MOJE PLANY LEGŁY W GRUZACH.
jestem zdruzgotana, a moja siostra tylko się ze mnie śmieje.
a żyłam tą myślą przez ostatnie kilka dni!
dajcie mi się wykrzyczeć.
Monday, 31 May 2010
artysta panuje nad chaosem
nie, nieeeeeeeeee, nie będę teraz sprzątać. nie. ja wiem, że znowu mam koszmarny bałagan. ja wiem, że przez to nic nie mogę znaleźć. ja wiem, że tracę mnóstwo czasu i nerwów przez przekopywanie się przez tą górę chaosu w poszukiwaniu jakiegoś drobiazgu. ale posprzątam jutro. tak, jutro. to będzie kolejna pozycja na i tak już przepełnionej liście rzeczy do zrobienia. gdzie mogę dokupić dodatkowe godziny do jutrzejszej doby?
Sunday, 30 May 2010
free or addicted?
nawet nie próbuję poskładać moich rozbieganych myśli. za dużo tego, a ja nie mam już siły. próbuję odpocząć i zamknąć tamę, ale pewne wnioski wciąż uparcie mnie zalewają. nigdy nie byłam dobra w medytacji.
czyżbym znowu zaprzeczała sama sobie? zbyt często używam słów: oszukuję sama siebie, albo coś tam sobie wmawiam. a może by tak: próbuję przekonać swoją podświadomość do przyswojenia nowych przekonań i poglądów? a może wcale tego nie robię? może tylko stwarzam takie pozory? czasem sobie myślę, że byłabym świetną aktorką.
wpadłam na coś jeszcze, ale o tym później.
a burza ma w sobie coś magicznego.
czyżbym znowu zaprzeczała sama sobie? zbyt często używam słów: oszukuję sama siebie, albo coś tam sobie wmawiam. a może by tak: próbuję przekonać swoją podświadomość do przyswojenia nowych przekonań i poglądów? a może wcale tego nie robię? może tylko stwarzam takie pozory? czasem sobie myślę, że byłabym świetną aktorką.
wpadłam na coś jeszcze, ale o tym później.
a burza ma w sobie coś magicznego.
wishes
cóż za ironia losu, że jedne kobiety chcą za wszelką cenę ciąży uniknąć, albo ją usunąć, a inne bezskutecznie starają się o dziecko, mimo że tak bardzo chcą je mieć.
w błękitnym t-shircie
wystarczył jeden wieczór, znajome towarzystwo, dobry alkohol i kilka słów, żeby poruszyć lawinę wspomnień. a do tego, wczoraj przyśniła mi się osoba, której nie widziałam od prawie roku. i którą zawsze będę dobrze pamiętać. i która przyśniła mi się w takim kontekście, że znowu żałowałam, że się obudziłam.
co było nowe w śnie z tej półki, to obecność jeszcze kogoś innego. z reguły, obie te osoby powinny się wykluczać, a poza tym, nigdy się w rzeczywistości nie spotkały, stąd moje zaskoczenie. jeszcze nie wpadłam na odpowiednią interpretację. nawet nie wiem, czy chciałabym, żeby ta sytuacja naprawdę się wydarzyła.
à propos tych snów, jeszcze chyba nie wspominałam, że ostatnio spełnił się jeden z nich. i mam tu na myśli nie jego interpretację, czy znaczenie, tylko to, co się w nim stało. do tej pory nie mogę w to uwierzyć. oczywiście nie wyglądało to zupełnie tak, jak w mojej wyobraźni. pewne detale różnią się między sobą, ale sam kluczowy incydent miał miejsce, co na długi czas pozostawiło mnie w głębokim szoku i... doskonałym nastroju.
co było nowe w śnie z tej półki, to obecność jeszcze kogoś innego. z reguły, obie te osoby powinny się wykluczać, a poza tym, nigdy się w rzeczywistości nie spotkały, stąd moje zaskoczenie. jeszcze nie wpadłam na odpowiednią interpretację. nawet nie wiem, czy chciałabym, żeby ta sytuacja naprawdę się wydarzyła.
à propos tych snów, jeszcze chyba nie wspominałam, że ostatnio spełnił się jeden z nich. i mam tu na myśli nie jego interpretację, czy znaczenie, tylko to, co się w nim stało. do tej pory nie mogę w to uwierzyć. oczywiście nie wyglądało to zupełnie tak, jak w mojej wyobraźni. pewne detale różnią się między sobą, ale sam kluczowy incydent miał miejsce, co na długi czas pozostawiło mnie w głębokim szoku i... doskonałym nastroju.
now at last
aaa! nie wierzę, że to powiedziałam. i to z uśmiechem. wreszcie do mnie dociera, że tak naprawdę nic w ten sposób nie tracę. hmm, nie, inaczej. coś tracę, ale w zamian mogę zyskać więcej, niż wcześniej. bo skoro dobrze wiem, że nigdy nie dotrę tam, gdzie najbardziej bym chciała, a cały mój wysiłek w tym kierunku nie ma sensu, to może czas przestać wiecznie się poświęcać i skręcić w inną ścieżkę?
muszę się przyznać, że po wczorajszej rozmowie z E. (<3) uświadomiłam sobie, że moje działania i postrzeganie samej siebie są nieproporcjonalnie destruktywne i zbytnio podciągnięte pod pewien kąt. zamiast zwrócić uwagę na zgodne zdanie większości ważnych dla mnie osób, to ja kurczowo trzymam się głównie jednego, i to tego najbardziej niszczącego moje poczucie wartości. właściwie nie wiem, dlaczego wydaje mi się ono najważniejsze. nie wiem, dlaczego miałabym nie wierzyć innym. to też przydałoby się zmienić.
muszę się przyznać, że po wczorajszej rozmowie z E. (<3) uświadomiłam sobie, że moje działania i postrzeganie samej siebie są nieproporcjonalnie destruktywne i zbytnio podciągnięte pod pewien kąt. zamiast zwrócić uwagę na zgodne zdanie większości ważnych dla mnie osób, to ja kurczowo trzymam się głównie jednego, i to tego najbardziej niszczącego moje poczucie wartości. właściwie nie wiem, dlaczego wydaje mi się ono najważniejsze. nie wiem, dlaczego miałabym nie wierzyć innym. to też przydałoby się zmienić.
Saturday, 29 May 2010
still true
And I don't need to know your favourite artist's name
And I don't need to know what woman's felt the same
And I don't need to see you every single day
But I'd like to
And I don't need to know what woman's felt the same
And I don't need to see you every single day
But I'd like to
And I don't need to know the details of your past
And I don't need to know when you thought of me last
And I would have to say if I'm the sail then you're the mast
And we've caught a good wind, the mast
czytam teksty piosenek Feist i odnoszę wrażenie, jakbym czytała samą siebie.
replay, replay, replay
I told him you are the man of my dreams
You saved me from drowning in the streams
I know we're really gonna last forever, and ever
You saved me from drowning in the streams
I know we're really gonna last forever, and ever
so stupid
chcę cofnąć czas do godziny 21.20, dnia 28 maja w metrze Racławicka.
straciłam taką okazję! nie mogę uwierzyć w swoją głupotę i nie mogę przestać o tym myśleć, chociaż nic już nie da się zrobić. zmieniacza czasu niestety nie posiadam.
och, boże. taka okazja. taka sytuacja. nie wybaczę sobie tego, no nie wybaczę. jęczę tak od wczoraj i jeszcze nie dopuszczam do siebie myśli, że może dobrze się stało. chociaż pewne jej strzępki docierają do mnie, próbując mi wmówić, że może tak właśnie miało być, żeby tamta chwila nigdy nie straciła swojego nieskazitelnego i podkolorowanego piękna w mojej pamięci. że może rozwój sytuacji tylko by je zniszczył. ale wcale nie chcę tak myśleć, chociaż mogłoby mi to pomóc.
straciłam taką okazję! nie mogę uwierzyć w swoją głupotę i nie mogę przestać o tym myśleć, chociaż nic już nie da się zrobić. zmieniacza czasu niestety nie posiadam.
och, boże. taka okazja. taka sytuacja. nie wybaczę sobie tego, no nie wybaczę. jęczę tak od wczoraj i jeszcze nie dopuszczam do siebie myśli, że może dobrze się stało. chociaż pewne jej strzępki docierają do mnie, próbując mi wmówić, że może tak właśnie miało być, żeby tamta chwila nigdy nie straciła swojego nieskazitelnego i podkolorowanego piękna w mojej pamięci. że może rozwój sytuacji tylko by je zniszczył. ale wcale nie chcę tak myśleć, chociaż mogłoby mi to pomóc.
the limit
Najtrudniej określić, co z tego wrzasku wdzierającego się w ludzką wrażliwość, należy odrzucić. W końcu nie na wszystko musimy się godzić, czyż nie?
właśnie. ja się nie zgadzam. mam dość wysłuchiwania ciągle tych samych wrzasków w mojej głowie. tak bardzo chciałabym mieć pewne sprawy głęboko wiadomo-gdzie. ale nie potrafię. nie potrafię się nie przejmować, nie potrafię przestać się zadręczać, nie potrafię bez przerwy siebie nie obwiniać. nie potrafię nie poddawać się niektórym emocjom. wspominałam już jakiś czas temu, że to jest silniejsze ode mnie? tak, chyba tak. i nie przestało być.
Thursday, 27 May 2010
niekończąca się opowieść
każdy, z kim rozmawiam na ten temat, ma to samo zdanie. a ja wciąż jestem głupio uparta i wciąż zachowuję się tak samo. wysilam się na marne. daję z siebie wszystko, żeby przez chwilę mieć tą cholerną satysfakcję, że zrobiłam coś fajnego, mimo że w zamian dostaję NIC. i chociaż wypruwam z siebie momentami żyły, to i tak nie zostaje to zauważone.
"to jak dotarcie pod drzwi i niemożność dostania się do środka."
miała rację, ale ja nie potrafię postawić wszystkiego na jedną kartę. bo wiem, że przegram. ale co jest lepsze - ostatecznie przegrać i zacząć nową grę, czy bez przerwy cieszyć się samymi 'ochłapami'?
"to jak dotarcie pod drzwi i niemożność dostania się do środka."
miała rację, ale ja nie potrafię postawić wszystkiego na jedną kartę. bo wiem, że przegram. ale co jest lepsze - ostatecznie przegrać i zacząć nową grę, czy bez przerwy cieszyć się samymi 'ochłapami'?
Tuesday, 25 May 2010
rollercoaster
a właśnie, sobotnia impreza. tak, pamiętam...sam fakt obecności na niej. ale to, co się działo, to już raczej pewien problem. moja biała plama w pamięci rozciąga się od trzeciego, czy czwartego kieliszka wieczorem [ach, uwielbiam moją słabą głowę], aż do porannego spaceru bóg-wie-gdzie o czwartej rano. po drodze jednak rozjaśnia się w pięciu nietypowych momentach, kiedy to zmobilizowałam świadomość do ich zapamiętania. warto było.
czuję niedosyt i marzę o powtórce.
czuję niedosyt i marzę o powtórce.
trzy słowa
proste słowa. uniwersalne słowa. piękne słowa. popularne słowa. żeby nie powiedzieć, że nawet banalne. wplecione w nieskomplikowaną, przyjemną melodię.
niby zwyczajna piosenka, ale... coś w niej mnie poruszyło. posłuchałam raz. drugi, uważniej. za trzecim zebrało mi się na płacz. nie wytrzymałam, wybuchłam. pauza. ogarnęłam się i włączyłam radio, żeby usłyszeć coś innego, a tam... ten sam kawałek.
przyczepiła się na cały dzień. nie daje spokoju. hipnotyzuje. i wywołuje we mnie niewyobrażalny smutek.
niby zwyczajna piosenka, ale... coś w niej mnie poruszyło. posłuchałam raz. drugi, uważniej. za trzecim zebrało mi się na płacz. nie wytrzymałam, wybuchłam. pauza. ogarnęłam się i włączyłam radio, żeby usłyszeć coś innego, a tam... ten sam kawałek.
przyczepiła się na cały dzień. nie daje spokoju. hipnotyzuje. i wywołuje we mnie niewyobrażalny smutek.
meanings
wiesz, naprawdę, nie musisz mi bez przerwy przypominać, że to wszystko, co się dzieje, nie ma żadnego znaczenia. nie musisz mi uświadamiać, że to do niczego nie prowadzi. ani tego, że dla ciebie to nic ważnego.
ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę. chociaż osobiście traktuję to inaczej, ale przecież ci o tym nie powiem.
ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę. chociaż osobiście traktuję to inaczej, ale przecież ci o tym nie powiem.
Friday, 21 May 2010
klamka
za każdym razem kiedy wracam, obawiam się, że go spotkam. zwykle udaje mi się tego uniknąć, ale tego wieczoru miałam pecha. zbliżając się do klatki z łatwością rozpoznałam sylwetkę mojego sąsiada na tle słabego światła sączącego się z korytarza. nie miałam wyboru. wzięłam głęboki oddech i udając pewną siebie, weszłam po schodach. był kompletnie pijany, i to nie pierwszy raz. mijając go, rzuciłam ciche 'cześć' z zamiarem jak najszybszego dotarcia pod swoje drzwi. już byłam na klatce, kiedy zauważyłam, że on wszedł za mną. mamrotał coś do mnie, więc niechętnie się odwróciłam. wtedy postanowiłam zrobić mały eksperyment - zamiast go olewać, czy straszyć, postanowiłam być miła. chciał porozmawiać. pozwoliłam mu mówić, zachowując ostrożny dystans. miał problemy z poprawnym wysławianiem się, ale te bardziej zrozumiałe fragmenty udało mi się posklejać w pewną całość i spojrzeć na niego pod nieco innym kątem, niż dotychczas. nagle wyjął z kieszeni coś, co wyglądało na... klamkę. powiedział, że to od innej klatki. powiedział, że czasem nie może wytrzymać. że jest mu strasznie głupio. zbierało mu się na płacz. a ja wiedziałam, że ma na myśli nie tylko tę klamkę i nie tylko nasz zniszczony zamek w drzwiach, ale jeszcze wiele innych podobnych sytuacji. wspomniał coś o dawnej stracie dziewczyny i o tym, że nawet jego matka uważa go za bezwartościowego człowieka. odparłam, że zawsze może zrobić coś, żeby to zmienić. zawsze jest szansa. i że choćby nie wiem, jak bardzo zbliżył się do dna, to zawsze może się od niego odbić. kwestia wiary w siebie. łatwo mi mówić, oczywiście. jestem przecież w innej sytuacji. ale to nie zmienia faktu, że powinien wziąć się w garść. jest młody, sprawny, zdrowy, ma obie ręce i obie nogi, nie jest ślepy, ani głuchy. już samo to jest prezentem od losu. sceptycznie przyjął moje słowa, ale odpowiedział, że nigdy nikt tak na niego nie spojrzał i nie mówił mu takich rzeczy. być może jednak zasiałam w nim jakieś ziarno nadziei. wiem jednak, że potrzebny jest mu raczej silny katalizator, żeby naprawdę zrobił ze sobą porządek. w każdym razie, był niesamowicie wdzięczny. i mimo tego, że był zalany, to zdobył się na całkiem udany komplement. nie uwierzyłam mu, ale i tak zrobiło mi się miło. ach, ta kobieca próżność. jednak w tym momencie postanowiłam uprzejmie go opuścić, jako że dystans między nami niebezpiecznie się zmniejszał, a jego wzrok stał się dziwnie, mhm, rozmarzony? spragniony? wolę tego nie analizować. na szczęście bez przeszkód wróciłam do siebie, a zanim zamknęłam drzwi od wewnątrz, usłyszałam tylko echo ostrego głosu jego babci, która z pewnością nie była zadowolona ze stanu, w jakim znajdował się jej wnuk.
Thursday, 20 May 2010
plexus renalis
w życiu każdego z nas obecne są tak zwane bliskie osoby. a czy zastanawiałeś/aś się kiedykolwiek, której z tych bliskich ci osób (nie licząc rodziny) byłbyś/byłabyś w stanie oddać jedną ze swoich nerek, gdyby tego potrzebowała? poświęcić swoje własne zdrowie na rzecz zdrowia tej osoby, wykluczając sytuacje zagrożenia życia? dobitniej mówiąc - pozwolić na uszkodzenie twojego ciała i pozbawienie się części narządu, co mogłoby spowodować komplikacje w funkcjonowaniu twojego własnego organizmu, żeby uratować kogoś innego?
czy w twoim życiu istnieje taka osoba?
czy w twoim życiu istnieje taka osoba?
time is running out
właśnie sobie uświadomiłam, że już za mniej niż czterdzieści dni słońce znowu zacznie skracać po trochu swoją wędrówkę po naszym horyzoncie.
muszę przypomnieć pewnym dwóm osobom o pewnych nietypowych sugestiach rzuconych mi przez nich jakiś czas temu. bardzo interesujących z resztą. ja takich rzeczy nie zapominam.
muszę przypomnieć pewnym dwóm osobom o pewnych nietypowych sugestiach rzuconych mi przez nich jakiś czas temu. bardzo interesujących z resztą. ja takich rzeczy nie zapominam.
wielki drobiazg
prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. wszyscy znają to hasło, ale nie każdy wie, jak wiele ono znaczy. ludzie zdecydowanie nadużywają pojęć przyjaźń i przyjaciel. bo przyjacielem niekoniecznie nie musi być ktoś, kto zna nas na wylot, z kim spędzamy mnóstwo czasu, komu powierzamy swoje sekrety i zmartwienia. wbrew pozorom to nie wszystko, chociaż niektórym mogłoby się wydawać inaczej.
Igo, wiem, że raczej tu nie zaglądasz, ale i tak zamierzam oznajmić całemu światu, że jesteś absolutnie wspaniałą osobą. widzimy się raz na milion lat, nasz kontakt jest bardzo ograniczony, a nasze najdłuższe przebywanie ze sobą to pamiętny tydzień sprzed prawie trzech lat. ale mimo tego odpowiedziałaś teraz na moją prośbę od razu i pomogłaś mi w potrzebie bez wahania, z największym zaangażowaniem, na jakie było Cię stać. pomogłaś mi bardziej, niż ktokolwiek inny, z kim mam bliższy kontakt, a ma takie same możliwości. i to właśnie uważam za zachowanie godne przyjaźni. i to właśnie najbardziej w niej cenię.
Igo, wiem, że raczej tu nie zaglądasz, ale i tak zamierzam oznajmić całemu światu, że jesteś absolutnie wspaniałą osobą. widzimy się raz na milion lat, nasz kontakt jest bardzo ograniczony, a nasze najdłuższe przebywanie ze sobą to pamiętny tydzień sprzed prawie trzech lat. ale mimo tego odpowiedziałaś teraz na moją prośbę od razu i pomogłaś mi w potrzebie bez wahania, z największym zaangażowaniem, na jakie było Cię stać. pomogłaś mi bardziej, niż ktokolwiek inny, z kim mam bliższy kontakt, a ma takie same możliwości. i to właśnie uważam za zachowanie godne przyjaźni. i to właśnie najbardziej w niej cenię.
Tuesday, 18 May 2010
murder it
nigdy nie zrozumiem, dlaczego niektórzy uważają, że milczenie lub wieczne uciekanie od istotnego tematu jest najlepszym rozwiązaniem. te żałośnie infantylne zachowania doprowadzają mnie do szału. jesteśmy przecież dorośli. i jak dorośli możemy się porozumieć. po co to całe udawanie, że się nie wie, o co chodzi? po co to całe odgradzanie się, wznoszenie murów? po co ten strach i cofanie się do tyłu?
przecież wystarczyłoby jedno słowo. słowo-sztylet. nie.
przecież wystarczyłoby jedno słowo. słowo-sztylet. nie.
Monday, 17 May 2010
z wielkiego do jeszcze większego
When I feel alive
I try to imagine a careless life
A scenic world, where the sunsets are all
Breathtaking, breathtaking
potrzebuję zmiany. potrzebuję oderwać się od teraźniejszości, od tego otoczenia, od swoich starych, zapleśniałych uczuć. z niektórych muszę się wyleczyć. muszę się otrząsnąć. potrzebuję nowego powietrza, nowych ludzi, nowych wrażeń. nie na weekend, nie na tydzień, nie na miesiąc. na dwa miesiące. czy tyle wystarczy? nie wiem. ale na to liczę. i to jest mój główny zamiar, pomijając te najbardziej oczywiste. jestem pełna obaw, ale też pełna nadziei. nie, nie tej głupiej, tej sensownej.
ach. po bilet muszę się wreszcie wybrać.
ach. po bilet muszę się wreszcie wybrać.
Sunday, 16 May 2010
priceless
Lepiej być pijanym po południu, niż wieczorem. Mamy wrażenie, że utrzymujemy coś w tajemnicy.
can you hear me moan?
mam nieodparte wrażenie, że każdy dźwięk jaki słyszę, jest jak krzyk bólu. że każda piosenka przesiąknięta jest swoistym smutkiem. a słowa ich na wiele sposobów koncentrują się na cierpieniu. nie dziwi mnie popularność tego motywu. chyba nic innego nie kreuje w nas takiego natchnienia i tak silnej potrzeby wyrażania się.
tak, wiem, że znowu wypisuję jakieś ponure głupoty. ale muszę się pozbyć odrobiny balastu, zanim znów będę udawać, że wszystko jest w porządku.
tak, wiem, że znowu wypisuję jakieś ponure głupoty. ale muszę się pozbyć odrobiny balastu, zanim znów będę udawać, że wszystko jest w porządku.
I try to imagine a careless life
nienawidzę tego okropnego uczucia, kiedy tak bardzo pragnę komuś coś powiedzieć, coś ogromnie ważnego, ale nie mogę. albo nie powinnam. albo zwyczajnie się boję. czego? trudno powiedzieć. negatywnej reakcji, nieodwracalnej zmiany, straty..?
i tak pozostaje mi tylko dusić to w sobie. bez przerwy. minuta po minucie, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku...
momentami nie wytrzymuję, pękam. nie panuję nad swoimi odruchami, słowami, gestami. to jest po prostu silniejsze ode mnie.
i tak pozostaje mi tylko dusić to w sobie. bez przerwy. minuta po minucie, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku...
momentami nie wytrzymuję, pękam. nie panuję nad swoimi odruchami, słowami, gestami. to jest po prostu silniejsze ode mnie.
Saturday, 15 May 2010
I need amnesia
szczęśliwym zbiegiem okoliczności mieszkanie było puste, kiedy do niego wróciłam. wystarczyła chwila, żeby pękła tama i wylało się ze mnie wszystko, co więziłam w sobie przez ostatnie kilka dni. woda zmyła kłamstwa, jakie sama sobie wciskałam i wpuściła do mojej głowy świadomość tego, co naprawdę się ze mną (we mnie?) dzieje oraz dlaczego zachowuję się tak, a nie inaczej. wszystko, ale to dosłownie wszystko sprowadza się do jednego. do czegoś bardzo prostego. to 'coś' ma tylko jedną wadę. jest skazane na porażkę. a ja doskonale o tym wiem, i to od bardzo dawna.
marzę o tym, żeby wymazać to wszystko ze swojego umysłu.
marzę o tym, żeby wymazać to wszystko ze swojego umysłu.
Friday, 14 May 2010
do not wake me up!
to jakiś obłęd. kolejna noc i kolejny sen z tej samej serii. z tym samym elementem. z tą samą osobą.
pamiętam, że nie czułam w nim nic, poza euforycznym szczęściem. scenariusz, jaki wykreowała moja podświadomość był doskonały. i tak bardzo realistyczny.
ale po obudzeniu zalał mnie tylko straszny ból i zawód, bo uświadomiłam sobie, że w rzeczywistości nigdy nie wydarzy się coś takiego. może jeden mały fragmencik mojej nieznośnej podświadomości o tym wiedział i dlatego tak długo spałam?
pamiętam, że nie czułam w nim nic, poza euforycznym szczęściem. scenariusz, jaki wykreowała moja podświadomość był doskonały. i tak bardzo realistyczny.
ale po obudzeniu zalał mnie tylko straszny ból i zawód, bo uświadomiłam sobie, że w rzeczywistości nigdy nie wydarzy się coś takiego. może jeden mały fragmencik mojej nieznośnej podświadomości o tym wiedział i dlatego tak długo spałam?
hors de prix
zamurowało mnie. nie miałam pojęcia, co zobaczę, a zobaczyłam samą siebie.
czasem zastanawiam się, jak daleko mogę się posunąć. nawet kryję lekką obawę, że ostatecznie taką drogą pójdę. bo ciężko jest coś porzucić, jak już się do tego przyzwyczai. jednak mimo wszystko, nie chciałabym, żeby tak się skończyło. w moim życiu pozostanie to tylko fragmentem, nigdy głównym elementem. misz masz. tak, ja też już nie rozumiem, co napisałam. jest zbyt późno.
ale jeszcze coś. interesujące, że ten motyw dość często się pojawia. jeśli spojrzeć wstecz... to od zarania dziejów. od starożytności. nigdy nie zapomnę wpływu, jaki wywarła na mnie książka 11 minut. jakże inaczej wszystko by się potoczyło, gdyby nie ona...
czasem zastanawiam się, jak daleko mogę się posunąć. nawet kryję lekką obawę, że ostatecznie taką drogą pójdę. bo ciężko jest coś porzucić, jak już się do tego przyzwyczai. jednak mimo wszystko, nie chciałabym, żeby tak się skończyło. w moim życiu pozostanie to tylko fragmentem, nigdy głównym elementem. misz masz. tak, ja też już nie rozumiem, co napisałam. jest zbyt późno.
ale jeszcze coś. interesujące, że ten motyw dość często się pojawia. jeśli spojrzeć wstecz... to od zarania dziejów. od starożytności. nigdy nie zapomnę wpływu, jaki wywarła na mnie książka 11 minut. jakże inaczej wszystko by się potoczyło, gdyby nie ona...
Thursday, 13 May 2010
you would, I would
moja głupia nadzieja łapie się desperacko pojedynczych słów i zdań rzuconych niedbale, nawet bez namysłu w powietrze i chowa je głęboko w szufladkach mojego umysłu. akurat tych właśnie, które ciągle nie dają mi spokoju. i myśli, że to ma jakieś znaczenie. i znowu próbuje mnie oszukać. ale nie, ja się nie dam. zbyt wiele razy się na niej zawiodłam i mocno tego żałowałam. podła kłamczucho. daj mi spokój.
step by step
Confused don't know what I'm feeling
Confused relationships without meaning
In the mist I can see it gleaming
Time to wake up and stop the dreaming
Confused relationships without meaning
In the mist I can see it gleaming
Time to wake up and stop the dreaming
Just you and me
And I'm still dreaming
Maybe there's a possibility
We grow old together live happily
And your grave
Bring out the tiger in me...
babycakes by 3 of a kind
no choice
tak, wiem, że ciągle to robię. ale gdybym nie oszukiwała samej siebie, to cierpiałabym emocjonalne katusze. dlatego muszę ćwiczyć to na wielu płaszczyznach.
btw, wspominałam już, że jestem masochistką?
btw, wspominałam już, że jestem masochistką?
chase her
Kobieta czasem odwraca się nie po to, żeby odejść, ale po to, żeby ktoś mógł ją zatrzymać.
ten cytat tak mi przypadł go gustu, że postanowiłam go tu sobie zapisać. i przy okazji wyrazić swoją pretensję do mężczyzn, którzy tej prostej prawdy zwykle nie dostrzegają.
ten cytat tak mi przypadł go gustu, że postanowiłam go tu sobie zapisać. i przy okazji wyrazić swoją pretensję do mężczyzn, którzy tej prostej prawdy zwykle nie dostrzegają.
kolorowy łuk
deszcz. jęknęłam w duchu na jego widok za oknem, bo zaraz miałam wychodzić i czekała mnie długa droga z Tarchomina do centrum. parasola oczywiście nie miałam. nie znoszę parasoli. są zbyt kłopotliwe.
wyszłam i... paradoksalnie opuściła mnie niechęć. było mi wszystko jedno. w końcu to tylko woda. nie było specjalnie zimno, a po pewnym czasie wyszło nawet słońce. idąc w stronę metra na Marymoncie z pętli autobusowej zwróciłam uwagę na rozproszony tłum ludzi. zabawnie było patrzeć, jak każdy się kuli, żeby za wszelką cenę uniknąć kontaktu z kroplami deszczu. na przekór wszystkim szłam, jak gdyby nigdy nic. czekając na przejściu aż czerwone zmieni się w zielone, odchyliłam twarz do góry, aby poczuć dotyk deszczu na skórze. uśmiechnęłam się. było w tym coś przyjemnego.
i wtedy ją zobaczyłam. piękna, kolorowa tęcza królowała na niebie. zwolniłam, aby w zachwycie chłonąć ją wzrokiem. miałam wrażenie, że nikt poza mną jej nie zauważył.to zadziwiające, jak mało dostrzegamy, przytłoczeni własnymi sprawami, własnymi problemami i własnym pośpiechem. egoizm przygniata nas do samej ziemi. zapominamy, jak cudownie jest czasem się od niej oderwać i poszybować wzrokiem i myślami w górę, nie martwiąc się o nic. chociaż przez moment.
nie mam racji? owszem, niewykluczone. ale przyznaj się, jak często patrzysz w niebo? nie mam tu na myśli sytuacji, kiedy oceniasz nadciągającą chmurę deszczową. czy w ogóle widzisz jego piękno? czy widzisz ten barwny spektakl, jaki codziennie ukazuje nam sama natura?
Tuesday, 11 May 2010
water
znów miałam sen ze stałym, powtarzającym się elementem. ale tym razem dla odmiany z domieszką fantazji.
znów mi się podobał i znów delikatnie poczułam smutek po przebudzeniu. a może to była tęsknota?
znów mi się podobał i znów delikatnie poczułam smutek po przebudzeniu. a może to była tęsknota?
The water, the water
Didn't realize
It's dangerous size
Didn't realize
It's dangerous size
Sunday, 9 May 2010
again and again
ostatnio co noc prześladują mnie sny z TEJ serii. [nie, nie mam na myśli snów erotycznych. pervy.]
wcześniej pojawiały się one od czasu do czasu, nie wybijając się raczej z szeregu pozostałych snów. teraz pojawiają się każdej nocy wmieszane w porcję różnych innych. ale tylko te pamiętam rano.
są wspaniałe. dlaczego więc użyłam słowa prześladują? bo są zbyt wspaniałe. zbyt piękne. zbyt realistyczne. chciałabym przenieść je w rzeczywistość, zamiast za każdym razem budzić się z bólem. bo wiem, że nigdy nie staną się rzeczywistością, nieważne jak bardzo bym tego pragnęła.
nie ma w nich nic niezwykłego, żadnego science fiction, żadnych efektów specjalnych. ot, życiowe sytuacje, jak ktoś mógłby to nazwać. jednakże dla mnie te sytuacje byłyby spełnieniem marzeń.
wcześniej pojawiały się one od czasu do czasu, nie wybijając się raczej z szeregu pozostałych snów. teraz pojawiają się każdej nocy wmieszane w porcję różnych innych. ale tylko te pamiętam rano.
są wspaniałe. dlaczego więc użyłam słowa prześladują? bo są zbyt wspaniałe. zbyt piękne. zbyt realistyczne. chciałabym przenieść je w rzeczywistość, zamiast za każdym razem budzić się z bólem. bo wiem, że nigdy nie staną się rzeczywistością, nieważne jak bardzo bym tego pragnęła.
nie ma w nich nic niezwykłego, żadnego science fiction, żadnych efektów specjalnych. ot, życiowe sytuacje, jak ktoś mógłby to nazwać. jednakże dla mnie te sytuacje byłyby spełnieniem marzeń.
Friday, 7 May 2010
like never before
chyba wszyscy już to słyszeli, ale i tak powtórzę jeszcze raz, że strasznie boli mnie dzisiaj brzuch.
i mam ochotę wrzeszczeć, żeby sobie ulżyć, ale nie mogę.
i mam ochotę wrzeszczeć, żeby sobie ulżyć, ale nie mogę.
Wednesday, 5 May 2010
objaw Russela
a tak w ogóle, to znalazłam dzisiaj złoty łańcuszek z zawieszką, który dostałam dwanaście lat temu.
aaaaa!
muszę znowu wbić się w uczelniany rytm, bo ten weekend kompletnie wytrącił mnie z równowagi. oczywiście nie zrobiłam NIC, a już jutro dwie wejściówki. yeey. muszę sobie przypomnieć, co jeszcze powinnam zrobić, bo obecnie mam pustkę w głowie.
przeraża mnie nadchodzący czerwiec i sesja, która będzie sto razy gorsza, niż ta styczniowa. przeraża mnie to, z jaką prędkością mija czas.
przeraża mnie nadchodzący czerwiec i sesja, która będzie sto razy gorsza, niż ta styczniowa. przeraża mnie to, z jaką prędkością mija czas.
Tuesday, 4 May 2010
livin' in sin is the new thing
przez cały dzisiejszy dzień było dość pochmurno i nic nie zapowiadało, żeby miało się to zmienić. bardziej spodziewałam się deszczu, jednak wieczorem słońce zrobiło mi niespodziankę i nieśmiało wyjrzało zza chmur prosto w moje okno. i to tuż przed tym, jak miało skryć się za horyzontem. szare niebo zostało zalane płynnym złotem, które powoli i stopniowo przechodziło przez rozmaite wariacje pomarańczy, czerwieni i fioletu, aby ostatecznie zgasnąć i zmienić się z granatu w głęboką czerń usłaną błyszczącymi punkcikami. widok był niesamowity i doskonale współgrał z moim błogostanem. przespałam pół dnia i czuję się cudownie, mimo tego, co działo się przez ostatnie trzy dni. a właściwie noce, których bynajmniej nie spędziłam w domu.
- będziemy mieć w żyłach więcej alkoholu, niż krwi! <3
hymnem tego weekendu bezdyskusyjnie okrzyknięta została piosenka 3 by Britney Spears. biorąc pod uwagę wspaniałych ludzi w każdym z miejsc, w którym się znalazłam i litry jednoczącego nas alkoholu, o dziwo nie mam kaca i o dziwo świetnie zniosłam wszystkie trzy imprezy. no, może mój żołądek, wątroba i głowa są innego zdania, ale w każdym razie - maratony rządzą! aczkolwiek nie tknę alkoholu przez... mhm. do następnej okazji?
- będziemy mieć w żyłach więcej alkoholu, niż krwi! <3
hymnem tego weekendu bezdyskusyjnie okrzyknięta została piosenka 3 by Britney Spears. biorąc pod uwagę wspaniałych ludzi w każdym z miejsc, w którym się znalazłam i litry jednoczącego nas alkoholu, o dziwo nie mam kaca i o dziwo świetnie zniosłam wszystkie trzy imprezy. no, może mój żołądek, wątroba i głowa są innego zdania, ale w każdym razie - maratony rządzą! aczkolwiek nie tknę alkoholu przez... mhm. do następnej okazji?
Monday, 3 May 2010
Sunday, 2 May 2010
go on, hurt me more
sama tego chciałam. i dobrze wiedziałam, jak to się skończy.
mimowolnie zachowuję się tak, jakbym z pełną świadomością ustawiała się pod ostrzem noża, dążącego w moim kierunku, żeby przebić mnie na wylot zadając rozdzierający ból.
chyba jestem jakąś popierdoloną masochistką.
mimowolnie zachowuję się tak, jakbym z pełną świadomością ustawiała się pod ostrzem noża, dążącego w moim kierunku, żeby przebić mnie na wylot zadając rozdzierający ból.
chyba jestem jakąś popierdoloną masochistką.
Subscribe to:
Posts (Atom)