bohaterką?

ha. ha. ha. przede wszystkim, to się tego tak naprawdę wcale nie spodziewałaś. krew zastygła ci w żyłach, jak tylko usłyszałaś ten dźwięk. a pod drzwiami o mały włos nie udławiłaś się swoim własnym sercem, które momentalnie podskoczyło ci do gardła i nie przewróciłaś się, kiedy twoje nogi zamieniły się nagle w watę. nie mogłaś opanować drżenia na całym ciele jeszcze długo po całym zajściu.

owszem, bo lubię przygody, ale nie takie.

Sunday, 18 April 2010

i love the smell of summer

Posted by Panna Danuta at 23:09 0 comments
złote ziarenka piasku jeszcze wypadają mi z włosów, a na skórze wciąż czuję ciepło promieni słonecznych. mam nieodparte wrażenie, że pożyczyłam ten dzień ze środka lipca.

plaża pachniała latem, a na niesamowicie błękitnym niebie pojawiły się zaledwie dwie zabłąkane chmurki. okoliczna roślinność zdążyła się już zazielenić, co pięknie kontrastowało z niemalże białym piaskiem. jedynie przeraźliwie zimna woda w rzece przypominała o tym, że wciąż mamy wiosnę.

ulotne chwile przeciągałam w nieskończoność i cieszyłam się każdą sekundą błogostanu. kąpałam się w słońcu. niczego więcej nie potrzebowałam. nic nie musiałam. to było cudowne.

Thursday, 15 April 2010

happy b-day

Posted by Panna Danuta at 23:45 0 comments
ma dziś urodziny. ciekawe, czy jeszcze pamięta o moim istnieniu. pewnie nie. ale i tak otrzymałam od niej więcej, niż na to zasługiwałam.

minęło już pięć lat. a i tak będę powracać do tych wspomnień do końca życia. cudownych wspomnień. i z bólem przypominać sobie, że stało się to, czego najbardziej się obawiałam. że wszystko się skończyło.

pamiętam, ile to dla mnie znaczyło. jak wyjątkowo się czułam. jak wspaniały sekret posiadałam. i jak troskliwie go pielęgnowałam, ukrywając przed całym światem, za wyjątkiem mojej siostry.

bo przecież nikt inny by mi nie uwierzył.

lepiej nie mów

Posted by Panna Danuta at 01:15 0 comments
nie powinnam się dowiadywać o pewnych rzeczach! to zdecydowanie szkodzi mojej misternie skonstruowanej barierze, jaką w sobie zbudowałam. jeszcze kilka ukłuć żalu, jeszcze kilka wspomnień, jeszcze kilka westchnień i runie, a wtedy będzie ze mną bardzo źle. nie chcę przeżywać znowu tego samego.

Wednesday, 14 April 2010

aminotransferaza asparaginianowa

Posted by Panna Danuta at 22:43 0 comments
jedną z najważniejszych i niezwykle przydatnych umiejętności, jaką wyniosłam z liceum, to ściąganie. gdyby nie to, to pewnie nadal tkwiłabym w szkole średniej. i - jako, że praktyka czyni mistrza - postanowiłam sobie utrwalić tą wspaniałą umiejętność na dzisiejszym kolokwium z biochemii. oczywiście uratowało to moje cztery litery przed wielkim, czerwonym zerem. i z jaką radością słuchałam pytań, których odpowiedzi widniały na moich pięknych ściągach!

ale ciii...

lock

Posted by Panna Danuta at 00:37 0 comments
odnalazłam kluczyk do sukcesu. a właściwie, to przypomniałam sobie o nim, bo kiedyś już został z powodzeniem sprawdzony, ale moje słabości rzuciły go w kąt. muszę wziąć się w garść. obym wytrwała w swoim postanowieniu.

Monday, 12 April 2010

tak przy okazji

Posted by Panna Danuta at 21:36 0 comments
[...]
- a co u ciebie? dokąd lecisz?
- yy... chyba tam. to znaczy, jeszcze dokładnie nie wiem. boże. nie ogarniam. i nie mogę się na niczym skupić ostatnio...
- ojej. może jesteś zakochana?
- och. nie... chyba już nie.
[...]

wake me up, please

Posted by Panna Danuta at 01:17 0 comments
to nie była najlepsza czekolada, jaką piłam w życiu. ale czar miejsca, w którym się znalazłam, przyjemne towarzystwo i kojące otoczenie sprawiły, że poczułam się cudownie błogo. bolało mnie wszystko, a zwłaszcza nogi, po dwugodzinnym staniu i czterogodzinnym chodzeniu, a raczej przeciskaniu się przez niewyobrażalny tłum. chłonęłam tą chwilę wytchnienia całą sobą, wiedząc, że zaraz się skończy. zamknęłam oczy i wyłączyłam mózg. na moment odpłynęłam w zapomnienie, odrywając się od koszmarnej rzeczywistości i tego dziwnego otępienia, towarzyszącego mi uparcie od soboty.

czuję się, jakbym była w potwornym, niekończącym się śnie, z którego nie można się obudzić. mój umysł wciąż nie potrafi poprawnie przetworzyć i przyjąć do wiadomości informacji o ostatnich wydarzeniach. wciąż czekam na dźwięk budzika.


nie mam siły. nie mam siły myśleć, rozstrząsać, analizować, ani na czymkolwiek się skupić. nie rozumiem. poddaję się.

Saturday, 10 April 2010

do góry nogami

Posted by Panna Danuta at 23:02 0 comments
wszystko wywróciło się dziś.
powietrze gęstnieje od ciszy, która dawno nie znaczyła tak wiele, jak teraz.

mała wielka rzecz

Posted by Panna Danuta at 00:45 0 comments
ósma dwadzieścia pięć. o tej porze powinnam była już siedzieć spokojnie w autobusie. ale jak to zwykle ze mną bywa, biegałam jeszcze wtedy po pokoju w panice, że się spóźnię. usiłowałam przy tym jednocześnie wysuszyć włosy, dokończyć makijaż, zapakować resztę drobiazgów, wyjąć płaszcz i go założyć. szybciej, bo się spóźnisz! - krzyczało w mojej głowie. na jogę spóźnialskich nie wpuszczają, więc kwadrans akademicki nie wchodził w grę. jakby tego było mało, to jeszcze śniło mi się tej nocy, że gdzieś się spóźniłam, a tego typu sny zawsze okropnie mnie irytują. musiałam zdążyć, bo inaczej zawaliłby mi się cały plan dnia. klik w drzwiach i już biegłam na przystanek.

do przyjazdu autobusu zostały mi trzy minuty, więc nie było źle. o ile przyjedzie w miarę punktualnie. zaraz... czy ja wszystko zabrałam? pewnie nie. no tak, lusterko. a miałam je w ręku... co ja z nim znowu zrobiłam? sięgnęłam do torby po telefon i... momentalnie zdrętwiałam. telefon. nie wzięłam telefonu!!
i nie mam pojęcia, jak do tego doszło, bo ja nigdy, ale to absolutnie nigdy nie zapominam o telefonie.
i co teraz?! wracać się? zajęłoby mi to od pięciu do ośmiu minut. tyle samo mogłam się spóźnić, przez co nie wpuściliby mnie już na zajęcia. przez jedną, koszmarną chwilę walczyłam z rozdzierającym dylematem. a czas uciekał.

nie wróciłam. z rozpaczą wsiadłam do autobusu zastanawiając się, ile osób będzie chciało mnie dzisiaj zabić za niedawanie znaku życia. a jeśli stanie się coś ważnego, albo ja będę musiała coś pilnie komuś przekazać? czułam się, jakbym nie miała rąk. totalny paraliż. próbowałam sobie przypomnieć jakieś ważniejsze dla mnie numery telefonów, ale nic z tego. nigdy nie wysilam się na tyle, żeby dokładnie zapamiętać jakikolwiek. a z resztą, co by mi to dało? prawdopodobieństwo, że przypadkowo spotkam kogoś znajomego, kto mógłby mi użyczyć swojego telefonu była znikoma. na zajęcia zdążyłam oczywiście w ostatniej chwili.

przez cały dzień chodziłam spięta i zestresowana. kilka razy automatycznie sięgałam po telefon, po czym z rozdrażnieniem przypominałam sobie, że przecież go nie wzięłam. nawet wiedziałam, gdzie go zostawiłam. przed wyjściem specjalnie sobie powtarzałam, żeby go z tej kuchni zabrać, bo inaczej o nim zapomnę. no i jak na złość...

to było straszne. nie wiedziałam, że tak mała rzecz może powodować tyle stresu! paranoja. kiedyś ludzie nie mieli telefonów i jakoś żyli. a teraz ja i tak będę sprawdzać dziesięć razy, czy wzięłam telefon, zanim wyjdę z domu.

Friday, 9 April 2010

just breathe

Posted by Panna Danuta at 01:23 0 comments
lubię ciepłe wieczory, podczas których zapach kawy z kawiarenek miesza się z dźwiękami miasta, przypadkową muzyką skądś, urywkami rozmów, śmiechem, szumem tramwajów. kiedy mimo braku słońca jest jasno, bo wszystko świeci dookoła. latarnie, neony, billboardy, okna, pojazdy, wystawy, telefony, ipody,...
kiedy w miarę upływu czasu ulice pustoszeją, tak że nawet w centrum można przechodzić bezczelnie w każdym miejscu na drugą stronę. kiedy stopniowo zalega cisza i coraz mniej ludzi jest dookoła. kiedy dystanse pomiędzy pewnymi miejscami wydają się mniejsze i łatwiejsze do pokonania na piechotę, niż za dnia.
naprawdę nie wiem, jakim cudem przeszłam wczoraj od smyka do dworca centralnego w niecałe dziesięć minut.

jak zwykle

Posted by Panna Danuta at 00:59 0 comments
nie mogę pozbyć się poczucia winy, kiedy nic nie robię, mimo tego, że mam wolne. bo przecież mam jednak co robić. w następnym tygodniu czeka mnie kolokwium, sprawozdanie, wejściówki. ale poniedziałek wydaje się tak odległy, że nawet nie mam ochoty dotykać notatek. a przynajmniej wydawał się odległy w miniony wtorek... w tej chwili mamy już piątek, który mam cały zaplanowany. połowę soboty też. zostaje mi niedziela. i wszystko zacznę robić (bo pewnie nie skończę) jak zwykle - w ostatniej chwili. bo przecież od wtorku do czwartku nie zrobiłam NIC, mimo świadomości, że powinnam.

po powrocie z domu zawsze potrzebuję odrobiny czasu, żeby wrócić do swojego własnego rytmu. w tym okresie 'pomiędzy' czuję się, jakbym była zawieszona w czasie i potrafię marnować go od rana do wieczora. i dopóki wreszcie czegoś nie zrobię, jestem uwięziona w błędnym kole 'nic-nierobienia'. i tak właśnie zniknęła mi prawie cała środa. na szczęście już mi przeszło i jutro z kolei zapowiada się bardzo obiecujący dzień. najprawdopodobniej mocno ucierpi mój budżet, ale ileż za to zyska garderoba!

Wednesday, 7 April 2010

tak małe, a tak wielkie

Posted by Panna Danuta at 02:54 0 comments
natknęłam się dziś przypadkiem na pewien niezwykły cytat.

there is no such word as 'loved'. love has no past sense. if you ever stop loving someone, then you never truly loved them in the first place.

coś w tym jest. może nawet więcej, niż tylko 'coś'. spojrzałam w przeszłość. faktycznie. kilka razy grubo się myliłam, mówiąc komuś 'kocham'. i nie 'odkochałam się' w tych osobach. po prostu nigdy niczego takiego do nich nie czułam. wmawiałam to tylko im i sobie samej. również kilka razy myślałam, że 'kochałam' i mi przeszło. nie przeszło. to nie 'przechodzi'. nie można zabić uczuć, jeśli są prawdziwe. można je ukryć, stłumić, przysłonić, uciszyć. i można to zrobić na tyle dobrze, że wydaje nam się, iż uczucia te rzeczywiście nas opuściły. niestety, jest to tylko oszukiwanie własnej osoby. uczucia te, brutalnie zakneblowane i upchnięte w głąb naszej świadomości, z czasem przestają mieć siłę, żeby w nas krzyczeć. wtedy możemy już żyć normalnie, próbować zapomnieć... i wmawiać sobie, że wcale nam nie zależy.

teraz uważam. uważam szczególnie w ocenie swoich emocji, żeby znów nie zranić ani kogoś, ani samej siebie. kocham, oczywiście. i to niejedną osobę. nie waham się też im o tym mówić, pamiętając o różnych aspektach miłości opisanych przez pana Fromma. nie boję się słowa 'kocham', ale też nie szastam nim na prawo i lewo, żeby nie straciło pewnego rodzaju wzniosłości.

'kocham' to dobre słowo. ale... co tak naprawdę znaczy?

Tuesday, 6 April 2010

just because

Posted by Panna Danuta at 13:07 0 comments
aaach. jakież to jest irytujące. wszystko we mnie w środku krzyczy, wyrywa się i ciągnie, jakbym miała w sobie magnes. a jednoczenie to 'wszystko' wie, że nie ma szans. że nie ma po co, chociażby nie wiem, jak bardzo chciało. i uderza w potężny, ceglany mur, bo po drugiej stronie magnesu nie ma. a ja nie mogę zrobić nic, kompletnie nic! nie ma nawet iskierki nadziei na to, że cokolwiek w tym względzie mogłoby się zmienić. nie mogę się z tym pogodzić, no nie mogę. i zrozumieć to też mi jest trudno. nie potrafię wyobrazić sobie siebie w odwrotnej sytuacji. w dodatku, mimo tylu możliwości dookoła, mi musiało się ubzdurać akurat coś, co pozostanie zawsze w sferze nieosiągalnych marzeń. zakazany owoc? być może. ale oczywiście nie dam nic po sobie poznać. dlatego właśnie ten wpis musi być taki niezrozumiały, bo mam potrzebę wylać swoją frustrację. mogę tylko grać i sycić się namiastkami. ale w tej sytuacji i tak mnie one ogromnie cieszą, bo nie spodziewałam się absolutnie niczego. problem w tym, że teraz chcę więcej. jednak na to już liczyć nie mogę.

a to było coś niesamowitego. nawet o tym nie marzyłam, lecz nadeszło tak nagle i niespodziewanie, że aż zawirowało mi w głowie. chciałam przedłużyć ten moment do wieczności, ale wiedziałam, że mam tylko chwilę. tą chwilą delektowała się każda komórka mojego ciała. euforia wlała mi się do krwi i momentalnie rozeszła po mnie całej. i nie ulotniła się, jak już było po wszystkim, bo czuję ją aż do tej pory, chociaż słabiej. z godziny na godzinę, z dnia na dzień... ale świadomie rozniecam to wspomnienie i cieszę się nim za każdym razem, bo wiem, że nie był to ostatni raz.

to, co otrzymałam, starałam się pochłonąć wszystkimi swoimi zmysłami. sam wzrok nie był wystarczająco wiarygodny, bo ciężko było mi uwierzyć, że to nie sen. pamiętam zapach. i to, że uśmiechnęłam się, kiedy go poczułam, bo był bardzo przyjemny i jednocześnie subtelny. i tak...dobrze pasował. odetchnęłam głębiej. opuszkami palców sunęłam delikatnie, jak niewidomy po piśmie Braille'a. powoli, bez pośpiechu, próbując nie przewrócić się z wrażenia. do moich uszu dobiegały spokojne dźwięki, potęgujące wrażenie kruchości i ulotności przemijającej błyskawicznie chwili. nie zwracałam uwagi na to, co się działo dookoła. musiałam skupić się na oddechu, usiłując przywrócić mu regularny rytm. mimowolnie odpłynęłam. ten smak...był taki niepowtarzalny.

Monday, 5 April 2010

święta?

Posted by Panna Danuta at 17:19 0 comments
slowly flowing mornings, lazy days, evenings full of fun and... crazy nights.

o tak, tak. takie święta to ja lubię!
bez myślenia o konsekwencjach, o problemach, o nauce i o nadchodzących wyzwaniach.

idąc wczoraj późnym wieczorem olsztyńską starówką zdziwiłam się, widząc tylu imprezowiczów dookoła. może nic w tym zaskakującego biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy mamy te kilka dni wolnego, a poza tym jest w miarę ciepło. ale ostatecznie są święta. i widocznie nie tylko ja postanowiłam je świętować w klubie, o czym zapewniły mnie nasączone dobrą zabawą dźwięki dobiegające z novo, qsc, impulsu, 4clubu i nowo otwartej szparki. pierwszy raz balowałam w wielkanocną niedzielę i przekonałam się, że to naprawdę świetny pomysł. była to moja najdłuższa impreza od studniówki i zamierzam ją powtórzyć.

dzisiaj atmosferę wypełnia wszechobecny spokój. wszystko zwolniło, a na ulicach nie widać żywej duszy, mimo przyjemnej pogody. lany poniedziałek zawsze kojarzył mi się z łobuzami biegającymi z wiadrami wody, oblewającymi każdego, kto stanie im na drodze. aż strach wychodzić z domu. kiedyś mnie dogonili...
ale tu kolejne zaskoczenie, bo tym razem nie widziałam ani jednego.

te święta były mniej świąteczne, niż kiedykolwiek. nie czułam ich wzniosłości i generalnie wyobrażałam je sobie zupełnie inaczej. ale nie zmienia to faktu, że ostatnie kilka dni były cudowne, czego się w ogóle nie spodziewałam.

wracam do stolicy z mniejszym entuzjazmem, niż zwykle.

Saturday, 3 April 2010

nieładnie i nieskładnie

Posted by Panna Danuta at 11:08 0 comments
wczoraj złapałam się na tym, że wracając tutaj, patrzę na wiele rzeczy z zupełnie innej perspektywy. to raczej oczywiste, ale wciąż ciekawe odkrycie. szczegóły, które kiedyś wydawały mi się nieistotne, teraz znaczą więcej i odwrotnie - to, co kiedyś znaczyło dużo, teraz jest drobnostką.

pozytywne słowa, których wcześniej nigdy bym pewnym osobom nie powiedziała, wypływają teraz ze mnie naturalnie. do tej pory sądziłam, że na tym stracę, albo że jest to niepotrzebne, albo głupie. i przekonałam się, jak bardzo się myliłam i jak dużo zyskuję na tym nie tylko ja, ale i ta osoba.

wiem, ta notka nie ma ładu, składu i większego sensu, ale tak też wyglądają właśnie moje myśli - część tu, część tam. jedne pourywane, inne niedbale splątane, a jeszcze inne gdzieś pogubione. i dobrze mi z tym. cieszę się każdą minutą spędzoną w starym, dobrym Olsztynie, gdzie czas płynie wolniej i tym, że chociaż na kilka dni mogę odstawić swoje problemy na bok.
 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos