przeszywa mnie dreszcz, kiedy słucham tego kawałka. i za każdym razem zastanawiam się, dlaczego akurat w ten sposób mi się on kojarzy.
liczyłam na uspokojenie się morza moich emocji, ale dzieje się oczywiście na przekór. zamiast spodziewanego czystego nieba i delikatnych fal, pojawił się gwałtowny sztorm i ulewy. już myślałam, że wszystko uporządkowałam, że panuję nad sytuacją, że nie będę się przejmować i zamartwiać. odsunęłam od siebie to, co chciałam odsunąć i byłam pewna, że wszystko mam pod kontrolą.
ale wystarczył jeden wieczór, żebym przekonała się, jak bardzo się myliłam. nie pierwszy raz czułam się roztrzaskana na tysiąc kawałeczków, ale tym razem nie za pomocą kamienia, tylko granatu. z jednej strony chciałam tam zostać, bez względu na to, co by się działo, ale z drugiej strony, coś mnie pchało do tego, żeby wybiec i tak biec, byle dalej, aż do utraty tchu...
zostałam. to było silniejsze ode mnie. bitwa sprzeczności, jaka toczyła się we mnie, wpędziła mnie w stan napięcia, które zmiejszyć mógł tylko alkohol i przekonująca maska z szerokim uśmiechem na twarzy. nie było tak źle, jak mogło być, ale wciąż nie wiem, czy dobrze zrobiłam zostając. zalała mnie kolejna lawina niekończących się przemyśleń. przeraża mnie to, że pewne rzeczy mogę nadinterpretować, przez co znowu, coraz silniej się nakręcam. a to może się dla mnie źle skończyć.
widocznie los dba o to, żebym absolutnie się nie nudziła. wychodzi mu to świetnie, ale dylemat, przed którym teraz stoję, wcale nie wydaje mi się zabawny.
wolałabym, żeby nie działo się NIC, niż żeby działo się TO.
Sunday, 6 February 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
2 comments:
Miłość i nienawiść niosą ten sam brud, smród, ból i destrukcję w tym zatrutym świecie.
Ja też miałem hardkor. I podjąłem kolejne trudne i mocne decyzje. Nie ma dobra w szarym świecie. Wszystko jest złe. Przyjąłem lęk, przed kobietami, przed tą konkretną ciemnością w ich wnętrzach, nie zwiążę się już nigdy więcej, przeraża mnie fałsz, przeraża mnie to piekło, gdzie Raj jest Piekłem, gdzie Piekło jest na ziemi. Obrzydza mnie ten świat, tak, że na swój chory sposób chcę go, pragnę jego miłości identycznej jak nienawiść i swoją wolę okazywać teraz będę poprzez żądzę, dominację, lęk, agresję, cynizm, rozpustę i zepsucie, zbierając ogromne plony z tego co rozdałem wcześniej- jestem już bogatym człowiekiem.
trzymasz to wszystko w swoich rękach.
miłość i nienawiść... tak bliskie a tak odległe. tak oczywiste i tak niezrozumiałe.
Post a Comment