Saturday, 10 April 2010

mała wielka rzecz

Posted by Panna Danuta at 00:45
ósma dwadzieścia pięć. o tej porze powinnam była już siedzieć spokojnie w autobusie. ale jak to zwykle ze mną bywa, biegałam jeszcze wtedy po pokoju w panice, że się spóźnię. usiłowałam przy tym jednocześnie wysuszyć włosy, dokończyć makijaż, zapakować resztę drobiazgów, wyjąć płaszcz i go założyć. szybciej, bo się spóźnisz! - krzyczało w mojej głowie. na jogę spóźnialskich nie wpuszczają, więc kwadrans akademicki nie wchodził w grę. jakby tego było mało, to jeszcze śniło mi się tej nocy, że gdzieś się spóźniłam, a tego typu sny zawsze okropnie mnie irytują. musiałam zdążyć, bo inaczej zawaliłby mi się cały plan dnia. klik w drzwiach i już biegłam na przystanek.

do przyjazdu autobusu zostały mi trzy minuty, więc nie było źle. o ile przyjedzie w miarę punktualnie. zaraz... czy ja wszystko zabrałam? pewnie nie. no tak, lusterko. a miałam je w ręku... co ja z nim znowu zrobiłam? sięgnęłam do torby po telefon i... momentalnie zdrętwiałam. telefon. nie wzięłam telefonu!!
i nie mam pojęcia, jak do tego doszło, bo ja nigdy, ale to absolutnie nigdy nie zapominam o telefonie.
i co teraz?! wracać się? zajęłoby mi to od pięciu do ośmiu minut. tyle samo mogłam się spóźnić, przez co nie wpuściliby mnie już na zajęcia. przez jedną, koszmarną chwilę walczyłam z rozdzierającym dylematem. a czas uciekał.

nie wróciłam. z rozpaczą wsiadłam do autobusu zastanawiając się, ile osób będzie chciało mnie dzisiaj zabić za niedawanie znaku życia. a jeśli stanie się coś ważnego, albo ja będę musiała coś pilnie komuś przekazać? czułam się, jakbym nie miała rąk. totalny paraliż. próbowałam sobie przypomnieć jakieś ważniejsze dla mnie numery telefonów, ale nic z tego. nigdy nie wysilam się na tyle, żeby dokładnie zapamiętać jakikolwiek. a z resztą, co by mi to dało? prawdopodobieństwo, że przypadkowo spotkam kogoś znajomego, kto mógłby mi użyczyć swojego telefonu była znikoma. na zajęcia zdążyłam oczywiście w ostatniej chwili.

przez cały dzień chodziłam spięta i zestresowana. kilka razy automatycznie sięgałam po telefon, po czym z rozdrażnieniem przypominałam sobie, że przecież go nie wzięłam. nawet wiedziałam, gdzie go zostawiłam. przed wyjściem specjalnie sobie powtarzałam, żeby go z tej kuchni zabrać, bo inaczej o nim zapomnę. no i jak na złość...

to było straszne. nie wiedziałam, że tak mała rzecz może powodować tyle stresu! paranoja. kiedyś ludzie nie mieli telefonów i jakoś żyli. a teraz ja i tak będę sprawdzać dziesięć razy, czy wzięłam telefon, zanim wyjdę z domu.

0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos