byłam pewna, że zaraz upuszczę ten kubek z wodą, który trzymałam w dłoniach, tylko po to, żeby ukryć ich drżenie i przedłużyć chwilę o kilka sekund. czułam, że moje nogi są jak z galarety. nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, żeby nie odejść zbyt wcześnie, ale jednocześnie nie sterczeć tam za długo i przy okazji nie zrobić z siebie idiotki. w końcu odstawiłam kubek, udałam, że grzebię w torbie nie mogąc znaleźć telefonu, chociaż leżał na wierzchu, rzuciłam jeszcze parę razy okiem w jego stronę i poszłam.
fascynacja. ostatnim razem owładnęła mną jakiś rok temu. całkiem dawno. myślałam, że coś takiego już się raczej nie powtórzy. nie, nie... byłam wręcz tego pewna. przecież wystarczająco wiele zdążyłam przejść i doświadczyć przez ostatnie kilka lat, żeby przestać zachowywać się jak niedojrzała, zauroczona nastolatka.
a tu proszę - powtórka z rozrywki.
fascynacja. z jednej strony, to może być całkiem przyjemne uczucie. ale z drugiej, może być też dość uciążliwe. w dodatku, ta jego pierwsza strona zależy od sytuacji.
ciągłe odpływanie myśli w kierunku jednej osoby. kreowanie w wyobraźni abstrakcyjnych wizji. odliczanie dni, godzin i minut dla kilku chwil, żeby tylko pooddychać tym samym powietrzem. napięcie, nogi z waty i gardło zawiązane na supeł podczas przebywania w tym samym pomieszczeniu. znajomość wszystkich faktów, do jakich ma się dostęp. delektowanie się marzeniami. to istne szaleństwo, jeśli nie zwykła głupota.
0 comments:
Post a Comment