no przecież jako rasowa blondynka musiałam się już gdzieś zgubić!
tak się podjarałam jazdą tym zajebistym dwupiętrowym autobusem, że nie przyłożyłam się wystarczająco do zapamiętania przystanku, z którego wyruszyłam. i tak w drodze powrotnej zajechałam o wieeele za daleko. na szczęście miałam przy sobie błogosławioną mapę, a właściwie jej wymięty fragmencik i po ochłonięciu z przerażenia jakoś się w końcu odnalazłam. postanowiłam wracać piechotą, mimo iż wiedziałam, że czeka mnie spory kawał drogi. ale potraktowałam to jako 'szybki spacer' i dzięki niemu udało mi się podejrzeć trochę nocne życie okolic Chelsea. po drodze - standardowo - musiałam spławić jakiegoś nachalnego egipcjanina. dotarłam przed 12 w nocy i padłam na łóżko ledwie żywa, ale szczęśliwa.
Monday, 5 July 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment