te proste, drewniane koraliki są dla mnie cenniejsze niż jakikolwiek naszyjnik z diamentów. odkąd je dostałam, zdejmuję je tylko wtedy, kiedy idę pod prysznic. nie są moje. grają rolę symbolicznego pretekstu do następnego spotkania, żebym mogła je zwrócić i jednocześnie odzyskać swoją rzecz. ja dałam mu srebrną bransoletkę.
uśmiecham się na samą myśl. i pewnie jeszcze długo będę żyła tym krótkim fragmentem z przeszłości.
nigdy w całym moim życiu nie przeżyłam cudowniejszych dwóch dni. nigdy nie starałam się tak bardzo trwać umysłem w teraźniejszości jak wtedy. nigdy w życiu nie czułam się lepiej we własnej skórze. nigdy wcześniej dawanie z siebie stu procent nie sprawiało mi większej satysfakcji.
a w nocy nie chciałam zbyt szybko zasypiać, żeby nie tracić kontaktu z rzeczywistością i móc sycić się każdą minutą. odsuwałam wszystkie natrętne myśli, krzyczące mi do ucha, że to wszystko niedługo się skończy, że będę musiała wracać, a następna okazja nadejdzie dopiero po bardzo długim czasie.
nie wiem, co będzie dalej. nie zastanawiam się nad tym. cieszę się z tego, co już otrzymałam, bo przeszło to moje najśmielsze oczekiwania. nauczyłam się też czegoś bardzo ważnego, a moje uczuciowe wnętrze przeszło generalny remont. dzięki temu czuję się teraz o niebo lepiej.
Monday, 9 August 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment