wreszcie poczułam całkowitą wolność. byłam prawdziwie sobą.
zapomniałam o tym, gdzie jestem. zapomniałam o tłumie otaczających nas ludzi. zapomniałam o upływającym czasie. zapomniałam o rzeczywistości. zapomniałam o całym świecie.
liczyła się tylko muzyka, w której utonęłam bez reszty. muzyka, która kierowała grą namiętności i wyzwalała pożądanie.
najbardziej niesamowite jest to, że ogień, który we mnie wybuchł, nie wypalił się w miarę upływu czasu i nie wypalił mnie. wręcz przeciwnie - rozbudził we mnie niezwykłe pokłady energii. nie chciałam zatrzymywać się nawet na sekundę. czułam, że mogę dłużej, intensywniej, mocniej. że z każdym dźwiękiem zamiast tracić siły, to je zyskuję. i że mogłabym tak do samego końca, po krańce wytrzymałości, aż do ostatniego tchu.
kiedy wyszłam, padał śnieg. ale nie ostudził mnie ani na moment. miałam ochotę biec, biec, biec. bez przerwy, bez wytchnienia. chłód i świeże powietrze dodawały mi skrzydeł.
spałam, jak zabita. a po wstaniu z łóżka, zaskoczył mnie kompletny brak zakwasów. byłam pewna, że nie utrzymam się dziś na nogach. a tymczasem - tryskam energią i czuję się jak nowo narodzona.
muszę częściej tam wracać. nie pozwolę, żeby płomień zgasł.
Saturday, 13 March 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment