29.01.2025
Po pierwszej próbie ze sznurkami i zdjęciami widziałam oczami wyobraźni tylko jedno... Robiłam sobie dobrze myśląc o tym, że M. oplata mnie, gdy siedzę zwrócona do niego plecami i jestem topless. Owija sznurem, muskając mnie delikatnie po czułych miejscach. Mimochodem, niespecjalnie. A potem specjalnie.
Pisaliśmy dalej... Napięcie rosło. Do tego stopnia, że zaczęliśmy pisać do siebie codziennie. Od dwóch tygodni nie było dnia przerwy... Energetyczny przypływ i odpływ, interakcja przerywana lecz codzienna.
W tym samym czasie zdecydowałam się dać kosza typeczkowi, z którym się spotykałam.
Nie potrafiłam nic do niego poczuć, gdy ten zanudzał mnie pierdoleniem o codzienności... A rozmowa z M. nabierała pikanterii.
W styczniu przesiedliśmy się z M. na znikające po 24 h wiadomości na whatsappie. Od tamtej pory pojawiało się z jego strony coraz więcej flirtu... na który ochoczo odpowiadałam ;)
Myślałam, że wyjdę z siebie, kiedy M. zachorował i uciekły nam planowane spotkania. Musieliśmy czekać kolejny tydzień. W niedzielę umówiliśmy się na środę i czułam w kościach, że to będzie highlight tygodnia. A może i nawet miesiąca...
W końcu nadszedł ten dzień. Byłam wyspana i w dobrym nastroju. Posprzątałam chatę i ubrałam się w stylu "randka w domu". Kabaretki, spodenki i top - łatwy do zdjęcia.
Przyjechał nieco po 16. Jego aura promieniowała zmęczeniem, wręcz zdołowaniem. Położył się, wzdychając głośno i zakrywając twarz dłońmi.
Nieśmiało zaczęliśmy rozmawiać. Zrobiłam herbatę i po prostu dałam mu czas. Trochę go zabawiałam jakimiś opowiastkami aż w końcu nieco się rozluźnił.
Między słowami wspomniał, że ma w domu piekło, ale nie chciał rozwijać tematu... Od dawna wiedziałam, że temat jego związku jest dla niego bardzo trudny... Bardzo bym chciała wiedzieć więcej, ale gdy tylko się tam zbliżamy, na jego twarzy pojawia się przejmujący smutek i bezsilność i natychmiastowo rezygnuję z wypytywania go o to wszystko.
Do tego doszła chwila gadki o nieudanych projektach pracowych i wtedy już całkowicie porzuciłam swoje fantazje o jakichkolwiek pikantnych sytuacjach...
W końcu postanowiliśmy zabrać się do realizacji planu: zdjęcia.
Wyjął aparat, wyjął sznury. Usiadłam tyłem do niego na pufie na podłodze. Powiedział, że tak będę się czuła mniej skrępowana i pomógł mi zdjąć to, co miałam na górze.
Pozostałam niewzruszona, gdyż nagość nie jest czymś, co mnie krępuje ;)
W tamtym momencie nie spodziewałam się właściwie niczego - zrobimy zdjęcia i nara - introwertyk asperger pójdzie do domu. Postanowiłam więc delektować się czuciem i najdrobniejszymi chwilami przyjemności.
W tle leciały kolejno Elements by Variant.
M. zabrał się do dzieła. Czułam to, o czym marzyłam w swoich fantazjach... Jego dłonie muskały moje (swoją drogą bardzo wrażliwe) piersi i sutki, gdy uważnie oplatał sznurek wokół mnie, najpierw pod biustem, potem z tyłu na plecach, na ramionach i nad biustem. Czułam muskanie jego dłoni i zegarka. Czułam jego oddech na swoim karku... Czułam, że jego twarz jest bliżej niż kiedykolwiek wcześniej...
Uśmiechałam się. Czasem zamykałam oczy, zatapiając się w doznaniach zmysłowych - w odczuwaniu dotyku, jego bliskości i mojej ukochanej muzyki w tle. Próbowałam zapamiętać ten stan na zawsze.
Czasem obserwowałam, jak mnie oplata. Patrzyłam na jego dłonie i na sploty, które tworzy. Były całkiem przemyślane! Muśnięcia odczuwałam wyraźniej, kiedy je widziałam. I znów ukradkiem się uśmiechałam.
Zaczynałam nieco reagować, gdyż moja wrażliwość szybko daje o sobie znać. Nie uszło to jego uwadze, więc raz zaczepił mnie sznurem o sutek, a po drugi koniec sznura sięgnął pomiędzy moimi nogami, wywołując jeszcze intensywniejszą reakcję...
Przeszedł mnie dreszcz przyjemności.
Zabraliśmy się za zdjęcia. Trochę to trwało! Najpierw robił mi zdjęcia od tyłu, potem z boku, a potem z przodu. Nikon, obiektyw 50-tka i lampa. Gdy odwróciłam się przodem do niego, nie mogłam przestać na niego patrzeć. Kładł się w rozmaitych pozycjach na moim łóżku, zawzięcie strzelając zdjęcia. I znów chciałam zapamiętać tę chwilę na zawsze. Miał na sobie czerwony t-shirt i muszę przyznać, że było mu w nim do twarzy.
W pewnym momencie wymyślił, żeby obwiązać mi oczy tym sznurkiem. Czułam wtedy, jak ma nade mną pełną kontrolę...
Wreszcie pokazał mi parę zdjęć i zabraliśmy się za rozplatanie. Dopiero wtedy rozpoczęło się sedno spotkania... Bolały mnie już barki, ale nie pisnęłam ani słowem, bo nie chciałam, żeby się spieszył ;)
Usiadł za mną i powoli zaczął mnie rozwiązywać. Spodziewałam się, że szybko mnie uwolni i będzie koniec. Sprawy jednak potoczyły się inaczej.
Już wcześniej kilka razy złapał mnie za szyję, kiedy śmiałam się albo coś mówiłam i chciał mnie uciszyć. Jego stanowczość w takich momentach była ultra seksowna... Tak bardzo, że grzecznie milczałam.
Kilka razy zareagowałam na dotyk przy rozplataniu, więc zaczął znowu mi dokuczać tym sznurem! Drażnił moje sutki raz po razie, a ja wiłam się coraz bardziej, próbując uniknąć tej sensacji... Zapytał, czy mnie to krępuje, czy wręcz przeciwnie. Ja na to oczywiście, że wręcz przeciwnie ;D
Nie przestawał. Jego dłonie wędrowały coraz odważniej po moim ciele. Wiłam się tak, że aż osunęłam się z pufy na ziemię. Miałam głowę między jego kolanami i próbowałam spoglądać na jego twarz, jednocześnie intensywnie odczuwając to, co robił. Był niewzruszony. Stanowczy. I niesamowicie seksowny. Jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie ze stuprocentowym opanowaniem.
Jedną dłonią bawił się moimi sutkami, a drugą sięgał mi stopniowo do majtek. Oddychałam coraz głośniej... Gdy stawałam się głośna, zakrywał mi usta. Jego twarz kilka razy już zbliżyła się do mojej... Najpierw zbliżył usta i oddalił. Potem znów zbliżył i polizał mnie po brodzie. Potem, robiąc mi dobrze, pocałował mnie... A ja topiłam się w ekstazie, jęcząc... I wciąż mając związane ręce z tyłu.
Potem polizał swoje palce i dalej bawił się moimi sutkami, a następnie pochylił się i ujął jeden sutek w swoje usta. Szybko zrozumiał, gdzie celować, żeby było intensywnie.
Marzyłam o tej chwili. Marzyłam, żeby doprowadził mnie do orgazmu w takiej scenie...
Byłam zszokowana, dosłownie porażona prądem. 4 miesiące znajomości, godziny pisania, minuty spotkań i wielokrotne próby rozszyfrowania tego, co M. ma na myśli, kiedy rzuca zawoalowanymi żartami... Jakie ma intencje? Czy chce mnie przelecieć? Czy jest tylko mocny w gębie? Powoli się otwierał, ale co się wydarzy, jeśli... coś się wydarzy? Czy będzie się czuł niezręcznie? Introwertyk, asperger, często onieśmielony, szybko zmęczony ludźmi, skryty i małomówny...
Setki razy próbowałam sobie wyobrazić takie chwile. Lecz to, co się stało, przeszło moje najśmielsze fantazje.
Nie zapomnę jego wzroku, jego wyrazu twarzy, jego zdecydowanej stanowczości przeplatanej uważnością i troską, jego subtelnego uśmiechu z zadowolenia...
Gdy mnie rozplątał, wtuliliśmy się w siebie na chwilę, by się odprężyć, ale on wciąż nie miał dość. Dotykał mnie dalej, na zmianę z zadawaniem klapsów, spontanicznym zaciskaniem mi dłoni na szyi i mocnymi acz czułymi ugryzieniami :) a to w dłoń, a to gdzieś na plecach, a to w pośladek.
Mając już wolne ręce, mogłam go obejmować, dotykać po twarzy, czy zaciskać na nim w przypływie kolejnej ekstazy... Albo się bronić!
Jeszcze przez jakiś czas mnie męczył, dopytując z kim byłam w łóżku z naszej lokalnej sceny EO. To było całkiem zabawne ;d Unieruchamiał mnie w różnych konfiguracjach, przypierając mnie do łóżka od tyłu, wykręcając mi delikatnie ręce i zadając kolejne klapsy. Nie zapominał o moich sutkach, które pieścił, zanurzając najpierw palce w filiżance z herbatą... A wszystko to przeplatał zdawkowymi pocałunkami. W pewnej chwili wziął łyk herbaty i pocałunkiem wlał go w moje usta.
Byłam zachwycona.
Klapsów było sporo i chyba po raz pierwszy w życiu miałam ślady godne zdjęcia! Którego nie zawahałam się sobie zrobić, kiedy M. już poszedł.
Na koniec spotkania, gdy już się ubrał i był gotowy do wyjścia, nie omieszkał jeszcze zmęczyć mnie, przypierając mocno do ściany...
W końcu się wyrwałam, a on poszedł. Patrzyłam, jak schodzi po schodach i cieszyłam się... gdyż jutro znów się widzimy! To będzie przedostatnie nasze granko na Open Decks przed zamknięciem Futra...
Zapowiedział, że od klapsów się nie wymigam ;)