jej słowa nie dają mi spokoju. to tylko przypuszczenie, teoria, hipoteza. tak, wiem. ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że może coś w tym jest. może rzeczywiście to trafne spostrzeżenie? ona jest bystra i wiem, że nie powiedziałaby mi tego, gdyby było to niepoważne lub zmyślone. dlatego też zaczęłam się nad tym intensywnie zastanawiać, przywołując wspomnienia z tej bliższej, ale i odległej przeszłości.
jednak im dłużej o tym myślę, tym natarczywiej mój mały głosik rozsądku szepcze mi do ucha, że to niedorzeczne. że to nie ma szans. że to już przeszłość. że co ja sobie w ogóle wyobrażam. że przecież tyle mnie kosztowało wyparcie z tej sfery umysłu owej osoby, że nie warto nawet zaprzątać sobie takimi rzeczami głowy. tym bardziej, że to nic pewnego, a ja zbyt łatwo się nakręcam.
jednak moje myśli ciągle odpływają w tamtym kierunku. analizuję, zastanawiam się, rozważam różne opcje. jedno proste zdanie wystarczyło, żeby zachwiać moją emocjonalną równowagą, którą z niemałym trudem udało mi się ostatnio doprowadzić do porządku. na szczęście dystans, który zbudowałam przez te lata, ma mocne fundamenty i nie podda się tak łatwo. dzielnie walczę z naiwnością, a nadzieję zakneblowałam i uwięziłam w ciemnym lochu. nie zamierzam znowu cierpieć.
0 comments:
Post a Comment