był tak dobry, jak ten pierwszy. idealnie wyważony w czasie. zharmonizowany jak dwa ciała w doskonałym tańcu. doprawiony szczyptą napięcia. elektryzujący krew i dodający lekkości. pozostawiający niedosyt i odznaczający się w pamięci każdą milisekundą trwania.
a to się bardzo rzadko zdarza. dlatego musiałam się upewnić po raz drugi i ponownie zostałam przyjemnie zaskoczona. więc jednak nie przeceniłam pierwszego. teraz bezwstydnie rozkoszuję się tym małym, podłym wspomnieniem, a w umysł wwierca mi się diabelska pokusa, żeby sprawdzić, co będzie dalej.
Friday, 8 July 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment