when I feel alive
I try to imagine a careless life
a scenic world when the sunsets are all
breathtaking
dziwne rzeczy dzieją się ze mną ostatnio. słabo śpię, bo uparcie nie mogę zasnąć z powodu natłoku myśli. nie mam apetytu. przez kilka dni w tym tygodniu wystarczyła mi tylko kawa i dobra herbata, żeby funkcjonować przez cały dzień. i zamiast się się wściekać, to się uśmiałam, jak nie zaliczyłam testu z praktyk.
wczorajszego wieczoru zjawiłam się tam gdzie zwykle, mimo braku sił i potrzeby snu. to chyba jest już uzależnienie. nie jestem w stanie wysiedzieć w domu, albo normalnie iść spać w piątkową i sobotnią noc. nie działo się tam nic ciekawego, ale odnalazłam kilka znajomych twarzy i postanowiłam wrócić do domu po jednym piwie. byłam zmęczona, ale dobra muzyka i niezłe towarzystwo sprawiły, że jak usłyszałam jakąś 'swoją' piosenkę, to popędziłam na parkiet i z radością poddałam się ulubionym dźwiękom. poleciał kawałek 'get naked', który pokochałam prawie trzy lata temu na pewnej pamiętnej domówce. zostałam na nią zaproszona przez faceta poznanego przypadkowo na przystanku autobusowym i poszłam. z ciekawości. jakiś czas później byliśmy razem, ale teraz nazwałabym to raczej pseudo-związkiem, bo trwał tylko dwa miesiące i był bardzo burzliwy. ale wiele mnie nauczył. sentyment pozostał.
akurat w momencie, kiedy kawałek ten się skończył, niespodziewanie wpadł on. to znaczy ten 'on', którego dotyczyły dwa ostatnie wpisy. i mimo tego, że byłam padnięta, mimo tego, że często go nie rozumiem i tego, że tej nocy planowałam się wyluzować bez niego, żeby oczyścić umysł, to jego obecność sprawiła, że momentalnie poczułam się lepiej, a zmęczenie odeszło.
wyszliśmy stamtąd po piątej rano.
1 comments:
chłosta na te białe poślady Cię czeka za brak klepania ozorem z kim to takie iskry leciały...
Post a Comment