Saturday, 20 August 2011

fate can be really cruel sometimes

Posted by Panna Danuta at 22:26
przez caly dzien brakowalo mi entuzjazmu, zeby wygiac usta w najslabszy chociaz usmiech. nawet zakupy nie byly w stanie poprawic mi nastroju i grymasilam na kazdym kroku, bladzac po labiryncie sklepow w Camden Town.

serce podskoczylo mi do gardla, kiedy przez sekunde zdawalo mi sie, ze go zobaczylam. to nie byl jednak on, lecz ktos bardzo podobny. cos bolesnego scisnelo mnie w klatce piersiowej. czy ja naprawde sadzilam, ze moglabym go tu spotkac?

przeklinam swoja slabosc, ale fakt, ze przez te trzy dni jestesmy w tym samym miescie po tym, kiedy przez rok dzielily nas tysiace kilometrow, wciaz nie daje mi spokoju. tym bardziej, ze oboje chcielismy sie zobaczyc, ale na drodze stanela nam czyjas zazdrosc i... jego uczciwosc. nie moge sie z tym pogodzic. nie moge zniesc tej bezsilnosci. dopiero teraz uswiadamiam sobie, ze zylam tym spotkaniem przez dlugi czas, a teraz do oczu cisna mi sie lzy, jak malemu dziecku, ktoremu odebrano ulubiona zabawke.

0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos