to nie była najlepsza czekolada, jaką piłam w życiu. ale czar miejsca, w którym się znalazłam, przyjemne towarzystwo i kojące otoczenie sprawiły, że poczułam się cudownie błogo. bolało mnie wszystko, a zwłaszcza nogi, po dwugodzinnym staniu i czterogodzinnym chodzeniu, a raczej przeciskaniu się przez niewyobrażalny tłum. chłonęłam tą chwilę wytchnienia całą sobą, wiedząc, że zaraz się skończy. zamknęłam oczy i wyłączyłam mózg. na moment odpłynęłam w zapomnienie, odrywając się od koszmarnej rzeczywistości i tego dziwnego otępienia, towarzyszącego mi uparcie od soboty.
czuję się, jakbym była w potwornym, niekończącym się śnie, z którego nie można się obudzić. mój umysł wciąż nie potrafi poprawnie przetworzyć i przyjąć do wiadomości informacji o ostatnich wydarzeniach. wciąż czekam na dźwięk budzika.
nie mam siły. nie mam siły myśleć, rozstrząsać, analizować, ani na czymkolwiek się skupić. nie rozumiem. poddaję się.
Monday, 12 April 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment