Sunday, 31 July 2011

bez maski

Posted by Panna Danuta at 15:55
przy wejściu na pierwsze spotkanie od razu rzuciło mi się w oczy pudełko chusteczek. chusteczki? - pomyślałam, marszcząc brwi - przecież chyba nikt nie zamierza tutaj płakać?

a jednak. już drugiego dnia pękły dwie z nas siedmiu. każdy następny dzień odsłaniał skrywane głęboko historie i bolesne wyznania wyzwalające łzy. stopniowo odnajdywałyśmy blizny w naszych duszach i bezlitośnie rozdrapywałyśmy stare rany, pozwalając im krwawić na oczach reszty. pudełko z chusteczkami ciągle zmieniało miejsce, krążąc z rąk do rąk.

na mnie przyszła kolej dnia piątego, kiedy już byłam niemal pewna, że w ciągu tego tygodnia nic nie zdąży mnie poruszyć. jednak ciężar czegoś, co rosło we mnie tamtej środy już od rana, był nie do zniesienia. padający deszcz potęgował mój podły nastrój i czułam się tak, jakbym była rozbita na maleńkie kawałeczki. wtedy wreszcie zaczęłam mówić. z każdym zdaniem płynęło coraz więcej łez, a słowa moich towarzyszek pomogły mi wyrzucić z siebie wszystko, co mnie w tamtej chwili dręczyło. wieczorem miałam wrażenie, że zamiast mózgu mam wyżętą gąbkę, ale ta ulga była wspaniała, a napięcie zniknęło.

minął tydzień, a wraz z nim skończył się azyl dla naszych prawdziwych oblicz i nieudawanych emocji. początek był trudny, ale teraz niesamowicie mi tego brakuje. na dwa miesiące znowu się zamykam, lecz potem spotkamy się wszystkie ponownie i połączymy się naszą jedyną w swoim rodzaju nicią zrozumienia na następny rok.

0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos