Sunday, 20 March 2011

it's not that simple as I'd like it to be

Posted by Panna Danuta at 23:46 0 comments
jej słowa nie dają mi spokoju. to tylko przypuszczenie, teoria, hipoteza. tak, wiem. ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że może coś w tym jest. może rzeczywiście to trafne spostrzeżenie? ona jest bystra i wiem, że nie powiedziałaby mi tego, gdyby było to niepoważne lub zmyślone. dlatego też zaczęłam się nad tym intensywnie zastanawiać, przywołując wspomnienia z tej bliższej, ale i odległej przeszłości.

dlaczego mnie to tak obchodzi? nawet nie jestem pewna, czy chcę, żeby miała rację. ale kiedy po raz pierwszy od kilku lat dopuściłam do swojej wyobraźni wizję, która mogłaby być następstwem jej przypuszczeń, w mojej głowie bez wahania pojawiło się wielkie, wyraźne, zielone TAK.

jednak im dłużej o tym myślę, tym natarczywiej mój mały głosik rozsądku szepcze mi do ucha, że to niedorzeczne. że to nie ma szans. że to już przeszłość. że co ja sobie w ogóle wyobrażam. że przecież tyle mnie kosztowało wyparcie z tej sfery umysłu owej osoby, że nie warto nawet zaprzątać sobie takimi rzeczami głowy. tym bardziej, że to nic pewnego, a ja zbyt łatwo się nakręcam.

jednak moje myśli ciągle odpływają w tamtym kierunku. analizuję, zastanawiam się, rozważam różne opcje. jedno proste zdanie wystarczyło, żeby zachwiać moją emocjonalną równowagą, którą z niemałym trudem udało mi się ostatnio doprowadzić do porządku. na szczęście dystans, który zbudowałam przez te lata, ma mocne fundamenty i nie podda się tak łatwo. dzielnie walczę z naiwnością, a nadzieję zakneblowałam i uwięziłam w ciemnym lochu. nie zamierzam znowu cierpieć.

z designerskich kieliszków

Posted by Panna Danuta at 14:59 0 comments
you want me
you love me
you hate me
I don't care


though maybe I do. who knows? everybody's pretending, don't they?



nawet nie miałam pojęcia, że tak bardzo się wtedy upiłam. zwykle potrafię dobrze ocenić swój stan po tempie, w jakim wlewam w siebie różne zdradliwe trunki i stwierdzić, czy to tylko lekkie wstawienie, czy już zupełnie nowe postrzeganie otaczającej rzeczywistości.

dopiero kolejnego dnia, kiedy ból głowy bezlitośnie rozsadzał mi czaszkę, uświadomiłam sobie, że mam niejedną białą plamę w pamięci, a we wspomnieniach, które zachowały barwę, znajdują się dość zaskakujące elementy. niby no big deal, ale pewnych rzeczy bym się po sobie nie spodziewała. zawsze dziwnie to na mnie działa - mieszanka kilku nowych osób z tymi, których nie widziałam od miesięcy po spędzeniu trzech lat w tym samym liceum. a jeśli do tego dochodzi jeszcze impreza i wszystko, co się z nią wiąże, to jest co najmniej zabawnie. tych samych ludzi bowiem zaczyna się po pewnym czasie postrzegać nieco inaczej. zaczyna się widzieć w nich to, czego nie zauważało się wcześniej. zaczyna się zastanawiać, co się z nimi działo przez ten cały czas po zakończeniu liceum i co by było gdyby pewne zdarzenia potoczyły się innymi torami.

suma sumarum, warto było jechać. chociażby dlatego, żeby kolejnego dnia obudzić się w 'konfiguracji', której pozazdrościłaby mi niejedna kobieta.


-wink-

Sunday, 13 March 2011

tropical fruits flavoured tea

Posted by Panna Danuta at 23:46 0 comments
ze stożkowego kadzidełka o zapachu wanilii unosił się jasnoszary dym. przyglądałam się, jak uderzał w spodnią powierzchnię półki i rozlewał się po niej koliście, tworząc bajeczne kształty. następnie płynął powoli do krawędzi, by dalej piąć się w górę, jakby na przekór grawitacji. wyglądało to jak niezwykły taniec. nie mogłam oderwać od niego oczu, dopóki kadzidełko nie wypaliło się do końca, a ostatnia smużka dymu nie zanikła w powietrzu.

siedziałam na łóżku z kubkiem herbaty w dłoniach i szerokim uśmiechem na ustach, wędrując myślami wśród wspomnień z ostatnich kilku dni. jest to mieszanka tak niewiarygodna, że aż zabawna.

i mimo tego, że jutrzejszy dzień jest powszechnie znienawidzonym poniedziałkiem, to ja czuję się napełniona mnóstwem entuzjazmu. nawet jeśli pierwsza połowa tygodnia ma wlec mi się na czekaniu na tą drugą połowę.

Saturday, 12 March 2011

inside and outside

Posted by Panna Danuta at 05:06 0 comments
to aż boli. zmarnowanie tygodniowych wysiłków w ciągu jednego dnia działa rujnująco na motywację w dążeniu do celu i nadzieję na jego osiągnięcie. jutro się podniosę, to wiem. ale co z tego, kiedy wciąż wwierca się we mnie przekonanie, że za jakiś czas scenariusz znowu się powtórzy. raz, drugi, dziesiąty, setny...

już od dawna nie umiem nad tym panować. wystarczy jeden silniejszy bodziec, głupia myśl, chwila słabości i... pstryk! wyłącza mi się mózg. od takiego momentu działam jak automat, rutynowo, według kilku ukształtowanych na przestrzeni czasu schematów. wtedy nie ma mnie dla świata, jestem niewidzialna. nie słyszę, nie mówię, nie widzę. aż do końca. kiedy jest już po wszystkim, czuję chwilową ulgę, ale potem zalewa mnie rozpaczliwe poczucie winy. za każdym razem obiecuję sobie, że wreszcie coś z tym zrobię, że nie poddam się ponownie impulsowi, że podejmę racjonalne działania. uczę się czegoś za każdym razem i doskonale znam zasady. jednakże od teorii do praktyki jest daleka droga...

ale droga ta jest do przejścia. kiedyś przecież udało mi się ją odnaleźć. ale kiedy raz tylko z niej zeszłam, to znów się pogubiłam i do tej pory nie potrafię na nią wrócić. czy to słabość? brak wiary? a może strach? wydaje mi się, że wszystko po trochu.






[...]
you hurt yourself on the outside
to try to kill the thing on the inside

Wednesday, 9 March 2011

a foam

Posted by Panna Danuta at 16:59 4 comments
raz za razem niszczyłam łyżeczką delikatną strukturę kawowej pianki. uwielbiam piankę. siedziałam wtedy przy oknie w jednej z popularnych sieciówek z moją odtłuszczoną white mocha i samą sobą, rozkoszując się uczuciem błogiego spokoju w każdej komórce ciała i błądząc swobodnie myślami.

przyjemny zapach wiosny już od dłuższego czasu wisi w powietrzu. słońce coraz częściej się do nas uśmiecha, a niedawno dopadł mnie pierwszy od miesięcy ból głowy, spowodowany najprawdopodobniej zbliżającym się przesileniem. w dodatku od tygodnia towarzyszy mi niczym niezakłócony dobry nastrój 'nie-wiadomo-skąd' oraz... chwilowy brak natchnienia (co tłumaczy brak wpisów od ponad tygodnia). poza tym, mój poziom stresu spadł chyba do minimum i czuję się tak odprężona, że aż momentami zastanawiam się, czy wszystko jest ze mną w porządku.

jednocześnie mam też większą ochotę na podejmowanie nowych wyzwań, na obudzenie i uwolnienie drzemiącej we mnie energii, na ostateczne otrząśnięcie się z zimowej stagnacji. lubię takie dni, kiedy nie brakuje mi zajęcia i towarzystwa od rana do wieczora. dzięki temu nabieram rozpędu i czuję te dopingujące, pozytywne wibracje.

dlatego nie potrafię pojąć ludzi, którzy odrzucają możliwość zajęcia się czymś więcej, poza zaspokajaniem potrzeb leżących u podstawy piramidy Maslowa i... nie robią właściwie nic. nie pracują, nie studiują, nie realizują się, ani nawet nie poświęcają czasu na rozwijanie swoich pasji. nie mówiąc już o tym, że najczęściej pozostają wtedy w ciągłej zależności od kogoś innego. oczywiście, że każdy jest inny, każdy ma swoje własne ambicje, każdy czerpie satysfakcję z życia na swój sposób i każdy ma swoją filozofię. i ja tego nie potępiam, po prostu tego nie rozumiem. nie rozumiem idei tkwienia w domu, podczas gdy świat jest tak fascynujący. owszem, czasem i ja mam tak, że najchętniej zamknęłabym się w swoim pokoju, odizolowała od świata i nie wychodziła przez kilka dni. ale już po krótkim czasie coś takiego jest dla mnie nie do zniesienia. nie umiem tak. czyż życie nie jest na to zbyt krótkie, a cały świat zbyt ogromny..?
 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos