a właśnie, sobotnia impreza. tak, pamiętam...sam fakt obecności na niej. ale to, co się działo, to już raczej pewien problem. moja biała plama w pamięci rozciąga się od trzeciego, czy czwartego kieliszka wieczorem [ach, uwielbiam moją słabą głowę], aż do porannego spaceru bóg-wie-gdzie o czwartej rano. po drodze jednak rozjaśnia się w pięciu nietypowych momentach, kiedy to zmobilizowałam świadomość do ich zapamiętania. warto było.
czuję niedosyt i marzę o powtórce.
Tuesday, 25 May 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment