Saturday, 20 August 2011

fate can be really cruel sometimes

Posted by Panna Danuta at 22:26 0 comments
przez caly dzien brakowalo mi entuzjazmu, zeby wygiac usta w najslabszy chociaz usmiech. nawet zakupy nie byly w stanie poprawic mi nastroju i grymasilam na kazdym kroku, bladzac po labiryncie sklepow w Camden Town.

serce podskoczylo mi do gardla, kiedy przez sekunde zdawalo mi sie, ze go zobaczylam. to nie byl jednak on, lecz ktos bardzo podobny. cos bolesnego scisnelo mnie w klatce piersiowej. czy ja naprawde sadzilam, ze moglabym go tu spotkac?

przeklinam swoja slabosc, ale fakt, ze przez te trzy dni jestesmy w tym samym miescie po tym, kiedy przez rok dzielily nas tysiace kilometrow, wciaz nie daje mi spokoju. tym bardziej, ze oboje chcielismy sie zobaczyc, ale na drodze stanela nam czyjas zazdrosc i... jego uczciwosc. nie moge sie z tym pogodzic. nie moge zniesc tej bezsilnosci. dopiero teraz uswiadamiam sobie, ze zylam tym spotkaniem przez dlugi czas, a teraz do oczu cisna mi sie lzy, jak malemu dziecku, ktoremu odebrano ulubiona zabawke.

Tuesday, 16 August 2011

rising sun, rising feelings

Posted by Panna Danuta at 20:34 1 comments
ogromna, czerwono-zlota tarcza wschodzacego slonca wynurzala sie spomiedzy szarych budynkow na horyzoncie. pedzilismy po opustoszalych ulicach Warszawy zabytkowym autem odwozac sie do domow. byla to dluga noc, jedna z tych, ktore maluja sie szerokim usmiechem we wspomnieniach. w uszach wciaz brzmialo nam echo muzyki, a w zylach krazyly resztki alkoholu, sprawcy szalenstw i zdradliwych luk w pamieci.

w ciszy zaglebialam sie we wlasne mysli, ktore wywolywaly we mnie blizej nieokreslona mieszanke uczuc. dreczylo mnie zwlaszcza jedno. cos, czemu od bardzo dawna nie poswiecalam uwagi. cos, przed czym bronie sie z calych sil, wytaczajac ciezka artylerie postanowien i przekonan. bylam wsciekla na siebie, ze pozwolilam temu wykielkowac w mojej glowie, a teraz zaczynam sie powaznie obawiac, ze nie zdaze tego zabic, zanim rozkwitnie. do czasu minionej nocy drzemalo to sobie bezpiecznie w mojej podswiadomosci, ale kiedy ubralam to w slowa i wypowiedzialam na glos, wylalo sie rowniez do swiadomej czesci mojego umyslu i bezczelnie zaczelo mi dokuczac. wszelkie zwiazane z tym pozytywne emocje tlumie strachem. perspektywa rozczarowania wzbudza we mnie juz nie obawe, ale wrecz panike. ale z drugiej strony, jak dlugo mozna tak slepo uciekac? nie wiem, co mogloby sie ostatecznie wydarzyc. moze wiec jednak warto podjac ryzyko..?
 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos