Chablis.
ciemnozielona butelka kryła jedno z najlepszych białych win na świecie. schłodzone do odpowiedniej temperatury, powodowało osadzenie się delikatnej 'pary' na ściankach kieliszka, tak jakby ktoś chuchnął na szkło. miało bladozłoty kolor, a jego wyrazisty zapach rozniósł się zaraz po odkorkowaniu butelki.
pachniało przyjemnie i pasowało idealnie do tamtego wieczoru. jego smak rozlał mi się w ustach, rozkoszując moje kubki smakowe swoją mineralną lekkością i zadziwiającą głębią, która sprawiała, że z każdym łyczkiem zatrzymywałam się na moment myślami przy tym smaku, aby w pełni go docenić.
żadne wino jednak nie cieszy w pełni, jeśli brakuje mu odpowiednich dodatków. lecz tamto Chablis oprawione było wspaniałym towarzystwem i niezapomnianą kolacją w restauracji, dzięki czemu pozostawiło na mnie tak duże wrażenie. spędziliśmy tam około trzech godzin. delektowaliśmy się powoli owocami morza, piliśmy wino, czasem zapaliliśmy papierosa. i cały czas rozmawialiśmy, dzieląc się swoimi poglądami, ciekawymi historiami i spojrzeniem na świat.
nie była to najlepsza restauracja i jestem pewna, że następnym razem wybierzemy inną. ale pozostałe aspekty tego wieczoru sprawiły, że jeszcze nigdy nic tak dobrze mi nie smakowało, jak tamta kolacja.
Thursday, 29 September 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment