Thursday, 30 January 2025

Sznurki, zdjęcia i... sensacje

Posted by Panna Danuta at 00:49 0 comments

29.01.2025

Po pierwszej próbie ze sznurkami i zdjęciami widziałam oczami wyobraźni tylko jedno...  Robiłam sobie dobrze myśląc o tym, że M. oplata mnie, gdy siedzę zwrócona do niego plecami i jestem topless. Owija sznurem, muskając mnie delikatnie po czułych miejscach. Mimochodem, niespecjalnie. A potem specjalnie. 

Pisaliśmy dalej... Napięcie rosło. Do tego stopnia, że zaczęliśmy pisać do siebie codziennie. Od dwóch tygodni nie było dnia przerwy... Energetyczny przypływ i odpływ, interakcja przerywana lecz codzienna.

W tym samym czasie zdecydowałam się dać kosza typeczkowi, z którym się spotykałam. 

Nie potrafiłam nic do niego poczuć, gdy ten zanudzał mnie pierdoleniem o codzienności... A rozmowa z M. nabierała pikanterii. 

W styczniu przesiedliśmy się z M. na znikające po 24 h wiadomości na whatsappie. Od tamtej pory pojawiało się z jego strony coraz więcej flirtu... na który ochoczo odpowiadałam ;)

Myślałam, że wyjdę z siebie, kiedy M. zachorował i uciekły nam planowane spotkania. Musieliśmy czekać kolejny tydzień. W niedzielę umówiliśmy się na środę i czułam w kościach, że to będzie highlight tygodnia. A może i nawet miesiąca...

W końcu nadszedł ten dzień. Byłam wyspana i w dobrym nastroju. Posprzątałam chatę i ubrałam się w stylu "randka w domu". Kabaretki, spodenki i top - łatwy do zdjęcia.

Przyjechał nieco po 16. Jego aura promieniowała zmęczeniem, wręcz zdołowaniem. Położył się, wzdychając głośno i zakrywając twarz dłońmi.

Nieśmiało zaczęliśmy rozmawiać. Zrobiłam herbatę i po prostu dałam mu czas. Trochę go zabawiałam jakimiś opowiastkami aż w końcu nieco się rozluźnił.

Między słowami wspomniał, że ma w domu piekło, ale nie chciał rozwijać tematu... Od dawna wiedziałam, że temat jego związku jest dla niego bardzo trudny... Bardzo bym chciała wiedzieć więcej, ale gdy tylko się tam zbliżamy, na jego twarzy pojawia się przejmujący smutek i bezsilność i natychmiastowo rezygnuję z wypytywania go o to wszystko.

Do tego doszła chwila gadki o nieudanych projektach pracowych i wtedy już całkowicie porzuciłam swoje fantazje o jakichkolwiek pikantnych sytuacjach...

W końcu postanowiliśmy zabrać się do realizacji planu: zdjęcia.

Wyjął aparat, wyjął sznury. Usiadłam tyłem do niego na pufie na podłodze. Powiedział, że tak będę się czuła mniej skrępowana i pomógł mi zdjąć to, co miałam na górze.

Pozostałam niewzruszona, gdyż nagość nie jest czymś, co mnie krępuje ;)

W tamtym momencie nie spodziewałam się właściwie niczego - zrobimy zdjęcia i nara - introwertyk asperger pójdzie do domu. Postanowiłam więc delektować się czuciem i najdrobniejszymi chwilami przyjemności.

W tle leciały kolejno Elements by Variant.

M. zabrał się do dzieła. Czułam to, o czym marzyłam w swoich fantazjach... Jego dłonie muskały moje (swoją drogą bardzo wrażliwe) piersi i sutki, gdy uważnie oplatał sznurek wokół mnie, najpierw pod biustem, potem z tyłu na plecach, na ramionach i nad biustem. Czułam muskanie jego dłoni i zegarka. Czułam jego oddech na swoim karku... Czułam, że jego twarz jest bliżej niż kiedykolwiek wcześniej...

Uśmiechałam się. Czasem zamykałam oczy, zatapiając się w doznaniach zmysłowych - w odczuwaniu dotyku, jego bliskości i mojej ukochanej muzyki w tle. Próbowałam zapamiętać ten stan na zawsze.

Czasem obserwowałam, jak mnie oplata. Patrzyłam na jego dłonie i na sploty, które tworzy. Były całkiem przemyślane! Muśnięcia odczuwałam wyraźniej, kiedy je widziałam. I znów ukradkiem się uśmiechałam.

Zaczynałam nieco reagować, gdyż moja wrażliwość szybko daje o sobie znać. Nie uszło to jego uwadze, więc raz zaczepił mnie sznurem o sutek, a po drugi koniec sznura sięgnął pomiędzy moimi nogami, wywołując jeszcze intensywniejszą reakcję...

Przeszedł mnie dreszcz przyjemności.

Zabraliśmy się za zdjęcia. Trochę to trwało! Najpierw robił mi zdjęcia od tyłu, potem z boku, a potem z przodu. Nikon, obiektyw 50-tka i lampa. Gdy odwróciłam się przodem do niego, nie mogłam przestać na niego patrzeć. Kładł się w rozmaitych pozycjach na moim łóżku, zawzięcie strzelając zdjęcia. I znów chciałam zapamiętać tę chwilę na zawsze. Miał na sobie czerwony t-shirt i muszę przyznać, że było mu w nim do twarzy.

W pewnym momencie wymyślił, żeby obwiązać mi oczy tym sznurkiem. Czułam wtedy, jak ma nade mną pełną kontrolę...

Wreszcie pokazał mi parę zdjęć i zabraliśmy się za rozplatanie. Dopiero wtedy rozpoczęło się sedno spotkania... Bolały mnie już barki, ale nie pisnęłam ani słowem, bo nie chciałam, żeby się spieszył ;)

Usiadł za mną i powoli zaczął mnie rozwiązywać. Spodziewałam się, że szybko mnie uwolni i będzie koniec. Sprawy jednak potoczyły się inaczej.

Już wcześniej kilka razy złapał mnie za szyję, kiedy śmiałam się albo coś mówiłam i chciał mnie uciszyć. Jego stanowczość w takich momentach była ultra seksowna... Tak bardzo, że grzecznie milczałam.

Kilka razy zareagowałam na dotyk przy rozplataniu, więc zaczął znowu mi dokuczać tym sznurem! Drażnił moje sutki raz po razie, a ja wiłam się coraz bardziej, próbując uniknąć tej sensacji... Zapytał, czy mnie to krępuje, czy wręcz przeciwnie. Ja na to oczywiście, że wręcz przeciwnie ;D

Nie przestawał. Jego dłonie wędrowały coraz odważniej po moim ciele. Wiłam się tak, że aż osunęłam się z pufy na ziemię. Miałam głowę między jego kolanami i próbowałam spoglądać na jego twarz, jednocześnie intensywnie odczuwając to, co robił. Był niewzruszony. Stanowczy. I niesamowicie seksowny. Jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie ze stuprocentowym opanowaniem.

Jedną dłonią bawił się moimi sutkami, a drugą sięgał mi stopniowo do majtek. Oddychałam coraz głośniej... Gdy stawałam się głośna, zakrywał mi usta. Jego twarz kilka razy już zbliżyła się do mojej... Najpierw zbliżył usta i oddalił. Potem znów zbliżył i polizał mnie po brodzie. Potem, robiąc mi dobrze, pocałował mnie...  A ja topiłam się w ekstazie, jęcząc... I wciąż mając związane ręce z tyłu. 

Potem polizał swoje palce i dalej bawił się moimi sutkami, a następnie pochylił się i ujął jeden sutek w swoje usta. Szybko zrozumiał, gdzie celować, żeby było intensywnie.

Marzyłam o tej chwili. Marzyłam, żeby doprowadził mnie do orgazmu w takiej scenie... 

Byłam zszokowana, dosłownie porażona prądem. 4 miesiące znajomości, godziny pisania, minuty spotkań i wielokrotne próby rozszyfrowania tego, co M. ma na myśli, kiedy rzuca zawoalowanymi żartami... Jakie ma intencje? Czy chce mnie przelecieć? Czy jest tylko mocny w gębie? Powoli się otwierał, ale co się wydarzy, jeśli... coś się wydarzy? Czy będzie się czuł niezręcznie? Introwertyk, asperger, często onieśmielony, szybko zmęczony ludźmi, skryty i małomówny... 

Setki razy próbowałam sobie wyobrazić takie chwile. Lecz to, co się stało, przeszło moje najśmielsze fantazje.

Nie zapomnę jego wzroku, jego wyrazu twarzy, jego zdecydowanej stanowczości przeplatanej uważnością i troską, jego subtelnego uśmiechu z zadowolenia...

Gdy mnie rozplątał, wtuliliśmy się w siebie na chwilę, by się odprężyć, ale on wciąż nie miał dość. Dotykał mnie dalej, na zmianę z zadawaniem klapsów, spontanicznym zaciskaniem mi dłoni na szyi i mocnymi acz czułymi ugryzieniami :) a to w dłoń, a to gdzieś na plecach, a to w pośladek.

Mając już wolne ręce, mogłam go obejmować, dotykać po twarzy, czy zaciskać na nim w przypływie kolejnej ekstazy... Albo się bronić!

Jeszcze przez jakiś czas mnie męczył, dopytując z kim byłam w łóżku z naszej lokalnej sceny EO. To było całkiem zabawne ;d Unieruchamiał mnie w różnych konfiguracjach, przypierając mnie do łóżka od tyłu, wykręcając mi delikatnie ręce i zadając kolejne klapsy. Nie zapominał o moich sutkach, które pieścił, zanurzając najpierw palce w filiżance z herbatą... A wszystko to przeplatał zdawkowymi pocałunkami. W pewnej chwili wziął łyk herbaty i pocałunkiem wlał go w moje usta.

Byłam zachwycona.

Klapsów było sporo i chyba po raz pierwszy w życiu miałam ślady godne zdjęcia! Którego nie zawahałam się sobie zrobić, kiedy M. już poszedł.

Na koniec spotkania, gdy już się ubrał i był gotowy do wyjścia, nie omieszkał jeszcze zmęczyć mnie, przypierając mocno do ściany...

W końcu się wyrwałam, a on poszedł. Patrzyłam, jak schodzi po schodach i cieszyłam się... gdyż jutro znów się widzimy! To będzie przedostatnie nasze granko na Open Decks przed zamknięciem Futra...

Zapowiedział, że od klapsów się nie wymigam ;)


Wednesday, 29 January 2025

Sznurki i zdjęcia

Posted by Panna Danuta at 22:02 0 comments

29.01.2025

Fantazjowałam o tym spotkaniu wielokrotnie...

Sznurki i zdjęcia...

Zrobiliśmy raz jedną próbę i już wtedy wiedziałam, że chcę więcej.

Jakiś czas temu od słowa do słowa dowiedziałam się, że M. umie w... shibari !! Nieśmiało napomknął o tym, że robił kiedyś zdjęcia dziewczynom w różnych splotach. Byłam w szoku!

Wycofany introwertyk, do którego dokopuję się od miesięcy, nagle odsłania takie coś. Jako że uczęszczam na kinkowe imprezy i czasem zanurzam się w świat BDSM, to zdążyłam już dowiedzieć się, o co w tym chodzi. Miałam też okazję bywać "linowym króliczkiem", czyli rope bunny, i to w całkiem dobrych rękach. Przyznam, że bardzo mi się to podobało i nawet jak o tym myślę, kiedy to piszę, odczuwam miłą sensację między nogami ;)

Ale żeby M. i sznurki???! Nie dawało mi to spokoju.

Za żadne skarby nie potrafiłam go sobie wyobrazić w sytuacji jakkolwiek erotycznej, a uwierzcie mi, że próbowałam! Jest 29 stycznia, a ja od października, kiedy tylko robię sobie dobrze, myślę o nim...

Najpierw wyobrażałam sobie różne sytuacje za djką w naszym olsztyńskim klubie ;) fantazjując o różnych scenariuszach, które mogą się wydarzyć w ciemnym kącie sali "dark" podczas nauki grania z winyli...

Oj często sobie tak fantazjowałam!

I na każde spotkanie starałam się dobrze wyglądać, co nie uchodziło jego uwadze.

Ale te sznurki... to musiało być coś.


***

Na początku stycznia roku 2025 zrobiłam kameralną imprezę urodzinową w naszym lokalnym klubie. Zaprosiłam do grania trzech delikwentów, w tym oczywiście M, którego ustawiłam w tzw. prime time ;)

Wszyscy spisali się znakomicie, impreza była świetna. Ale do brzegu. Gdy trochę wypiłam, powiedziałam do M., że niezależnie od mojej sytuacji, moja słabość do niego nie przeminie... "Sytuacja", którą miałam na myśli, było to, że spotykałam się wtedy z kimś.

Tej osoby nie będę tu opisywać, bo w sumie nie ma po co. Raczej nic z tego nie będzie.

M., gdy odchodził do domu, powiedział, że przywiezie mi płytę, którą mi wybrał na urodziny, i że przyjedzie ze sznurem... i że chyba musi się pospieszyć.

Potraktowałam to jako żart... ale to nie był żart ;)

***


On naprawdę to zrobił.

Przyjechał któregoś dnia i przywiózł mi płytę winylową. Była wyborem przemyślanym i bardzo udanym. Ale co najlepsze, pudełko z płytą oplecione było sznurem! W całkiem gęsty splot w kratkę, który wyglądał, jakby jego zrobienie zajęło mu chwilę czasu.

Wow. Muszę przyznać, że było to dla mnie coś. 

Już dawno porzuciłam nadzieję na miłosną historię z M... dowiadując się, że on jednak nie jest wolny. Po drodze trochę się wydarzyło i coś niecoś się dowiedziałam... temat jest trudny, ale to nie temat na dziś. 

Czułam ciepło w środku, kiedy myślałam o tym, że nie dość, że kupił mi płytę (za 20 euro) na niemieckim sklepie, do zamówienia dołożył sobie tylko jedną płytę dla siebie, zamawiał to specjalnie z okazji moich urodzin i jeszcze oplótł w ten sznur...

Zrobiliśmy więc pierwszą próbę. Splot był podstawowy i niezbyt mocny. Miałam na sobie koronkowy top-stanik i legginsy. Zrobił mi trochę zdjęć, skupiając się na detalach. W całym procesie nie było nic seksualnego. 

Jakież było moje zdziwienie, gdy po jakimś czasie podjęliśmy kolejną próbę...

Saturday, 14 December 2024

subtelnie jak w dub techno

Posted by Panna Danuta at 15:34 0 comments

14.12.2024

napięcie rosło stopniowo i subtelnie - tak jak w dub techno, czyli tak, jak lubię. powoli nawiązywała się między nami nić znajomości.

muzyka to temat łączący, szczególnie, gdy słuchasz wybitnie niepopularnego gatunku. do tego wspólna nauka grania z winyli i nagle czwartkowe wieczory stały się highlightami tygodnia.

uczył mnie cierpliwie i z uwagą. kiedy spotkaliśmy się tamtego wieczoru, gdy zaprosiłam go w zastępstwie za Josha, dwie godziny upłynęły w mgnieniu oka, a on ani razu nie upomniał się, że chce grać. trenowałam więc w pocie czoła na jego winylach i pod jego czujnym okiem oraz uchem. z jednej strony chciałam już wszystko umieć od razu, a z drugiej... cieszyłam się, że ta zajawka wymaga czasu.

tydzień później spotkaliśmy się znowu, a potem znowu na czwartkowych open decks. z każdym tygodniem budziło to moje coraz silniejsze emocje aż do tego stopnia, że tylko czekałam na czwartek...

w międzyczasie utrzymywaliśmy kontakt pisemny. szybko przypadła mi do gustu jego osobliwa charyzma... jest on człowiekiem, który potrafi szybko zrazić do siebie ludzi swoim sposobem bycia. ale jeśli dasz mu czas i przedrzesz się przez gąszcz docinek, zauważysz, że oprócz celnych prawie-obelg, potrafi on też udzielić bystrych odpowiedzi i jest dobrym obserwatorem. nigdy nie powie ci komplementu wprost. ale ja wiem, że jego spostrzeżenia to takie swoiste komplementy :)

"maskotka EO!;
nie widać było po tobie że się stresujesz;
jutro wpadnę na chwilę, więc nie musisz się brokatować"

na początku raz na tydzień, a potem stopniowo coraz częściej zaczęliśmy wymieniać wiadomości na msngrze. zawsze chętnie odpisywał i nigdy nie zostawiał mnie długo na nieodczytanym lub też odczytanym. zagadywał też często sam z siebie - a to o muzykę, a to żeby dać cynk, że są zapisy na open decki. a to o głupoty.

zawsze zjawiał się punktualnie, a jeśli miał się spóźnić, dawał znać z wyprzedzeniem. raz napisał, że będzie "na luzie", więc jadłam sobie jeszcze w spokoju obiad, zakładając, że przyjdzie później. a tymczasem osiem minut po umówionej godzinie on pyta mnie, czy zmieniłam plany!

raz zapytałam go, czy potrafi wymienić kabel w słuchawkach. tydzień później ja zdążyłam już o tym trzy razy zapomnieć, a on napisał do mnie, że może to zrobić jak się dziś zobaczymy.

pewnej nocy graliśmy na imprezie urodzinowej naszego olsztyńskiego klubu. mimo tego, że on zna ludzi z naszego środowiska, miałam wrażenie, że trochę się mnie trzyma. szóstym zmysłem obserwowałam jego mowę ciała, jednak otwarta byłam na wiele interakcji tej nocy i rozmawiałam z niejednym przystojniakiem! z jednym z delikwentów przesiedziałam i przegadałam całego jego seta. potem jednak się rozdzieliliśmy, gdyż poróżniły nas nasze stany. kiedy delikwent odszedł, zapragnęłam usiąść obok M., żeby dać mu znak, że o nim pamiętam. gdy uniosłam się nad siedzenie z zamiarem pójścia do niego, on nagle wstał, podszedł i usiadł obok mnie...

przez cały czas nie byłam pewna, czy jego zachowanie to jest podryw, czy nie... starałam się analizować różne drobne sygnały i gdy zbierałam je do kupy, wydawało mi się, że jest to swego rodzaju podryw, ale subtelny. a ja na subtelności jestem bardzo wyczulona! zakładałam więc, że on potrzebuje czasu, by się otworzyć. i delektowałam się najdrobniejszymi oznakami uwagi.

kiedy pewnego wieczoru prawie osiągnęłam sukces zgrywając dwa winyle, M. nagrał to i wysłał mi, jak tylko dotarł do domu. jakiż był mój szok i zdziwienie! skryty introwertyk nagrywa mi film, kiedy po wielu próbach coś zaczyna mi wychodzić. wow! to uczucie ogrzało mi serce i poczułam się w jakiś sposób ważna... po powrocie do domu musiałam uspokajać się przez dwie godziny, zanim poszłam spać. zdecydowałam się nie odpisywać mu od razu, tylko następnego dnia rano.

i co się wydarzyło?? on natychmiast mi odpisał i zapytał mnie, czy mogę rozmawiać, po czym wziął ode mnie numer i DO MNIE ZADZWONIŁ. gadaliśmy z 20 minut. nie mogłam w to uwierzyć!! po narkotycznej fazie z poprzedniego wieczoru dostałam kolejny strzał, który sprawił, że cały dzień lewitowałam 10 cm nad ziemią! głód? nie czuję! praca? nie ma problemu! trening? siódme poty! życie jest piękne - M. się otwiera :))) czy to, że zadzwonił to kolejna oznaka zainteresowania? chyba tak!!!

moje skrzydła rosły z każdą kolejną interakcją. analizowałam dane na pełnych obrotach. wspominał o tinderze w czasie teraźniejszym - czy to żart, czy nie żart?? najpierw założyłam, że to żart i roześmiałam się. ale potem znowu był "żart" o tinderze i znowu. wychodzę z założenia, że żarty zawsze mają w sobie ziarno prawdy. i choćby on cisnął bekę z tindera, to jednak wypowiadał się tak, jakby tę aplikację dobrze znał! do tego wykazywał zainteresowanie moimi koleżankami - też żartobliwie, ale tak, jakby interesowały go kobiety. MÓJ WNIOSEK BYŁ JASNY. on musi być wolny! nie było we mnie ani krzty zazdrości - cieszyłam się całym sercem z jego żartów o tinderze i koleżankach, a jeszcze bardziej, gdy wspominał zdawkowo o swoim życiu, mówiąc, że w sumie to pracuje w weekendy, bo "nie ma co ze sobą zrobić". zakładałam, że co dwa tygodnie spędza weekend ze swoją córką, tak jak to się robi po rozstaniu.

moje emocje płynące z ciągłej niepewności na temat jego zainteresowania sięgały zenitu. każda interakcja z nim dostarczała mi ostrej jazdy bez trzymanki. uśmiech nie schodził mi z ust, a w brzuchu szalały motyle!!!

nadszedł wreszcie ten wieczór, kiedy upewniłam się w przekonaniu, że TAK - on JEST mną zainteresowany!

... TO BE CONTINUED


Wednesday, 20 November 2024

the red choker spell

Posted by Panna Danuta at 16:08 0 comments

październik 2024

postanowiłam użyć kobiecej magii, by uzyskać potrzebne informacje. najbardziej nurtowało mnie to, czy on jest w związku. nie jestem z tych, którzy pytają o takie rzeczy, gdy ledwo kogoś poznają... wolę się dowiadywać "w praniu". poza tym... ujawniłoby to moje intencje i zainteresowanie jego osobą!

wiedziałam tylko tyle, że ma dziecko. jednak w dzisiejszych czasach nie jest to równoznaczne z tym, że ktoś jest zajęty.

a jeśli nie jest w związku, to czym żyje? czy jest zainteresowany kobietami? co kryją te ciemne oczy? 

gdy Josh napisał, że się nie zjawi, zagadałam do niego. pretekst był bardzo prosty - nauka grania z winyli. tydzień wcześniej widzieliśmy się na czwartkowych open deckach, ponieważ mieliśmy sloty obok siebie. i kiedy podejmowałam pierwsze próby dotykania i odtwarzania muzyki z płyt podarowanych mi przez Arkadego (bo jeszcze nie mogę nazwać tego "graniem"), to ciemnooki jegomość rzucił mi kilka bardzo cennych rad. nie wiedziałam, że tak mocno naciskam talerze i że to jest błąd. jedna jego wskazówka i już robiłam to lepiej.

dlatego zupełnie naturalnie przyszło mi zaproponowanie mu slotów, które zaklepałam na naukę z Joshem. jeden dla mnie do nauki, drugi dla niego do pogrania. oczywiście nie obyło się bez żartów.

"mam Cię niańczyć przez dwie godziny i jeszcze Ci targać moje płyty? oj wysoko się cenisz!"

roześmiałam się, tłumacząc, że godzinkę oferuję mu, by pograł sam dla siebie.

*

nadszedł czwartek, a wraz z nim misja "ubiorę się ładnie i zobaczę, co się stanie". a że ostatnio przyszły do mnie fantastyczne, fetyszowe dodatki to uznałam, że założenie czerwonego chokera na szyję będzie co najmniej mocno pobudzało wyobraźnię.

nie sądziłam jednak, że będzie on miał AŻ TAKĄ moc...


Monday, 18 November 2024

oko

Posted by Panna Danuta at 14:31 0 comments

 18.11.2024

spostrzegłam go po raz pierwszy kilka miesięcy temu (zima 23/24), kiedy w pewien czwartkowy wieczór weszłam do naszego olsztyńskiego klubu, by pograć na open decks. ku mojemu wielkiemu zdziwieniu od progu otoczyły mnie dźwięki dub techno. ci co mnie znają, wiedzą, że nie przejdę obok tej muzyki obojętnie - jest ona fundamentem mojej duszy.

podbiegłam w podskokach i zobaczyłam nieznanego mi jegomościa, grającego tę cudną muzykę z winyli. nigdy wcześniej go nie widziałam, a mieszkałam w Olsztynie już od 4 lat i uwierzcie mi - tutaj, w tym środowisku wszyscy się mniej więcej znają. nic i nikt się nie ukryje.

wyraziłam swoją aprobatę i przywitałam się z jegomościem. po jakimś czasie okazało się, że jest to osoba, której tajemnicze oko na profilowym na fb zdążyło już wzbudzić moją ciekawość...


Wednesday, 1 April 2015

jak w bańce mydlanej

Posted by Panna Danuta at 18:03 0 comments
Nie wszyscy ludzie chcą się rozwijać i nie wszyscy ludzie muszą się rozwijać. 

Przestań doradzać ludziom jak mają zmienić myślenie i nastawienie, jeśli oni tego NIE CHCĄ.
Nie tłumacz, nie doradzaj. Szkoda twojego czasu. Naprawdę.


Próbowałam niejedną osobę naprowadzić, coś pokazać. Wytłumaczyć, że nie można mówić ani myśleć o sobie źle. Że twój "realizm" to tak naprawdę wizja najczarniejszego przebiegu zdarzeń, jaka może nastąpić. Świat nie jest zły i okrutny i wcale nie trzeba ciągle walczyć. Pozytywne myślenie można ćwiczyć, jeżeli się chce być szczęśliwym. Nastawienie do życia da się zmienić, tylko trzeba chcieć i przestać wszystko usprawiedliwiać słowami "nie chce mi się". Tak jest łatwiej.

Ale nie. Szkoda czasu. Dajmy się pławić ludziom w ich kompleksach, poczuciu niższości, poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości. ONI TO LUBIĄ.

Wednesday, 27 August 2014

czary mary cz. I

Posted by Panna Danuta at 18:09 0 comments
nie przebiłam się do żadnej dżungli z jaguarem, ale wykorzystałam to doświadczenie najlepiej jak mogłam.

pomysł, żeby zapalić changę narodził się we mnie rano, dziesiątego sierpnia, kiedy przeczytałam, że wieczorem nastąpi pełnia księżyca w wodniku, która sprzyja intencjom na temat wolności, wychodzenia poza swoje ograniczenia i wytrwałości w dążeniu do spełniania marzeń. na tym oparłam moją własną intencję, która kształtowała się w mojej głowie przez cały tamten dzień.

tego dnia miałam robić zupełnie inne rzeczy, ale intuicja skierowała wszystkie moje działania w stronę planowanego rytuału. zauważyłam to dopiero wieczorem. jadłam lekko i dość niewiele, nie tknęłam papierosów, zaczerpnęłam słońca podczas jazdy na rowerze. spotkałam się na chwilę ze znajomym, który pożyczył mi szklaną fifeczkę, jako że moja drewniana zaginęła gdzieś na yadze. uporządkowałam i upiększyłam pokój, w którym zamierzałam zapalić, dodając świeczki i kilka innych bibelotów. ogólnie pełen relaks.

czułam jak rośnie we mnie ekscytacja, tym szybciej, im bliżej było do wieczora. godzinę przed planowanym rytuałem, który miał się zacząć dokładnie o 20:04, czyli równo z pełnią, zaczęłam ogarniać sobie przestrzeń w pokoju. pościeliłam na podłodze miękkie rzeczy, żeby móc się na nich położyć, otworzyłam na oścież balkon, przysłaniając go firanką. myślałam o paleniu na dworze, ale ostatecznie uznałam, że zbyt mało jeszcze znam swoje reakcje na tą substancję. wyniosłam lustro do innego pokoju, wybrałam muzykę. na początku miał być to album Biosphere - Substrata, ale jego surowość sprawiła, że ostatecznie zdecydowałam się na album CBL - World of Sleepers. później okazało się, że każda z tych czynności była najdoskonalszym pomysłem na tę okazję. nadymiłam palo santo i ostatni kwadrans spędziłam na medytacji, podczas której skupiłam się na oddechu, moich intencjach, otwarciu umysłu i wysyłałam ciepło do bliskich mi ludzi.

muzyka idealnie zsynchronizowała się z tą szaloną podróżą. po kilku sekundach od zapalenia, firanka przede mną zamigotała, ściany zaczęły się rozciągać i wyginać, mozaika niesamowitych barw zamieniła się w płynną energię... poczułam palącą potrzebę, żeby zrzucić z siebie ubrania i zrobiłam to natychmiast, po czym wstałam. spojrzałam w dół i przez sekundę zobaczyłam swoje nogi i ręce, po czym głos w mojej głowie krzyknął "nie patrz na swoje ciało!" i szybko odsunęłam dłonie do tyłu, a głowę zadarłam do góry i zamknęłam oczy. widok dziwnie zniekształconego ciała sprawił, że na chwilę zemdliło mnie ze strachu i pojawiało się pragnienie, żeby ten trip się już skonczył. ale uspokoiłam się myślą, że i tak się niedługo skończy, a strach tylko przeszkadza w jego wykorzystaniu. uśmiechnęłam się, zaczęłam głęboko oddychać i przez cały czas miałam wrażenie, jakbym leciała, przeciskając się przez "ciasne powietrze". jednocześnie czułam, jakby moje mięśnie były z ołowiu, ale nie chciałam jeszcze siadać, bo wiedziałam, że walcząc z tą pokusą, zgromadzę w sobie jeszcze więcej siły. w chwili, kiedy opadłam trochę z energii, zaczęłam wypowiadać słowo "dobro" i mogłam stać dalej. potem mowiłam do siebie i do ducha changi jeszcze inne rzeczy, po czym zalała mnie fala wdzięczności i radości. czułam jak duch changi mnie przytula i zaczęłam nawet delikatnie tańczyć. przed rytuałem bałam się, że doznam bólu i poczucia winy za pewne swoje decyzje, ale nic takiego nie nastąpiło. łzy płynęły jedynie z powodu zachwytu i podziwu.

usiadłam, ale po chwili znowu wstałam, bo spojrzałam na ścianę, gdzie wisiała moja niebieska mandala z Pushkaru, a wyglądała tak nieziemsko! nie wiem skąd, ale wiedziałam, że mogę ją wykorzystać. tworzyła przepiękny tunel, wijąc się i falując. stanęłam dokładnie na wprost niej i po chwili skupienia wzroku na jej środku, zamknęłam oczy. zobaczyłam formującą się kulę energii, która rosła w siłę, w miarę jak napełniałam ją moimi dobrymi wibracjami. następnie przeniosłam ją w stronę balkonu i wyrzuciłam przez okno na zewnątrz, żeby podzielić się nią ze światem.

wtedy położyłam się, przykryłam kocem i zamknęłam oczy, żeby nacieszyć się jeszcze trochę pięknem changi. podróż powoli się kończyła. dopaliłam to, co zostało w fajeczce i osiągnęłam błogostan, jaki towarzyszy mi zwykle po dobrym zjaraniu się. z moich oczu znów popłynęły łzy wdzięczności i poczułam się rozkosznie lekka i czysta.

Saturday, 9 August 2014

le toucher II

Posted by Panna Danuta at 18:49 0 comments
doskonale pamiętam moment, w którym on po raz pierwszy przekroczył moją barierę "dotykową". ta bariera jest u mnie bardzo silna, z czego ja sama zdałam sobie sprawę dopiero w zeszłym roku na zajęciach podczas terapii, gdzie okazało się, że spośród grupy dwunastu dziewcząt to ja wytwarzam największy dystans wokół siebie, a znałyśmy się już wszystkie prawie dwa miesiące i widywałyśmy się pięć dni w tygodniu. na początku byłam w głębokim szoku, ale teraz bardzo to w sobie lubię.

bo nie lubię, jak ludzie włażą mi na moją przestrzeń osobistą zbyt wcześnie, albo robią to źle. źle, czyli jak? za dużo tłumaczenia. ale on... zrobił to tak subtelnie! siedzieliśmy wtedy w cztery osoby w moim namiocie podczas festiwalu w jednym z północnych lasów Polski i paliliśmy haszysz. mój namiot jest dość przestronny, więc każdy mógł siedzieć na tyle swobodnie, żeby nie dotykać innych osób. a on leżał wsparty na łokciach i w pewnym momencie przybliżył się tak, żeby jego lewe ramię dotknęło mojego prawego uda, kiedy siedziałam po turecku i nabijałam fajeczkę. i tak pozostał. był to gest niezauważalny dla pozostałych, ale na mnie podziałał tak, jakby fala ekstatycznego prądu przeszła przez całe moje ciało.

przez ostatnie osiem miesięcy powoli rozwija się we mnie do niego uczucie, którego nie żywiłam do mężczyzny od ponad pięciu lat. każdy, kto trochę mnie zna, wie że potrafię szybko zafascynować się interesującym facetem, a czasem też i kobietą, i co miesiąc może to być inna osoba! ale równie szybko ta fascynacja mija i pozostaje zwykła sympatia. tak po prostu mam, bo lubię poznawać ciekawych ludzi, a los szczęśliwie zsyła mi ich naprawdę mnóstwo. jednak fascynacja osobą, o której tutaj piszę, jest zupełnie inna. nie spodziewałam się tego. byłam pewna, że jest to jedna z tych wielu ulotnych fascynacji, jakich często doświadczam i że niedługo mi przejdzie. przez bardzo długi czas udawało mi się ukrywać przed sobą to, że ta jest silniejsza niż wszystkie inne.

w końcu jednak coś we mnie pękło i już nie potrafię zaprzeczyć temu, że oszalałam na jego punkcie. wysiłek jaki muszę włożyć w to, żeby to ukryć, jest nie do opisania... i boli straszliwie, bo mężczyzna ten jest już od sześciu lat w związku. jeszcze nie poznałam jego dziewczyny, ale wiem, że jest wspaniała, a ja wcale nie mam ochoty niszczyć pięknych rzeczy.

ale on mi wcale nie pomaga w tłumieniu uczuć do niego. nie potrafię powstrzymać promiennego uśmiechu, kiedy mnie zaczepia i mówi do mnie "Danusiu". zapisuję w pamięci każdy moment, w którym udaje mu się ukradkowo mnie dotknąć. raz nawet chwycił mnie za dłoń, kiedy z jakiegoś powodu wybuchnęliśmy śmiechem i czułam, że oboje ten śmiech przedłużamy, żeby móc dłużej trzymać swoje dłonie. i coraz częściej czuję jak na mnie patrzy... nie zerka, lecz obserwuje. zauważa najdrobniejsze szczegóły. uważnie słucha i lubi, jak ja jego słucham. ale jeszcze nigdy nie dopuścił do tego, żebyśmy się spotkali tylko we dwójkę, chociaż okazji było co najmniej kilka. te wszystkie sytuacje dzieją się na naszych spotkaniach i wyjazdach ze wspólnymi znajomymi. napięcie we mnie rośnie powolutku, ale nasyca się do ostatnich granic...

a od ostatniego mojego wpisu na tym blogu minęło więcej niż rok czasu.

Wednesday, 22 May 2013

Posted by Panna Danuta at 17:29 0 comments
"lubię wędrować palcami po twojej alabastrowej skórze."

Thursday, 18 October 2012

l'automne

Posted by Panna Danuta at 22:29 2 comments
nigdy nie potrafiłam dokładnie powiedzieć, jaka jest moja ulubiona pora roku. dopiero kiedy zrobiło się chłodniej i poczułam ten wyjątkowy zapach jesieni, uświadomiłam sobie, że to jest właśnie ten czas w roku, który lubię najbardziej. tysiące kolorów natury, dojrzałe owoce, złociste zachody słońca, surowy deszcz, przenikliwy wiatr, gruby koc, gorąca herbata i ciepłe ubrania. czerwone wino smakuje teraz lepiej niż kiedykolwiek. to "moja" pora. wprawia mnie spokojny i refleksyjny nastrój, sprawia, że częściej potrzebuję samotności, ale jednocześnie mam w sobie więcej miłości do otaczającego świata. najlepiej pracuje mi się nad sobą właśnie teraz, jestem wytrwalsza w postanowieniach i bardziej cierpliwa. i cieszę się każdym dniem z tą okropną świadomością, że niedługo zasypie nas śnieg i nadejdzie niezwyciężona zima.
 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos