mahoń. niemal cały pokój był w tym kolorze, co sprawiało, że po zasłonięciu firanek nie dało się określić, czy na zewnątrz jest jasno czy ciemno. jedyne źródło światła pochodziło od monitora. dym papierosowy wyglądał w nim niesamowicie.
sala bankietowa. zaczęło się od niewinnego droczenia. potem był całus w szyję, chuchnięcie w ucho. w żyłach mieliśmy całkiem sporo weselnego alkoholu, a jego działania na pewno nie trzeba tłumaczyć. potem był pocałunek. krótki, ale elektryzujący. kolejne stawały się coraz dłuższe i odważniejsze. kiedy dojechaliśmy do jego domu byliśmy ledwo żywi, wykończeni szaleństwem na parkiecie, ale jak tylko zamknął drzwi swojego pokoju, rzuciliśmy się na siebie jak zwierzęta. zmęczenie znikło natychmiast, wyparte pożądaniem. to było coś, czego potrzebowałam. dynamiczne, dzikie, namiętne. i trwało rozkosznie długo. a potem zasnęliśmy przytuleni do siebie w tym ciemnym, zadymionym pokoju z porozrzucanymi ubraniami na podłodze.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
1 comments:
Omg, podoba mi się ten wpis . I ten o nieodwzajemnionych uczuciach. Bardzo ;* Sowaaaa ;)
Post a Comment