przez cały dzisiejszy dzień było dość pochmurno i nic nie zapowiadało, żeby miało się to zmienić. bardziej spodziewałam się deszczu, jednak wieczorem słońce zrobiło mi niespodziankę i nieśmiało wyjrzało zza chmur prosto w moje okno. i to tuż przed tym, jak miało skryć się za horyzontem. szare niebo zostało zalane płynnym złotem, które powoli i stopniowo przechodziło przez rozmaite wariacje pomarańczy, czerwieni i fioletu, aby ostatecznie zgasnąć i zmienić się z granatu w głęboką czerń usłaną błyszczącymi punkcikami. widok był niesamowity i doskonale współgrał z moim błogostanem. przespałam pół dnia i czuję się cudownie, mimo tego, co działo się przez ostatnie trzy dni. a właściwie noce, których bynajmniej nie spędziłam w domu.
- będziemy mieć w żyłach więcej alkoholu, niż krwi! <3
hymnem tego weekendu bezdyskusyjnie okrzyknięta została piosenka 3 by Britney Spears. biorąc pod uwagę wspaniałych ludzi w każdym z miejsc, w którym się znalazłam i litry jednoczącego nas alkoholu, o dziwo nie mam kaca i o dziwo świetnie zniosłam wszystkie trzy imprezy. no, może mój żołądek, wątroba i głowa są innego zdania, ale w każdym razie - maratony rządzą! aczkolwiek nie tknę alkoholu przez... mhm. do następnej okazji?
Tuesday, 4 May 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment