Tuesday, 27 July 2010

like never before

Posted by Panna Danuta at 19:54
po trzech godzinach snu wstałam bez problemu, mimo tego, że moje ciało wciąż pamiętało zmęczenie po minionej nocy. czułam się... inaczej niż zwykle. tak, jak dawno się już nie czułam. czułam, że... czuję. i że moje zarośnięte chaszczami cordis wyraźnie daje o sobie znać.

bo ostatnio odkładam na bok wszystkie moje głębsze emocje, ważniejsze problemy, znaczące przeżycia. nie myślę o nich, niczego nie roztrząsam. koncentruję się na postawionym sobie celu, na przetrwaniu, na walce. działam jak maszyna gotowa sprostać każdej sytuacji, dla której jest zaprogramowana. ratuję się co jakiś czas nocną ucieczką w zapomnienie, by po tym wrócić i znów stanąć na baczność przed życiem.

ale wczoraj... wczoraj była pełnia. wczoraj się złamałam, wczoraj pękłam, wczoraj poczułam. i czuję nadal. próbuję to stłumić, ukryć, odsunąć. ale wypływa samo na powierzchnię wszystkich myśli. nie daje mi spokoju. wiem, że jest słabe. poddam mu się na kilka dni, a potem znów wszystko wróci do normy. albo i nie...

towarzyszą mi radość i cierpienie jednocześnie. czy to normalne?

0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos