***
puchate obłoczki pędziły po niebie jak stado bielutkich baranków. poczułam się jak w bajce.
***
wiedziałam, że wysiądę nie na tym przystanku, co trzeba. na szczęście, problem szybko się rozwiązał i jak na razie pozostał jedynym, jaki mnie spotkał. aczkolwiek wcale nie żałuję tej pomyłki, bo kiedy wysiadłam, moim oczom ukazał się nieziemski widok czterech pięknych obiektów płci męskiej, którymi przez kilka minut mogłam cieszyć oczy. byłam wniebowzięta.
***
jadąc z lotniska na Victoria's Station, mijałam ulicę, którą poznałam od razu. kiedy ujrzałam długi rząd wspaniałych, ogromnych, krzyczących sklepów z ciuchami, na których widniał jeden z moich ulubionych wyrazów: SALES, wiedziałam, że jest to Oxford Street. serce mi urosło i poczułam, że jestem we właściwym miejscu.
***
pierwsze wrażenie: chcę do domu.
drugie wrażenie: jest megazajebiście. wracam tu za rok.
***
tu wszystko nawet pachnie inaczej.
***
uwielbiam angielski akcent! mimo, że ciężko go zrozumieć.
***
przeraża mnie komunikacja miejska.
***
problemy zostawiłam w Polsce, ale emocji niestety nie byłam w stanie. udaje mi się jednak nie myśleć o pewnych rzeczach zbyt wiele. na szczęście nie mam na to czasu. dzięki temu mniej boli.
Thursday, 1 July 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment