Tuesday, 30 March 2010

ona

Posted by Panna Danuta at 15:47 1 comments
mimo tej całej głupiej gry, całego mojego udawania, całego teatralnie przesadnego demonstrowania niechęci, pod którą kryje się tak naprawdę zazdrość, nigdy nie zaprzeczę, że ta dziewczyna jest w pewien sposób wyjątkowa.

ma to coś, czego ja nie mam? nie, nie ujęłabym tego w ten sposób. w każdym z nas jest coś, czego nie ma nikt inny. coś, co czyni nas takimi, jakimi jesteśmy.

właściwie to nic o niej nie wiem i tym samym nie mam prawa jej oceniać. mogę jedynie snuć pewne przypuszczenia i dokonywać obserwacji. niczego nie twierdzę, niczego nie jestem pewna.

nosi ona maskę. tak, wiem, że to nic zaskakującego, jako że wiele z nas to robi. lecz ona potrafi stworzyć naprawdę niesamowity kamuflaż. to chyba dlatego jest kimś tak intrygującym.
a pod tą piękną maską, maską pewnej siebie podbijaczki męskich serc, spontanicznej osoby zdolnej do każdego szaleństwa, jakie przyjdzie jej do głowy, dziewczyny, która bez wysiłku potrafi zwrócić na siebie uwagę oraz stanowczej i asertywnej kobiety, której nie sposób niczego odmówić, kryje się krucha i wrażliwa istota, wielokrotnie zraniona przez życie. darzona wyblakłymi uczuciami, które w takiej postaci nigdy jej nie wystarczą. szukająca w otoczeniu akceptacji i szacunku. niepotrafiąca pogodzić się z niesprawiedliwością okrutnego losu. przepełniona naiwną nadzieją i pocieszająca się niczym niewartymi namiastkami. kierująca się na przemian konsekwencją i hipokryzją. skrycie pragnąca przeżyć coś wielkiego w swoim małym życiu.

i oby jej się to udało.

crossword

Posted by Panna Danuta at 12:56 1 comments
- jaki tu będzie wyraz?
- głębokie.
- co jest takie głębokie?
- Danka!
- no co?! różne rzeczy mogą być przecież głębokie...

eclipse

Posted by Panna Danuta at 00:51 0 comments
mam ochotę czytać, czytać, czytać, czytać, czytać, czytać, CZYTAĆ i nie przestawać, i zapomnieć o rzeczywistości, i znów znaleźć się w innym świecie, i dać się pochłonąć całkowicie. zawsze kiedy się odrywam, potrzebuję dobrych kilku sekund, aby się otrząsnąć, tak mnie to wciąga. muszę się co jakiś czas hamować, żeby nie skończyć zbyt szybko, bo będę czuła się nieswojo. to dość trudne. po prostu kocham całe czterotomowe dzieło pani Meyer!
ale nie mogę teraz czytać. przez cały dzień byłam niewymownie senna i ledwo w tej chwili widzę na oczy.
pozostaje mi tylko pójść spać. dobranoc.

no i jak się nie zirytować?

Posted by Panna Danuta at 00:42 0 comments
mam doooooooooooooość, DOŚĆ! dość mam ludzi, którzy ciągle mnie prześladują, łażą za mną, piszą do mnie, którzy ciągle chcą się ze mną spotkać i bez przerwy mnie pytają, kiedy się zobaczymy. czy tak trudno zrozumieć, że kiedy ja ciągle 'nie mam czasu' i ciągle to spotkanie przekładam, to tak naprawdę wcale nie chcę się spotkać?!

piątek chcę już

Posted by Panna Danuta at 00:34 0 comments
chcę do domu. serio. rzadko mnie ta chęć nachodzi, ale tym razem nie mogę się doczekać wizyty w Olsztynie. mimo, że zdaję sobie całkowicie sprawę z tego, że zaraz mi się tam znudzi, że zaraz się ze wszystkimi pokłócę, że zaraz zostanę zagoniona do jakiejś domowej roboty, że zaraz będę miała dość i że i tak szybko wracam.
ale... no właśnie, ale. ale co z tego. nadal chcę.

Sunday, 28 March 2010

jak powstają łzy?

Posted by Panna Danuta at 20:59 0 comments
w klatce piersiowej pod żebrami mamy wiele delikatnych struktur. serce stanowi najbardziej kruchą z nich. jest jak z cienkiego szkła. niewiele potrzeba, żeby to szkło uszkodzić. wystarczy nieodpowiednie słowo lub gest i już jest pęknięcie, które powoduje okropny ból. czasem jednak otrzymujemy całą serię nieodpowiednich słów i gestów. wtedy delikatne szkło roztrzaskuje się na drobniutkie kryształki. jest ich bardzo, bardzo dużo, a ból, który powodują, jest nie do opisania. kiedy nie możemy już go znieść, szklane kawałeczki wędrują w górę naszej klatki piersiowej, potem wzdłuż szyi i jeszcze wyżej, aż odnajdą nasze oczy. tam zamieniają się w przezroczystą ciecz, aby móc przecisnąć się na zewnątrz i spłynąć po naszym policzku. to właśnie łzy, których smak jest smakiem bólu. lepiej ich nie połykać, żeby nie wrócił.

jeszcze gorzej

Posted by Panna Danuta at 12:24 0 comments
i siódmy.

Saturday, 27 March 2010

feed the fire

Posted by Panna Danuta at 22:12 0 comments
nie mam pojęcia, co stanowiło źródło mojej silnej woli, ale ostatnio mam wrażenie, jakby ono zupełnie wyschło. już nie tyle kamyk wystarczy, żeby dać początek wielkiej lawinie, co ziarenko. jestem słaba, strasznie słaba. a może to walka ze sobą jest tak wyczerpująca?

brakuje kilku elementów układanki. czuję się dziwnie pusto. obojętnie. co jakiś czas buchają we mnie emocje, ale gasną momentalnie. coraz mniej rzeczy wzbudza we mnie prawdziwy entuzjazm, a nowe fascynacje nie są już tak silne, jak bywały kiedyś. brakuje mi kogoś lub czegoś, co popchnie mnie czasem w stronę szaleństwa, w wir życia.

a może by tak skropić to malejące ognisko denaturatem?

she is happy, i am not

Posted by Panna Danuta at 22:00 0 comments
szósty dzień pod rząd. to mój rekord od lipca zeszłego roku.
a to bardzo, bardzo źle.

czerwone cegły

Posted by Panna Danuta at 02:47 0 comments
uwielbiam, kiedy mój dzień zaczyna się o szóstej rano, a kończy o drugiej w nocy.

Żyrardów. przepiękne miasteczko. i kto by pomyślał? ja bym się nie spodziewała, chociażby ze względu na tą brzydką nazwę. ma okropne brzmienie i... fatalną kolorystykę. tak, wiem, że to dziwnie brzmi, ale na temat mojego dziwactwa, zwanym synestezją, rozwinę się innym razem.
 

to miejsce zachwyca nie tylko swoim urokiem, ale również pewną niesamowitą aurą. czas płynie tam zdecydowanie wolniej. jest idealne na chwilową ucieczkę od codziennej rzeczywistości.

dawno nie zmaltretowałam tak mojego aparatu. i modela.

let's figure it out

Posted by Panna Danuta at 02:25 0 comments
tak, to prawda, że niektóre odpowiedzi bolą. ileż razy stajemy przed dylematem: powiedzieć prawdę i jednocześnie zadać ból, czy skłamać, ale bólu oszczędzić?
często zależy to od sytuacji. ale w większości przypadków osobiście wolę od razu usłyszeć nawet najgorszą prawdę. powód jest prosty. kłamstwo ma krótkie nogi, a jeśli przez takie kłamstwo narobię sobie różnych kolorowych nadziei, a potem wszystko wyjdzie na jaw, to będę cierpieć setki razy bardziej.

Thursday, 25 March 2010

unzip your lips

Posted by Panna Danuta at 18:45 0 comments
coś czuję, że jak przyjedziesz, czeka nas długi spacer na plażę miejską z winem.

o, tak! kocham moją siostrę!

Wednesday, 24 March 2010

love & hate relationship

Posted by Panna Danuta at 22:57 0 comments
słabo się ostatnio trzymam w pewnych postanowieniach. nie wiem, co mi jest, ale nie wygląda to dobrze. i jest mi z tym źle. mówię sobie, że już dość, że nie powinnam, że muszę z tym skończyć. a następnego dnia znowu pękam i ulegam. to silniejsze ode mnie. ale ten fakt mnie nie usprawiedliwia! przecież już raz prawie mi się udało...

Tuesday, 23 March 2010

gdzieś tam

Posted by Panna Danuta at 18:06 0 comments
za każdym razem, kiedy wracam do Warszawy, uświadamiam sobie, jak bardzo uwielbiam to miasto. byłam pewna, że mi się znudzi. że z czasem zaczną denerwować mnie wieczne korki, problemy z dostaniem się gdziekolwiek w godzinach szczytu, odległości, tłumy w centrum... ale nie. wszystko to zostaje wynagrodzone. kocham ten ogrom. to, że ciągle się tu coś dzieje, że bez przerwy tętni tu życie. moja nadzwyczaj spokojna natura czerpie z tego wszystkiego energię. ci ludzie... oni mi nie przeszkadzają, a wręcz intrygują. są tak różnorodni. sieją wszędzie barwy i nawet w pochmurne, deszczowe dni Warszawy nie można nazwać szarą.
zawsze jest i pozostanie tu coś do odkrycia, do zobaczenia, do przeżycia.

co nie znaczy, że Olsztyn przestał być moim miastem numer jeden!

kocham moją małą Amerykę

dziura

Posted by Panna Danuta at 13:28 0 comments
znowu mam wrażenie jakby spory fragment mojego dnia zgubił się gdzieś w czasoprzestrzeni. tym razem chodzi o wczoraj. dokładnie pamiętam tylko to, co się działo rano. dziwne uczucie. dobrze, że już wróciłam do normalności.

inaczej

Posted by Panna Danuta at 12:45 0 comments
przestałam być niewidzialna. co prawda, odkryłam to już jakiś czas temu, ale momentami wciąż doznaję z tego powodu lekkiego szoku. ciągle nie mogę się przyzwyczaić.
a widzę to po innych. wcześniej zastanawiałam się, dlaczego ludzie się tak zmienili? ale uświadomiłam sobie, że przecież to nie oni się zmienili, tylko ja.


to, co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia, teraz przychodzi mi z łatwością. przekonałam się, że nic na tym nie tracę, a wręcz zyskuję. i to dużo.

najciekawsze, że największe zmiany we mnie nastąpiły w przeciągu ostatniego roku. zaledwie roku.
co tak na mnie wpłynęło? wciąż nie potrafię wyczerpująco odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Sunday, 21 March 2010

esencja

Posted by Panna Danuta at 23:55 0 comments
wróciłam z pełnym po brzegi kielichem euforii i szczęścia. czuję, że przez długi czas nic nie będzie w stanie zepsuć mi nastroju.
KOCHAM WAS.

Thursday, 18 March 2010

she moves in her own way

Posted by Panna Danuta at 23:55 0 comments
właśnie tą piosenkę między innymi usłyszałam dzisiaj. w odpowiedniej chwili. i właśnie ten fragment tekstu zapadł mi w pamięć na resztę dnia.

już pierwsze dźwięki muzyki zaczęły przywracać we mnie harmonię. powoli, ale skutecznie. czułam się tak, jakbym powracała do zdrowia po długiej, ciężkiej chorobie.

mam wrażenie, że pierwsza połowa dzisiejszego dnia znikła gdzieś, nie wydarzyła się. albo że wcieliłam się wtedy w kogoś zupełnie innego. albo że śniło mi się coś okropnego.

przywołałam się do porządku i zrealizowałam cały Plan Drugiej Połowy Dnia. i dobrze mi to zrobiło, bo gdybym i ten czas zmarnowała, to tylko pogorszyłabym swój stan emocjonalny. chociaż nie wiem, czy gdyby nie jutrzejszy wyjazd do Gdańska, to czy udałoby mi się tak zmobilizować.

a więc całe szczęście, że jadę. i już nie mogę się tego doczekać. zaopatrzona w grubą książkę i iPoda jakoś chyba w tym pociągu wytrzymam. oby nie trafiło mi się jakieś beznadziejne towarzystwo w przedziale. i oby mnie nie okradli, obym niczego nie zapomniała z powrotem, obym była dobrze przygotowana i obym nie zostawiła gdzieś po drodze własnej głowy. ale znając moje szczęście...

wiosno - możesz liczyć na godne przywitanie.

give me something to destroy

Posted by Panna Danuta at 12:08 0 comments
mam ochotę coś zniszczyć. mam ochotę zasnąć i obudzić się za dwa tygodnie. mam ochotę zrobić coś idiotycznego.
ale najbardziej w tej chwili mam ochotę cofnąć czas o kilka godzin.

ZASPAŁAM. niby nic. pomyślisz - też mi problem, każdemu się zdarza. albo - co tu narzekać, przynajmniej się wyspałaś. ale jeśli się na coś czeka i żyje tym od tygodnia, to jest to tragedia. i wolałabym nie spać całą noc, żeby zdążyć na czas, niż się wyspać!

nie wiem, kiedy mi to przejdzie, ale wiem, że mam zepsuty cały dzień. mój entuzjazm spadł do -100, nie mogę się ogarnąć, wszędzie widzę chaos i generalnie jest mi ŹLE. czuję się rozsypana na kawałki i nie wiem, czy mam płakać ze złości, czy zacząć wszystkim rzucać, czy kląć na cały głos.

a to wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Wednesday, 17 March 2010

plastikowy kubek

Posted by Panna Danuta at 01:03 0 comments
byłam pewna, że zaraz upuszczę ten kubek z wodą, który trzymałam w dłoniach, tylko po to, żeby ukryć ich drżenie i przedłużyć chwilę o kilka sekund. czułam, że moje nogi są jak z galarety. nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, żeby nie odejść zbyt wcześnie, ale jednocześnie nie sterczeć tam za długo i przy okazji nie zrobić z siebie idiotki. w końcu odstawiłam kubek, udałam, że grzebię w torbie nie mogąc znaleźć telefonu, chociaż leżał na wierzchu, rzuciłam jeszcze parę razy okiem w jego stronę i poszłam.

fascynacja. ostatnim razem owładnęła mną jakiś rok temu. całkiem dawno. myślałam, że coś takiego już się raczej nie powtórzy. nie, nie... byłam wręcz tego pewna. przecież wystarczająco wiele zdążyłam przejść i doświadczyć przez ostatnie kilka lat, żeby przestać zachowywać się jak niedojrzała, zauroczona nastolatka.
a tu proszę - powtórka z rozrywki.

fascynacja. z jednej strony, to może być całkiem przyjemne uczucie. ale z drugiej, może być też dość uciążliwe. w dodatku, ta jego pierwsza strona zależy od sytuacji.

ciągłe odpływanie myśli w kierunku jednej osoby. kreowanie w wyobraźni abstrakcyjnych wizji. odliczanie dni, godzin i minut dla kilku chwil, żeby tylko pooddychać tym samym powietrzem. napięcie, nogi z waty i gardło zawiązane na supeł podczas przebywania w tym samym pomieszczeniu. znajomość wszystkich faktów, do jakich ma się dostęp. delektowanie się marzeniami. to istne szaleństwo, jeśli nie zwykła głupota. 

nawet nie potrafię powiedzieć, dlaczego. może skończy się tak szybko, jak się zaczęło, who knows. ale nie będę z tym walczyć, ani nic robić, bo po co? niech się dzieje, co ma się dziać. a i tak nic nie wyniknie z mojej fascynacji, bo z góry jest skazana na porażkę. z tą świadomością będzie mi przynajmniej łatwiej to znieść.

Tuesday, 16 March 2010

tylko te dobre

Posted by Panna Danuta at 00:31 0 comments
czasami się zastanawiam, czy to nie wygląda dziwnie, kiedy nagle wyszczerzam się sama do siebie jadąc autobusem, albo idąc ulicą.
niby bez powodu, ale nie.
to wspomnienia. a może plany. zamiary. czasem tylko marzenia.

prawdopodobieństwa

Posted by Panna Danuta at 00:23 0 comments
pewnie zapomniał. no cóż, ja nie. trochę szkoda i trochę nie fair. co prawda, odzwyczaiłam się już wierzyć w męskie zrobię to i tamto, ale tym razem nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.
i znowu dzieje się ta wersja, którą biorę pod uwagę na ostatnim miejscu, albo wcale.

lab fun

Posted by Panna Danuta at 00:17 0 comments
ależ mieliśmy dzisiaj zabawę na biochemii.
a teraz noszę fragment mojego wyizolowanego DNA w malutkiej fiolce zawieszonej na rzemyku. śmiesznie jest.

Monday, 15 March 2010

czar minimalizmu

Posted by Panna Danuta at 00:13 0 comments
jeden pokój. białe ściany. puste, nie licząc jednego, wielkiego lustra nad kuchnią i białych półek z książkami. do tego białe szafki z ukrytymi uchwytami, białe szuflady, biała lodówka, biały stół i białe drzwi do łazienki, przy których stoi lustrzana szafa. krzesła zupełnie przezroczyste przy drugim stole, tym razem szklanym. a nad nim najbardziej niesamowity żyrandol, jaki kiedykolwiek widziałam. nie sposób go dokładnie opisać, ale: żarówka rzucająca dość intensywne, białawe światło umieszczona jest nisko w srebrnej, walcowatej obudowie wiszącej pionowo nad stołem. od tego odchodzi mnóstwo giętkich i cienkich metalowych pręcików. na ich końcach czarnymi spinaczami poprzyczepiane są kartki papieru z cytatami. na każdej z nich napisany jest inny cytat, każdy na czarno, ale różnymi czcionkami i każdy w innym języku. niektóre kartki są czyste. to wszystko tworzy absolutnie niesamowitą całość.
podłoga drewniana, nielakierowana. czarna, skórzana kanapa i wielki, wygodny fotel. najbardziej kolorowy mebel w pokoju - błękitno-brązowy.
precyzyjnie rozplanowane oświetlenie, sterowane czarnymi pokrętłami umieszczonymi w ścianach. białe okna i żaluzje. telewizor lcd. duże głośniki. kuchenka elektryczna. eleganckie, srebrno-czarne sprzęty.
porządek w każdym zakamarku. zero kurzu. wszystko poukładane według wielkości, kolorów, lub nazw.

a z głośników leciała
Björk.

Sunday, 14 March 2010

pochmurno

Posted by Panna Danuta at 10:21 0 comments
dzisiaj gryzę. nie wyspałam się ani trochę. czeka mnie cały dzień łażenia, po którym będę musiała jeszcze się uczyć, bo niedzielny wieczór to przecież standardowa pora, jakżeby inaczej. a ja już czuję się zmęczona. poza tym, muszę kupić dwa prezenty urodzinowe, na które nie mam pomysłu i bilet na pociąg, w którym będę musiała spędzić ponad sześć godzin, co już teraz mnie przeraża, chociaż to dopiero za kilka dni.
i ta szara pogoda wcale mnie nie bawi.

Saturday, 13 March 2010

dancing is about being exactly who you want to be in that moment

Posted by Panna Danuta at 18:36 0 comments
wreszcie poczułam całkowitą wolność. byłam prawdziwie sobą.
zapomniałam o tym, gdzie jestem. zapomniałam o tłumie otaczających nas ludzi. zapomniałam o upływającym czasie. zapomniałam o rzeczywistości. zapomniałam o całym świecie.
liczyła się tylko muzyka, w której utonęłam bez reszty. muzyka, która kierowała grą namiętności i wyzwalała pożądanie.

najbardziej niesamowite jest to, że ogień, który we mnie wybuchł, nie wypalił się w miarę upływu czasu i nie wypalił mnie. wręcz przeciwnie - rozbudził we mnie niezwykłe pokłady energii. nie chciałam zatrzymywać się nawet na sekundę. czułam, że mogę dłużej, intensywniej, mocniej. że z każdym dźwiękiem zamiast tracić siły, to je zyskuję. i że mogłabym tak do samego końca, po krańce wytrzymałości, aż do ostatniego tchu.

kiedy wyszłam, padał śnieg. ale nie ostudził mnie ani na moment. miałam ochotę biec, biec, biec. bez przerwy, bez wytchnienia. chłód i świeże powietrze dodawały mi skrzydeł.

spałam, jak zabita. a po wstaniu z łóżka, zaskoczył mnie kompletny brak zakwasów. byłam pewna, że nie utrzymam się dziś na nogach. a tymczasem - tryskam energią i czuję się jak nowo narodzona.

muszę częściej tam wracać. nie pozwolę, żeby płomień zgasł.

Wednesday, 10 March 2010

bez odpowiedzi

Posted by Panna Danuta at 22:33 0 comments
kiedy byłam mała, zawsze uważałam, że zwierzęta i rośliny mają duszę. w tej chwili nie wiem, czy to słuszne, ale nadal tak uważam. z resztą to chyba nie ma znaczenia, czy tak jest naprawdę? bo w sumie nikt nigdy nie będzie tego stuprocentowo pewny. nikt tego nie udowodni i nikt nie ma prawa twierdzić, że ktoś nie ma racji w tym względzie.
dopiero w gimnazjum odkryłam, że ta wiara w istnienie dusz zwierząt, roślin, a nawet i żywiołów ma swoją nazwę. a nazywa się animizm.

a co, jeśli ja jestem katoliczką? mhm, chyba jestem. sama już nie wiem. bo według religii katolickiej zwierzęta i rośliny duszy nie mają. czy jeśli wierzę w pewne elementy z innych religii, to już nie jestem katoliczką? w reinkarnację też wierzę, a i to kościół odrzuca. w sumie to ja nawet do tego kościoła nie chodzę. ale ateistką też nie potrafiłabym siebie nazwać.

ehh, to zbyt skomplikowane. ale lepiej nie będę mówić o tych przemyśleniach mojej mamie. a już o babci nawet nie wspomnę.

była sobie para

Posted by Panna Danuta at 00:30 0 comments
20? a może nawet i 25. tyle ich mniej więcej było. piękne, okazałe, o intensywnym szkarłatnym kolorze. zgrabnie ułożone w bukiet i owinięte w delikatny papier spoczywały w rękach młodej dziewczyny stojącej na przystanku.
była... zwyczajna. wyróżniała się chyba tylko tymi różami. miała zwyczajną twarz, lekko muśniętą makijażem, zwyczajne, brązowe włosy i zwyczajnie się ubrała. sportowa kurtka, dżinsy, czarne buty emu. podobał mi się jej czarny beret z różową kokardką. i uśmiech. tak uroczy, tak szczery. ona cała aż promieniowała szczęściem.
a to szczęście stało tuż przed nią i paliło papierosa. wysoki, przystojny chłopak, który mógłby się spodobać niejednej dziewczynie. ubiorem się nie wyróżniał, ale uwagę przyciągały jego zmierzwione, czarne włosy poskręcane w loki, ładna twarz i ciemne oczy. tymi pięknymi oczami patrzył na nią tak, jakby reszty świata w ogóle nie dostrzegał.
rozmawiali o czymś pilnując, żeby w porę wsiąść do autobusu. w pewnym momencie chłopak delikatnie ujął w lewą dłoń jej twarz i pocałował namiętnie. wyglądali cudownie.
silnik zawarczał. dziewczyna dokończyła papierosa, wyrzuciła niedopałek, a chłopaka chwyciła za rękę i wsiedli razem do 504. miałam wrażenie, jakby ich miłość wypełniła cały autobus i uśmiechnęłam się, obserwując ich dalej.
rozstawali się z trudem. wyglądało na to, że chłopak wysiada na następnym przystanku po drugiej stronie dworca centralnego, a okrąża go tylko po to, żeby jak najbardziej opóźnić pożegnanie.
wyskoczył w ostatniej chwili z autobusu, ale nie odszedł od razu. odwrócił się do dziewczyny i ułożył dłonie na kształt serca, posyłając jej jednocześnie najsłodszy uśmiech na świecie.
jej radość mogłam sobie tylko wyobrazić.

Tuesday, 9 March 2010

gruzy

Posted by Panna Danuta at 10:30 1 comments
Boże, dlaczego mi to robisz?

dlaczego przywracasz mi wiarę w ludzi tylko po to, żeby już następnego dnia ją zniszczyć..?
czy to próba? kolejna, setna z kolei? po co? jaki to ma sens? ile jeszcze razy mam się zawieść?
przecież i tak za każdym razem utwierdzam się tylko w przekonaniu, że nikomu nie można ufać, wierzyć, na nikogo liczyć.
i to za każdym razem boli.

wystarczy mi już. dość, przestań.

chcę, ale nie chcę

Posted by Panna Danuta at 01:01 0 comments
nic mi się w tej chwili nie chce. mam mętlik w głowie. znowu nie dam rady wstać na wykład zaczynający się o 8 rano. a miałam iść spać o 22. nie chcę jutra. nie chcę gnać na tą koszmarnie nudną socjologię tylko dlatego, że zajęcia prowadzi pokręcona kobieta i lepiej nie ryzykować nieobecności. nie chcę znowu zmagać się z samego rana z mrozem i bezlitośnie upływającym czasem. i ponarzekałabym jeszcze trochę, ale nawet tego mi się już nie chce.

za to chcę przestać się bać. chcę odzyskać spokój. chcę mniej się przejmować. chcę, żeby już było 'za dwa tygodnie'. chcę do Gdańska. chcę mega bibę. chcę zobaczyć tych wszystkich ludzi, za którymi tak cholernie się stęskniłam. chcę wyszaleć się do nieprzytomności. chcę się pośmiać. chcę zapomnieć.

Sunday, 7 March 2010

strach przed porażką

Posted by Panna Danuta at 17:39 0 comments
nie znoszę tego mętliku w głowie, kiedy biją się ze sobą dwie opcje, a ja nie wiem, którą wybrać. czy wybrać to, co chcę najbardziej i jednocześnie zaryzykować porażkę, czy... nie robić jednak nic, a potem wyrzucać sobie brak działania? najgorsze jest to, że każda z opcji ma po tyle samo mocnych argumentów. a na dodatek ciągły upływ czasu i konieczność szybkiej decyzji jeszcze bardziej potęguje presję i wcale mi to nie pomaga. w takich momentach wybieram drogę po najmniejszej linii oporu, czego zwykle później żałuję. i czekam do następnego razu zarzekając się, że taaak, tym razem na pewno zrobię inaczej. ale sytuacja się powtarza, a ja... znowu się rozmyślam, albo tchórzę, albo waham, albo... coś.
i nie ma nic.

honestly

Posted by Panna Danuta at 17:10 0 comments
słyszę jej śmiech zza ściany. i nie muszę zadawać sobie pytań.
ja śmiałam się dziś tak samo.

Saturday, 6 March 2010

nie wytrzymam

Posted by Panna Danuta at 12:20 0 comments
znowu przykryłam się obojętnością i udaję, że jest mi wszystko jedno. ale wciąż te same pytania wirują w mojej głowie. nie potrafię się nie przejmować pewnymi rzeczami, czy sytuacjami. a chciałabym. tak bardzo bym chciała, żeby mnie to nie ruszało i żebym przestała się zadręczać, czy powinnam, czy to jest właściwe, czy to ma sens, czy nie robię z siebie idiotki, czy czegoś nie zmienić, czy dalej to ciągnąć, czy nie rzucić tego w cholerę, zamknąć w skrzyni ze starymi skarbami i wyrzucić kluczyk.

istnieje, nie istnieje...?

Posted by Panna Danuta at 00:56 0 comments
niepokój, który narastał we mnie od wczoraj, zmienił się w lekkie przygnębienie. staram się z tym walczyć i odsuwać od siebie szare myśli, ale zalewają mnie ze wszystkich stron. mam wrażenie, że zewsząd otaczają mnie ludzie, którzy mają właśnie to, czego najbardziej mi brakuje. to 'coś' przybiera różne formy i u każdego wygląda inaczej. ale było, jest i zawsze będzie piękne.

podziwiam to. i jednocześnie zastanawiam się, czy ja kiedykolwiek naprawdę tego doświadczyłam. kilka razy byłam pewna, że tak. ale tyle samo razy okazało się to złudzeniem.

moje podejście mocno się zmieniło. stałam się bardzo sceptyczna i wybredna, chociaż gdzieś w głębi ducha wciąż wierzę, że mnie też spotka kiedyś to samo, co uszczęśliwia tylu ludzi dookoła.

zagadka

Posted by Panna Danuta at 00:26 0 comments
tak prawdziwe. tak szczere. tak urocze. tak proste. tak bezinteresowne. tak cudowne. tak trwałe. tak niezniszczalne. tak zwyczajne. tak piękne. tak doskonałe w swej niedoskonałości.

Thursday, 4 March 2010

etyka

Posted by Panna Danuta at 21:54 1 comments
pękła. nie wytrzymała. wygląda na to, że nie mogła znieść myśli, że nasze spotkania będą tak wyglądały aż do końca. a ja byłam pewna, że to dopiero początek rywalizacji. czułam ogromną niechęć na samą myśl, że muszę ją znowu zobaczyć, wyżywałam się słownie, bo tylko na to mogłam sobie pozwolić i przeklinałam ją najbarwniej jak potrafiłam. po wejściu do sali siadałam przed nią z założonymi rękami, mierząc ją lodowatym wzrokiem. byłam gotowa na trwanie w takiej postawie do samego końca.

tymczasem ona totalnie mnie zaskoczyła. zrobiła pierwszy krok w stronę zmiany, czego zupełnie się nie spodziewałam. pamiętam, że kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, od razu wzbudziła we mnie coś negatywnego. zrobiła fatalne pierwsze wrażenie.

a dziś niemal jej nie poznawałam! początek był taki, jak zawsze. trudne pytania i oporne odpowiedzi, albo ich brak. zero entuzjazmu. ale potem przełamała się i otworzyła przed nami. przestała rzucać sztywne, wyuczone żarciki. zaczęła z nami rozmawiać jak z równymi sobie, a nie - jak do tej pory - z kimś, kogo ma pod sobą. zapytała nas o zdanie. opowiedziała też, jak ona wyobraża sobie te zajęcia. spodobało nam się. ustaliłyśmy tematy kolejnych dyskusji. o niebo ciekawszych od Platona i Arystotelesa. no i wreszcie zobaczyłam w niej nie jędzę, ale równą kobietę.

spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego. niby nic wielkiego. ale ta kobieta zrobiła na mnie kolosalne wrażenie - zrezygnowała na moment ze swojej dumy, zrezygnowała z tego, że jest wykładowcą i mogła mieszać nas z błotem na każdych zajęciach z etyki, zrezygnowała z idiotycznej walki z nami.

zawsze imponują mi ludzie, którzy potrafią zrobić pierwszy krok z stronę zażegnania konfliktu. a już zwłaszcza wtedy, kiedy wciąż są przekonani o swojej racji, ale mimo to rezygnują z niej na rzecz zgody. podziwiam ich za zdolności dyplomatyczne, no i niesamowitą inteligencję. ośli upór jest przecież bez sensu. każdy chciałby mieć rację, a przyznanie jej komuś innemu, kiedy wierzy się usilnie w swoją, jest cholernie trudne. boimy się przegranej. a to wcale nie jest przegrana. to jest właśnie wygrana, i to w wielkim stylu.

Wednesday, 3 March 2010

to zależy

Posted by Panna Danuta at 11:33 0 comments
czasem zastanawiam się, jak właściwie powinnam siebie nazywać, ale nigdy nie mogę dojść do satysfakcjonującej konkluzji.
spośród kilku określeń, jakie przychodzą mi do głowy, pasować mogłoby każde, zależnie od punktu widzenia. poza tym, każdy rozumie te pojęcia na swój sposób. osobiście uważam, że są pomiędzy nimi kolosalne różnice. ale niektórzy używają ich zamiennie.
no cóż. ostatecznie nazwa nie ma przecież znaczenia, bo i tak nic nie zmieni faktów. są one nieodwracalnie zapisane w mojej historii już na całe życie. ale wcale mnie to nie przeraża, chociaż pewnie powinno. może to dla tego, że na pewne rzeczy mam zupełnie inne zdanie, niż większość ludzi.
i dobrze mi z tym.

Tuesday, 2 March 2010

jajecznica

Posted by Panna Danuta at 22:56 0 comments
nie ma to jak zaplanować sobie dokładnie dzień i zrealizować go w zupełnie inny sposób.

ale jeden plan wypalił! zamierzałam nie iść na wykłady i proszę, udało się.
a zamiast tego... mhm. zwiedziłam z Dominikiem i jego aparatem kawał Warszawy. dowiedziałam się wreszcie, gdzie jest ulica Chocimska i dlaczego korek na moście Siekierkowskim szybko się odkorkowuje. potem odkryliśmy, że Flo to źródło nie tylko mnóstwa inspiracji, ale też i rzetelnych faktów. w Best Mall'u dyskutowaliśmy na tematy egoizmu, altruizmu, cynizmu oraz wielorybów i innych pięknych stworzeń znajdujących się na naszej planecie. to wszystko stanowiło jakiś 10% naszej całodziennej gadaniny, bo całą resztę zajęły nam rozmowy o... no cóż, o tym, co zwykle.

a wieczorem, po powrocie do domu - czyli nie inaczej, jak w ostatniej chwili - ze zgrozą zorientowałam się, ile muszę na jutro się nauczyć.

snow...something

Posted by Panna Danuta at 22:08 0 comments
i już nawet wiem, na co.

shhh...

Posted by Panna Danuta at 00:12 0 comments
...mam ochotę zrobić coś wybitnie nieprzyzwoitego.

Monday, 1 March 2010

pełną parą

Posted by Panna Danuta at 23:17 0 comments
im więcej mam do roboty, tym więcej odnajduję w sobie energii. co prawda, z nauką jest odwrotnie - żeby tak bardzo nam się chciało, jak się nie chce, nie? - ale ja tu mówię o przyjemnych rzeczach.

i okazało się, że wcale nie mam problemów z porannym wstawaniem, jak do tej pory mi się wydawało. ja mam problemy ze wstaniem, kiedy muszę zrobić coś, co zostało mi z góry narzucone. o wiele chętniej wstanę rano w celu, który sama sobie zaplanowałam, niż na przykład na jakiś wykład, z którego i tak nie skorzystam, bo zasnę z nudów.
(ale ja wcale nie usprawiedliwiam jutrzejszej planowanej nieobecności...xD)
 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos