Wednesday, 10 March 2010

była sobie para

Posted by Panna Danuta at 00:30
20? a może nawet i 25. tyle ich mniej więcej było. piękne, okazałe, o intensywnym szkarłatnym kolorze. zgrabnie ułożone w bukiet i owinięte w delikatny papier spoczywały w rękach młodej dziewczyny stojącej na przystanku.
była... zwyczajna. wyróżniała się chyba tylko tymi różami. miała zwyczajną twarz, lekko muśniętą makijażem, zwyczajne, brązowe włosy i zwyczajnie się ubrała. sportowa kurtka, dżinsy, czarne buty emu. podobał mi się jej czarny beret z różową kokardką. i uśmiech. tak uroczy, tak szczery. ona cała aż promieniowała szczęściem.
a to szczęście stało tuż przed nią i paliło papierosa. wysoki, przystojny chłopak, który mógłby się spodobać niejednej dziewczynie. ubiorem się nie wyróżniał, ale uwagę przyciągały jego zmierzwione, czarne włosy poskręcane w loki, ładna twarz i ciemne oczy. tymi pięknymi oczami patrzył na nią tak, jakby reszty świata w ogóle nie dostrzegał.
rozmawiali o czymś pilnując, żeby w porę wsiąść do autobusu. w pewnym momencie chłopak delikatnie ujął w lewą dłoń jej twarz i pocałował namiętnie. wyglądali cudownie.
silnik zawarczał. dziewczyna dokończyła papierosa, wyrzuciła niedopałek, a chłopaka chwyciła za rękę i wsiedli razem do 504. miałam wrażenie, jakby ich miłość wypełniła cały autobus i uśmiechnęłam się, obserwując ich dalej.
rozstawali się z trudem. wyglądało na to, że chłopak wysiada na następnym przystanku po drugiej stronie dworca centralnego, a okrąża go tylko po to, żeby jak najbardziej opóźnić pożegnanie.
wyskoczył w ostatniej chwili z autobusu, ale nie odszedł od razu. odwrócił się do dziewczyny i ułożył dłonie na kształt serca, posyłając jej jednocześnie najsłodszy uśmiech na świecie.
jej radość mogłam sobie tylko wyobrazić.

0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos