złote ziarenka piasku jeszcze wypadają mi z włosów, a na skórze wciąż czuję ciepło promieni słonecznych. mam nieodparte wrażenie, że pożyczyłam ten dzień ze środka lipca.
plaża pachniała latem, a na niesamowicie błękitnym niebie pojawiły się zaledwie dwie zabłąkane chmurki. okoliczna roślinność zdążyła się już zazielenić, co pięknie kontrastowało z niemalże białym piaskiem. jedynie przeraźliwie zimna woda w rzece przypominała o tym, że wciąż mamy wiosnę.
ulotne chwile przeciągałam w nieskończoność i cieszyłam się każdą sekundą błogostanu. kąpałam się w słońcu. niczego więcej nie potrzebowałam. nic nie musiałam. to było cudowne.
Sunday, 18 April 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment