mój wzrok ślizgał się po tłumie ludzi dookoła, ale na nikim się nie zatrzymywał. muzyka zmieniała się regularnie, począwszy od dobrze znanych retro-hitów, poprzez pop, latino, house i electro, aż po różności rockowe. hydrozagadka jeszcze ani razu mnie nie zawiodła. z szerokim uśmiechem na twarzy całkowicie oddałam się dźwiękom, a że ostatnio stałam się bardzo wszechstronna w kwestii muzyki tanecznej, to schodziłam z parkietu dość rzadko, czyli tylko wtedy, kiedy leciało coś, przy czym tańczyć się po prostu nie dało [zaznaczam, że tzw. pogo, to dla mnie nie jest taniec].
nie miałam ochoty z kimkolwiek tańczyć, dlatego konsekwentnie odmawiałam wszystkim chętnym. zgodziłabym się dopiero wtedy, gdyby dana osoba rzeczywiście znała pojęcie 'taniec'. bo o wiele bardziej wolę szaleć sama, niż zgadzać się na przyklejenie się do mnie jakiegoś sztywnego kołka, który ograniczałby tylko moje ruchy. bo tak niestety jest, że dobrze tańczących facetów znaleźć można na imprezie może ze trzech na sto.
po kilku godzinach rozpoczęła się faza 'wypraszanie gości', co oznacza, że wysiłki DJ'ów skupiły się na muzyce nie tyle nieciekawej, co wręcz zniechęcającej. usiadłam więc, żeby poprzyglądać się ludziom i parze, z którą tu przyszłam. wyglądali przeuroczo.
widok miałam dobry, bo siedziałam na podwyższeniu dla DJ'ów. oparłam się na dłoniach położonych za plecami i przybrałam dość odpychającą minę na twarzy, żeby zniechęcić ewentualnych chętnych do tego, żeby mi poprzeszkadzać. nagle zobaczyłam dłoń wyciąganą w moją stronę. byłam pewna, że ktoś chce po prostu sięgnąć po swoje piwo, które stało tuż za mną, więc lekko się odchyliłam. ale ta dłoń nie chwyciła butelki, tylko moją prawą rękę. należała do jakiegoś chłopaka, którego widziałam wcześniej w tłumie. był zupełnie przeciętny, ale ładnie się uśmiechał. drugą ręką objął mnie w talii i delikatnym, ale pewnym ruchem pociągnął mnie w stronę parkietu. nie wiem, jak on to zrobił i co się ze mną stało, że mimo zupełnego braku chęci do tańca podniosłam się bez słowa i pozwoliłam się poprowadzić. w pierwszej chwili chciałam odmówić i zostać, ale zaskoczenie zamknęło mi usta i byłam w stanie tylko się uśmiechnąć. kołysaliśmy się przez dwie minuty do jakiegoś słabego kawałka, dopóki nie powróciła towarzyszka tego chłopaka i wtedy przypomniałam sobie moment, w którym wcześniej ich zauważyłam.
była ona trzecią osobą tej nocy, która nadepnęła mi z całej siły obcasem na prawą stopę. zagotowało się we mnie, ale przeprosiła mnie bardzo wyraźnie, a poza tym była tak śliczna, że wybaczyłam jej od razu. podążyłam za nią wzrokiem i zaczęłam się przyglądać, jak tańczyła ze swoim towarzyszem. nie było to nic specjalnego, ale byłam zachwycona emocjami, które włożyli w ten taniec. łączący ich ogień widać było w każdym ruchu, nawet w mimice twarzy. spodobali mi się.
żałowałam, że już wychodzili. on mi podziękował, oboje uśmiechnęli się i wyszli, pozostawiając mnie z niesamowicie miłym wrażeniem, jakby wydarzyło się coś wspaniałego, mimo że tak naprawdę nic się przecież nie stało. mam jednak nieodpartą ochotę powiedzieć, że rzucili na mnie jakiś dobry czar.
Sunday, 14 November 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment