lubię ciepłe wieczory, podczas których zapach kawy z kawiarenek miesza się z dźwiękami miasta, przypadkową muzyką skądś, urywkami rozmów, śmiechem, szumem tramwajów. kiedy mimo braku słońca jest jasno, bo wszystko świeci dookoła. latarnie, neony, billboardy, okna, pojazdy, wystawy, telefony, ipody,...
kiedy w miarę upływu czasu ulice pustoszeją, tak że nawet w centrum można przechodzić bezczelnie w każdym miejscu na drugą stronę. kiedy stopniowo zalega cisza i coraz mniej ludzi jest dookoła. kiedy dystanse pomiędzy pewnymi miejscami wydają się mniejsze i łatwiejsze do pokonania na piechotę, niż za dnia.
naprawdę nie wiem, jakim cudem przeszłam wczoraj od smyka do dworca centralnego w niecałe dziesięć minut.
Friday, 9 April 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment