Friday, 21 May 2010

klamka

Posted by Panna Danuta at 23:55
za każdym razem kiedy wracam, obawiam się, że go spotkam. zwykle udaje mi się tego uniknąć, ale tego wieczoru miałam pecha. zbliżając się do klatki z łatwością rozpoznałam sylwetkę mojego sąsiada na tle słabego światła sączącego się z korytarza. nie miałam wyboru. wzięłam głęboki oddech i udając pewną siebie, weszłam po schodach. był kompletnie pijany, i to nie pierwszy raz. mijając go, rzuciłam ciche 'cześć' z zamiarem jak najszybszego dotarcia pod swoje drzwi. już byłam na klatce, kiedy zauważyłam, że on wszedł za mną. mamrotał coś do mnie, więc niechętnie się odwróciłam. wtedy postanowiłam zrobić mały eksperyment - zamiast go olewać, czy straszyć, postanowiłam być miła. chciał porozmawiać. pozwoliłam mu mówić, zachowując ostrożny dystans. miał problemy z poprawnym wysławianiem się, ale te bardziej zrozumiałe fragmenty udało mi się posklejać w pewną całość i spojrzeć na niego pod nieco innym kątem, niż dotychczas. nagle wyjął z kieszeni coś, co wyglądało na... klamkę. powiedział, że to od innej klatki. powiedział, że czasem nie może wytrzymać. że jest mu strasznie głupio. zbierało mu się na płacz. a ja wiedziałam, że ma na myśli nie tylko tę klamkę i nie tylko nasz zniszczony zamek w drzwiach, ale jeszcze wiele innych podobnych sytuacji. wspomniał coś o dawnej stracie dziewczyny i o tym, że nawet jego matka uważa go za bezwartościowego człowieka. odparłam, że zawsze może zrobić coś, żeby to zmienić. zawsze jest szansa. i że choćby nie wiem, jak bardzo zbliżył się do dna, to zawsze może się od niego odbić. kwestia wiary w siebie. łatwo mi mówić, oczywiście. jestem przecież w innej sytuacji. ale to nie zmienia faktu, że powinien wziąć się w garść. jest młody, sprawny, zdrowy, ma obie ręce i obie nogi, nie jest ślepy, ani głuchy. już samo to jest prezentem od losu. sceptycznie przyjął moje słowa, ale odpowiedział, że nigdy nikt tak na niego nie spojrzał i nie mówił mu takich rzeczy. być może jednak zasiałam w nim jakieś ziarno nadziei. wiem jednak, że potrzebny jest mu raczej silny katalizator, żeby naprawdę zrobił ze sobą porządek. w każdym razie, był niesamowicie wdzięczny. i mimo tego, że był zalany, to zdobył się na całkiem udany komplement. nie uwierzyłam mu, ale i tak zrobiło mi się miło. ach, ta kobieca próżność. jednak w tym momencie postanowiłam uprzejmie go opuścić, jako że dystans między nami niebezpiecznie się zmniejszał, a jego wzrok stał się dziwnie, mhm, rozmarzony? spragniony? wolę tego nie analizować. na szczęście bez przeszkód wróciłam do siebie, a zanim zamknęłam drzwi od wewnątrz, usłyszałam tylko echo ostrego głosu jego babci, która z pewnością nie była zadowolona ze stanu, w jakim znajdował się jej wnuk.

0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos