you love me
you hate me
I don't care
though maybe I do. who knows? everybody's pretending, don't they?
nawet nie miałam pojęcia, że tak bardzo się wtedy upiłam. zwykle potrafię dobrze ocenić swój stan po tempie, w jakim wlewam w siebie różne zdradliwe trunki i stwierdzić, czy to tylko lekkie wstawienie, czy już zupełnie nowe postrzeganie otaczającej rzeczywistości.
dopiero kolejnego dnia, kiedy ból głowy bezlitośnie rozsadzał mi czaszkę, uświadomiłam sobie, że mam niejedną białą plamę w pamięci, a we wspomnieniach, które zachowały barwę, znajdują się dość zaskakujące elementy. niby no big deal, ale pewnych rzeczy bym się po sobie nie spodziewała. zawsze dziwnie to na mnie działa - mieszanka kilku nowych osób z tymi, których nie widziałam od miesięcy po spędzeniu trzech lat w tym samym liceum. a jeśli do tego dochodzi jeszcze impreza i wszystko, co się z nią wiąże, to jest co najmniej zabawnie. tych samych ludzi bowiem zaczyna się po pewnym czasie postrzegać nieco inaczej. zaczyna się widzieć w nich to, czego nie zauważało się wcześniej. zaczyna się zastanawiać, co się z nimi działo przez ten cały czas po zakończeniu liceum i co by było gdyby pewne zdarzenia potoczyły się innymi torami.
suma sumarum, warto było jechać. chociażby dlatego, żeby kolejnego dnia obudzić się w 'konfiguracji', której pozazdrościłaby mi niejedna kobieta.
-wink-
0 comments:
Post a Comment