Wednesday, 7 September 2011

don't mess with a princess

Posted by Panna Danuta at 19:27
skończyło się tak nagle, jak się zaczęło. przypadkowa iskra roznieciła płomień, który jednak został ugaszony, zanim rozpalił się na dobre. w sposób brutalny, lecz szybki i skuteczny. za skuteczność jestem bardzo wdzięczna, bo dzięki temu mniej moich wysiłków poszło na marne. ale za brutalność odpłacę się jeszcze tak, że będzie się przede mną płaszczył, a wtedy ja z rozkoszą machnę na to ręką.

na szczęście zdążyłam zmądrzeć na tyle, żeby szybko dojść do wniosku, że rozpalanie ognia w tym temacie nie było warte moich starań. za to zdecydowanie było warte nagrody pocieszenia, jaką potem otrzymałam, ale już od kogoś innego, rzecz jasna. uwielbiam bezbłędne niespodzianki. wykorzystywałam każdą sekundę, bo takie okazje zdarzają się rzadko, a najbardziej satysfakcjonujące są właśnie wtedy, kiedy ich się nie spodziewam.


była to dość zabawna sytuacja, biorąc pod uwagę fakt, iż jesteśmy dorosłymi i dojrzałymi społecznie ludźmi (a przynajmniej tak mi się wydaje). przypominała trochę pewne ciekawe zdarzenia z przeszłości, takie totalnie nasze, które tylko my możemy w całości rozumieć. i chyba dlatego dostarczyło to nam tyle rozrywki, spotęgowanej dodatkowo promilami we krwi. wiedziałam, że robił on to trochę na przekór, ale i tak miło było sobie przypomnieć, jak doskonale całuje.

0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos