there is no such word as 'loved'. love has no past sense. if you ever stop loving someone, then you never truly loved them in the first place.
coś w tym jest. może nawet więcej, niż tylko 'coś'. spojrzałam w przeszłość. faktycznie. kilka razy grubo się myliłam, mówiąc komuś 'kocham'. i nie 'odkochałam się' w tych osobach. po prostu nigdy niczego takiego do nich nie czułam. wmawiałam to tylko im i sobie samej. również kilka razy myślałam, że 'kochałam' i mi przeszło. nie przeszło. to nie 'przechodzi'. nie można zabić uczuć, jeśli są prawdziwe. można je ukryć, stłumić, przysłonić, uciszyć. i można to zrobić na tyle dobrze, że wydaje nam się, iż uczucia te rzeczywiście nas opuściły. niestety, jest to tylko oszukiwanie własnej osoby. uczucia te, brutalnie zakneblowane i upchnięte w głąb naszej świadomości, z czasem przestają mieć siłę, żeby w nas krzyczeć. wtedy możemy już żyć normalnie, próbować zapomnieć... i wmawiać sobie, że wcale nam nie zależy.
teraz uważam. uważam szczególnie w ocenie swoich emocji, żeby znów nie zranić ani kogoś, ani samej siebie. kocham, oczywiście. i to niejedną osobę. nie waham się też im o tym mówić, pamiętając o różnych aspektach miłości opisanych przez pana Fromma. nie boję się słowa 'kocham', ale też nie szastam nim na prawo i lewo, żeby nie straciło pewnego rodzaju wzniosłości.
'kocham' to dobre słowo. ale... co tak naprawdę znaczy?
0 comments:
Post a Comment