rozmawiamy o "nich" jakby były to głupiutkie zwierzątka wymagające stałej troski i opieki, albo dzieci z autyzmem bądź zespołem downa, albo jacyś tajemniczy przybysze z obcej planety. czyni to naszą rozmowę dość zabawną, aczkolwiek wciąż dotyczącą poważnego tematu.
czasem stwierdzam, że najprościej byłoby poczytać czasem czyjeś myśli. ale po kilku sekundach zawsze odrzucam ten wniosek, bo nigdy w życiu bym nie chciała, żeby ktoś potrafił dostać się do mojej głowy. a poza tym... czymże byłby świat relacji damsko-męskich bez tych wszystkich gier i niedopowiedzeń?
Sunday, 31 October 2010
"czekolada dobra na wszystko"
i uwierz, że oddałabym miliardy uderzeń własnego serca za gumkę wymazującą wspomnienia.
ktoś utknął uparcie w mojej głowie jakiś czas temu i nie chce z niej wyjść. a powinien.
Monday, 25 October 2010
ready I am not
don't worry
even if the sky is falling down...
zmieniłam dziś ikonkę, którą widać przy logowaniu się do systemu.
i dostałam list. ale przeczytałam tylko fragment zawierający potrzebną mi informację. całej reszty nie byłam w stanie. złożyłam całość niedbale i z obrzydzeniem rzuciłam na parapet. a teraz rękami i nogami odpędzam od siebie lawinę myśli, wspomnień, analiz, zmartwień, postanowień i planów, uwolnionych przez kilka głupich kartek papieru, które jak wystrzelona kula armatnia zrobiły wylot w szczelnie zamurowanych zakamarkach mojego umysłu.
nie dam rady. nie jestem gotowa. nie wiedziałam, że tak to będzie wyglądało.
a poza tym, zbrzydł mi zapach i smak kawy.
even if the sky is falling down...
zmieniłam dziś ikonkę, którą widać przy logowaniu się do systemu.
i dostałam list. ale przeczytałam tylko fragment zawierający potrzebną mi informację. całej reszty nie byłam w stanie. złożyłam całość niedbale i z obrzydzeniem rzuciłam na parapet. a teraz rękami i nogami odpędzam od siebie lawinę myśli, wspomnień, analiz, zmartwień, postanowień i planów, uwolnionych przez kilka głupich kartek papieru, które jak wystrzelona kula armatnia zrobiły wylot w szczelnie zamurowanych zakamarkach mojego umysłu.
nie dam rady. nie jestem gotowa. nie wiedziałam, że tak to będzie wyglądało.
a poza tym, zbrzydł mi zapach i smak kawy.
Sunday, 24 October 2010
she wants it
Let's get it poppin' shorty
We can switch positions
From the couch to the counters in my kitchen...
tamta podłoga w tamtej łazience jeszcze czegoś takiego nie widziała.
We can switch positions
From the couch to the counters in my kitchen...
tamta podłoga w tamtej łazience jeszcze czegoś takiego nie widziała.
Saturday, 23 October 2010
and that smile
I like my hair after having sex.
mimowolnie przypomniałam sobie te słowa, kiedy o 4:57 rano gapiłam się na swoje potargane włosy w ogromnym lustrze łazienkowym. próbowałam nadać im dłonią jakiś bardziej sensowny wygląd zastanawiając się przy tym, jakim cudem przedziałek ułożył mi się idealnie po środku.
słowa te wypowiedział pewien Anglik, którego nagłe wspomnienie ukłuło mnie boleśnie w środku. nie chcąc niepotrzebnie zagłębiać się w bałagan myśli, powlokłam się z powrotem do nieswojego łóżka, wyklinając nieprzyzwoicie wczesną porę i jeszcze sto innych rzeczy.
mimowolnie przypomniałam sobie te słowa, kiedy o 4:57 rano gapiłam się na swoje potargane włosy w ogromnym lustrze łazienkowym. próbowałam nadać im dłonią jakiś bardziej sensowny wygląd zastanawiając się przy tym, jakim cudem przedziałek ułożył mi się idealnie po środku.
słowa te wypowiedział pewien Anglik, którego nagłe wspomnienie ukłuło mnie boleśnie w środku. nie chcąc niepotrzebnie zagłębiać się w bałagan myśli, powlokłam się z powrotem do nieswojego łóżka, wyklinając nieprzyzwoicie wczesną porę i jeszcze sto innych rzeczy.
Tuesday, 19 October 2010
avalanche
dopadło mnie dziś nagle bardzo silne wrażenie, że moja przyszła praca będzie niemałym wyzwaniem. oczywiście każda praca jest wyzwaniem, ale ja nigdy nie czułam obaw przed tym, co zamierzam kiedyś robić, bo od zawsze uważam, że po prostu się do tego nadaję. tylko że teraz dodatkowo uświadamiam sobie, że będzie ona wymagała mnóstwo cierpliwości... bo ułożenie dwutygodniowego jadłospisu to pikuś, w porównaniu ze skutecznym przekonaniem pacjenta do tego, żeby na stałe zmienił swoje złe nawyki żywieniowe i nie porzucał wyznaczonego sobie celu po dwóch dniach.
past in present
przypomniałam sobie wczoraj o moim innym e-pamiętniku, który prowadziłam na swoim koncie na stronie DeviantArt. chciałam zaimportować kilka starych notek tutaj, ale poczytałam je tylko i zrezygnowałam. tam jest ich miejsce i tam niech zostaną. zwłaszcza, że mówią o przeszłości, do której raczej nie chcę wracać.
Sunday, 17 October 2010
deszczowa piosenka
było jeszcze ciemno. podświetlany zegar na szczycie zamglonego pałacu kultury wskazywał szóstą trzydzieści. kropił słaby deszcz, ale nie zwracałam na to uwagi. miałam jeszcze pół godziny czasu, więc powlokłam się spokojnie w stronę miejsca docelowego, starając się nie wchodzić nikomu w drogę. głos Katy Perry ze słuchawek ipoda próbował trochę mnie ożywić, co było niemałym wyzwaniem po minionej nocy i zaledwie jednej godzinie drzemki.
- zapraszam! - pewien głos wyrwał mnie nagle z sennego zamyślenia, kiedy mijałam kawiarnię green coffee. nie byłam pewna, czy to do mnie. odwróciłam się więc i zobaczyłam eleganckiego mężczyznę w wieku mniej więcej trzydziestu lat, w garniturze, z czarnym parasolem w ręku i szerokim uśmiechem na ustach. zatrzymałam się i patrzyłam, jak z gracją zamyka parasol i wchodzi do środka.
- zapraszam na kawę. teraz. - powtórzył, aż promieniując świetnym humorem. dopiero wtedy zauważyłam, że jest bardzo przystojny. zatkało mnie. teraz? o boże, ze mną?! przecież ja wyglądam koszmarnie. a poza tym, nie zdążę wypić teraz kawy... i spanikowałam.
- przepraszam, ale nie mogę. za dwadzieścia minut mam jogę. ale dziękuję! - wynagrodziłam mu to najładniejszym uśmiechem, na jaki mnie było stać. i odeszłam.
żałowałam potem cały dzień, że nie zatrzymałam się nawet na minutę, żeby wymienić z nim chociaż kilka słów.
- zapraszam! - pewien głos wyrwał mnie nagle z sennego zamyślenia, kiedy mijałam kawiarnię green coffee. nie byłam pewna, czy to do mnie. odwróciłam się więc i zobaczyłam eleganckiego mężczyznę w wieku mniej więcej trzydziestu lat, w garniturze, z czarnym parasolem w ręku i szerokim uśmiechem na ustach. zatrzymałam się i patrzyłam, jak z gracją zamyka parasol i wchodzi do środka.
- zapraszam na kawę. teraz. - powtórzył, aż promieniując świetnym humorem. dopiero wtedy zauważyłam, że jest bardzo przystojny. zatkało mnie. teraz? o boże, ze mną?! przecież ja wyglądam koszmarnie. a poza tym, nie zdążę wypić teraz kawy... i spanikowałam.
- przepraszam, ale nie mogę. za dwadzieścia minut mam jogę. ale dziękuję! - wynagrodziłam mu to najładniejszym uśmiechem, na jaki mnie było stać. i odeszłam.
żałowałam potem cały dzień, że nie zatrzymałam się nawet na minutę, żeby wymienić z nim chociaż kilka słów.
Thursday, 14 October 2010
karma
"I could smell your perfumes on my pillow last night. I'm sure it helped me sleep."
07-08-2010
08:18:56 p.m.
07-08-2010
08:18:56 p.m.
Tuesday, 12 October 2010
spinning around
wsiadłam do rollercoastera i szybko go nie opuszczę. już po kilku takich dniach, jak ostatnie, zdążyłam uzależnić się od widoku rozmazanych kolorów świata, od wiatru mierzwiącego mi włosy, od pędu powietrza uderzającego w twarz, od szaleńczej prędkości jazdy.
już nie pamiętam, kiedy ostatnim razem pomyślałam, że niespożytkowany czas przecieka mi przez palce. za to coraz częściej czuję, że żyję, zamiast tylko egzystować.
już nie pamiętam, kiedy ostatnim razem pomyślałam, że niespożytkowany czas przecieka mi przez palce. za to coraz częściej czuję, że żyję, zamiast tylko egzystować.
Saturday, 9 October 2010
studia?
poniedziałek - alkohol. wino i piwo to zgubne połączenie.
wtorek - koncert. Katy jest niesamowita.
środa - alkohol. wódka żołądkowa z colą. i czekolada.
czwartek - alkohol. piwo. dużo piwa. i dużo zajebistych ludzi.
piątek - alkohol. jeszcze więcej piwa. i nowi zajebiści ludzie.
sobota (dziś) - alkohol. jaki? wolę nie wiedzieć. ale na domówkach nigdy go nie brakuje.
niedziela (jutro) - DETOX. wielkimi literami. to będzie piękny dzień.
oczywiście, że byłam pijana każdego dnia (nocy), gdzie wystąpiło słowo alkohol. upojenie jest cudownym stanem, w rzeczy samej. ale spokojnie, do alkoholizmu sporo mi jeszcze brakuje, a przynajmniej mam taką nadzieję. chyba dopóki nie widzę przyjemności w piciu sama ze sobą, to jestem bezpieczna.
wtorek - koncert. Katy jest niesamowita.
środa - alkohol. wódka żołądkowa z colą. i czekolada.
czwartek - alkohol. piwo. dużo piwa. i dużo zajebistych ludzi.
piątek - alkohol. jeszcze więcej piwa. i nowi zajebiści ludzie.
sobota (dziś) - alkohol. jaki? wolę nie wiedzieć. ale na domówkach nigdy go nie brakuje.
niedziela (jutro) - DETOX. wielkimi literami. to będzie piękny dzień.
oczywiście, że byłam pijana każdego dnia (nocy), gdzie wystąpiło słowo alkohol. upojenie jest cudownym stanem, w rzeczy samej. ale spokojnie, do alkoholizmu sporo mi jeszcze brakuje, a przynajmniej mam taką nadzieję. chyba dopóki nie widzę przyjemności w piciu sama ze sobą, to jestem bezpieczna.
no, you can't control yourself any longer
moje tak zwane poczucie estetyki dotyczące pewnych osób zmienia się w oczywisty pociąg erotyczny. zwłaszcza pod wpływem alkoholu.
ale... zmienia się? co to znaczy? nie, to się samo z siebie nie zmienia. ja po prostu zaczynam nazywać prawidłowo po imieniu to, co dzieje się w mojej głowie.
ale... zmienia się? co to znaczy? nie, to się samo z siebie nie zmienia. ja po prostu zaczynam nazywać prawidłowo po imieniu to, co dzieje się w mojej głowie.
Monday, 4 October 2010
you, you & you
czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak irytujące jest przerywanie komuś w środku wypowiadanego zdania?
albo jak miło by było, gdybyś pozwolił/a osobie mówiącej dokończyć swoją wypowiedź, zanim się wtrącisz?albo jak ważne jest docenienie tego, że osoba mówiąca też, tak samo jak i ty, ma do powiedzenia coś wartego wysłuchania?
czy zdajesz sobie sprawę z tego, że nie jesteś jedyną osobą na świecie, która może mieć rację?
czy wiesz, że nawet jeśli druga osoba ma inną opinię na dany temat niż ty, to wcale nie musi oznaczać, że się myli?
a czy wiesz, że to widać, jeśli naprawdę słuchasz drugiej osoby, czy tylko wpuszczasz jednym i wypuszczasz drugim uchem jej słowa?
a może lepiej wcale nie pytać, jeśli nie jest się zainteresowanym odpowiedzią?
albo może lepiej prowadzić monologi? może porozmawiaj ze sobą samym/samą, albo mów do lustra? wtedy będziesz mógł/mogła mówić wszystko jak chcesz, ile chcesz i jak długo tylko chcesz. mów, śmiało. o sobie, sobie i jeszcze raz o sobie. to przecież jest najważniejszy temat na świecie. ty.
shattered
stłukłam szklankę. i nie, wcale nie nie-chcący. właśnie, że chcący. to znaczy, nie żebym lubiła dewastować kuchnię, ale to było coś w rodzaju niekontrolowanego impulsu. w pewnej chwili wybuchł we mnie niespodziewany przypływ agresji i dłoń, która miała tę szklankę odstawić, trzasnęła nią z całej siły o blat. przeszło tak szybko, jak się pojawiło. z mieszanką ulgi i obojętności pozbierałam kawałki szkła, a małe rozcięcie na palcu odruchowo oblizałam.
nic się tak naprawdę nie zmieniło. wciąż czuję w sobie ten wszechogarniający spokój. ale jeśli coś wyprowadzi mnie z równowagi, to potrafię zareagować z zaskakującą, nawet dla samej siebie, intensywnością. podejrzewam, że w przypadku szklanki były to po prostu jakieś niedobre myśli, które podpłynęły niebezpiecznie blisko.
kiedy jest się samemu, ma się mnóstwo czasu na mnóstwo myśli o mnóstwie rzeczy.
nic się tak naprawdę nie zmieniło. wciąż czuję w sobie ten wszechogarniający spokój. ale jeśli coś wyprowadzi mnie z równowagi, to potrafię zareagować z zaskakującą, nawet dla samej siebie, intensywnością. podejrzewam, że w przypadku szklanki były to po prostu jakieś niedobre myśli, które podpłynęły niebezpiecznie blisko.
kiedy jest się samemu, ma się mnóstwo czasu na mnóstwo myśli o mnóstwie rzeczy.
Sunday, 3 October 2010
tout doucement
mam wrażenie, że muzyka z gatunku ambient perfekcyjnie oddaje mój obecny nastrój.
zalała mnie fala dziwnego spokoju, nie wiadomo skąd. jestem bardziej skoncentrowana na teraźniejszości niż kiedykolwiek. mniej rozpamiętuję przeszłość. i mimo pewnych ukłuć niepokoju i zbliżających się trudnych czasów, mniej też martwię się przyszłością. częściej zastanawiam się nad rzeczami, o których wcześniej nie myślałam. więcej zauważam, więcej doceniam. wydobyłam wreszcie swoją siłę i zamiast ze sobą walczyć, zaczęłam współpracować.
zalała mnie fala dziwnego spokoju, nie wiadomo skąd. jestem bardziej skoncentrowana na teraźniejszości niż kiedykolwiek. mniej rozpamiętuję przeszłość. i mimo pewnych ukłuć niepokoju i zbliżających się trudnych czasów, mniej też martwię się przyszłością. częściej zastanawiam się nad rzeczami, o których wcześniej nie myślałam. więcej zauważam, więcej doceniam. wydobyłam wreszcie swoją siłę i zamiast ze sobą walczyć, zaczęłam współpracować.
Friday, 1 October 2010
naj, naj
- dziwne. mam tu jakiś słaby zasięg. może tam będzie lepszy. - wstałam, żeby odejść kilka kroków, pisząc jednocześnie esemesa.
- już przygotowana? - Paulina przyglądała mi się z lekkim zaciekawieniem.
- ale do czego?
- no przecież widzę, że jesteś spięta przed tą rozmową.
- oj nie, to znaczy... no dobra, jestem. - zaskoczyła mnie jej spostrzegawczość. a może naprawdę aż tak było to po mnie widać? - od rana szukam wymówek i odkładam ją na później. bo a to za głośno, a to zaraz mamy zajęcia, a to nie wyjmę teraz telefonu, bo mi dłoń z zimna zdrętwieje... nie gadałam z nim od roku. wtedy też dzwoniłam z życzeniami urodzinowymi.
- już przygotowana? - Paulina przyglądała mi się z lekkim zaciekawieniem.
- ale do czego?
- no przecież widzę, że jesteś spięta przed tą rozmową.
- oj nie, to znaczy... no dobra, jestem. - zaskoczyła mnie jej spostrzegawczość. a może naprawdę aż tak było to po mnie widać? - od rana szukam wymówek i odkładam ją na później. bo a to za głośno, a to zaraz mamy zajęcia, a to nie wyjmę teraz telefonu, bo mi dłoń z zimna zdrętwieje... nie gadałam z nim od roku. wtedy też dzwoniłam z życzeniami urodzinowymi.
Subscribe to:
Posts (Atom)