Saturday, 14 December 2024

subtelnie jak w dub techno

Posted by Panna Danuta at 15:34

14.12.2024

napięcie rosło stopniowo i subtelnie - tak jak w dub techno, czyli tak, jak lubię. powoli nawiązywała się między nami nić znajomości.

muzyka to temat łączący, szczególnie, gdy słuchasz wybitnie niepopularnego gatunku. do tego wspólna nauka grania z winyli i nagle czwartkowe wieczory stały się highlightami tygodnia.

uczył mnie cierpliwie i z uwagą. kiedy spotkaliśmy się tamtego wieczoru, gdy zaprosiłam go w zastępstwie za Josha, dwie godziny upłynęły w mgnieniu oka, a on ani razu nie upomniał się, że chce grać. trenowałam więc w pocie czoła na jego winylach i pod jego czujnym okiem oraz uchem. z jednej strony chciałam już wszystko umieć od razu, a z drugiej... cieszyłam się, że ta zajawka wymaga czasu.

tydzień później spotkaliśmy się znowu, a potem znowu na czwartkowych open decks. z każdym tygodniem budziło to moje coraz silniejsze emocje aż do tego stopnia, że tylko czekałam na czwartek...

w międzyczasie utrzymywaliśmy kontakt pisemny. szybko przypadła mi do gustu jego osobliwa charyzma... jest on człowiekiem, który potrafi szybko zrazić do siebie ludzi swoim sposobem bycia. ale jeśli dasz mu czas i przedrzesz się przez gąszcz docinek, zauważysz, że oprócz celnych prawie-obelg, potrafi on też udzielić bystrych odpowiedzi i jest dobrym obserwatorem. nigdy nie powie ci komplementu wprost. ale ja wiem, że jego spostrzeżenia to takie swoiste komplementy :)

"maskotka EO!;
nie widać było po tobie że się stresujesz;
jutro wpadnę na chwilę, więc nie musisz się brokatować"

na początku raz na tydzień, a potem stopniowo coraz częściej zaczęliśmy wymieniać wiadomości na msngrze. zawsze chętnie odpisywał i nigdy nie zostawiał mnie długo na nieodczytanym lub też odczytanym. zagadywał też często sam z siebie - a to o muzykę, a to żeby dać cynk, że są zapisy na open decki. a to o głupoty.

zawsze zjawiał się punktualnie, a jeśli miał się spóźnić, dawał znać z wyprzedzeniem. raz napisał, że będzie "na luzie", więc jadłam sobie jeszcze w spokoju obiad, zakładając, że przyjdzie później. a tymczasem osiem minut po umówionej godzinie on pyta mnie, czy zmieniłam plany!

raz zapytałam go, czy potrafi wymienić kabel w słuchawkach. tydzień później ja zdążyłam już o tym trzy razy zapomnieć, a on napisał do mnie, że może to zrobić jak się dziś zobaczymy.

pewnej nocy graliśmy na imprezie urodzinowej naszego olsztyńskiego klubu. mimo tego, że on zna ludzi z naszego środowiska, miałam wrażenie, że trochę się mnie trzyma. szóstym zmysłem obserwowałam jego mowę ciała, jednak otwarta byłam na wiele interakcji tej nocy i rozmawiałam z niejednym przystojniakiem! z jednym z delikwentów przesiedziałam i przegadałam całego jego seta. potem jednak się rozdzieliliśmy, gdyż poróżniły nas nasze stany. kiedy delikwent odszedł, zapragnęłam usiąść obok M., żeby dać mu znak, że o nim pamiętam. gdy uniosłam się nad siedzenie z zamiarem pójścia do niego, on nagle wstał, podszedł i usiadł obok mnie...

przez cały czas nie byłam pewna, czy jego zachowanie to jest podryw, czy nie... starałam się analizować różne drobne sygnały i gdy zbierałam je do kupy, wydawało mi się, że jest to swego rodzaju podryw, ale subtelny. a ja na subtelności jestem bardzo wyczulona! zakładałam więc, że on potrzebuje czasu, by się otworzyć. i delektowałam się najdrobniejszymi oznakami uwagi.

kiedy pewnego wieczoru prawie osiągnęłam sukces zgrywając dwa winyle, M. nagrał to i wysłał mi, jak tylko dotarł do domu. jakiż był mój szok i zdziwienie! skryty introwertyk nagrywa mi film, kiedy po wielu próbach coś zaczyna mi wychodzić. wow! to uczucie ogrzało mi serce i poczułam się w jakiś sposób ważna... po powrocie do domu musiałam uspokajać się przez dwie godziny, zanim poszłam spać. zdecydowałam się nie odpisywać mu od razu, tylko następnego dnia rano.

i co się wydarzyło?? on natychmiast mi odpisał i zapytał mnie, czy mogę rozmawiać, po czym wziął ode mnie numer i DO MNIE ZADZWONIŁ. gadaliśmy z 20 minut. nie mogłam w to uwierzyć!! po narkotycznej fazie z poprzedniego wieczoru dostałam kolejny strzał, który sprawił, że cały dzień lewitowałam 10 cm nad ziemią! głód? nie czuję! praca? nie ma problemu! trening? siódme poty! życie jest piękne - M. się otwiera :))) czy to, że zadzwonił to kolejna oznaka zainteresowania? chyba tak!!!

moje skrzydła rosły z każdą kolejną interakcją. analizowałam dane na pełnych obrotach. wspominał o tinderze w czasie teraźniejszym - czy to żart, czy nie żart?? najpierw założyłam, że to żart i roześmiałam się. ale potem znowu był "żart" o tinderze i znowu. wychodzę z założenia, że żarty zawsze mają w sobie ziarno prawdy. i choćby on cisnął bekę z tindera, to jednak wypowiadał się tak, jakby tę aplikację dobrze znał! do tego wykazywał zainteresowanie moimi koleżankami - też żartobliwie, ale tak, jakby interesowały go kobiety. MÓJ WNIOSEK BYŁ JASNY. on musi być wolny! nie było we mnie ani krzty zazdrości - cieszyłam się całym sercem z jego żartów o tinderze i koleżankach, a jeszcze bardziej, gdy wspominał zdawkowo o swoim życiu, mówiąc, że w sumie to pracuje w weekendy, bo "nie ma co ze sobą zrobić". zakładałam, że co dwa tygodnie spędza weekend ze swoją córką, tak jak to się robi po rozstaniu.

moje emocje płynące z ciągłej niepewności na temat jego zainteresowania sięgały zenitu. każda interakcja z nim dostarczała mi ostrej jazdy bez trzymanki. uśmiech nie schodził mi z ust, a w brzuchu szalały motyle!!!

nadszedł wreszcie ten wieczór, kiedy upewniłam się w przekonaniu, że TAK - on JEST mną zainteresowany!

... TO BE CONTINUED


0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos