Sunday, 7 November 2010

pretty abnormal

Posted by Panna Danuta at 04:05
jesienią zawsze coś się zmienia. odkąd pamiętam, co roku o tej porze przechodzę jakąś rewolucję. większą, mniejszą, wewnętrzną lub zewnętrzną. zwykle... nie, chyba nawet zawsze na lepsze. tak przynajmniej czuję.

nie powiem, żebym jakoś specjalnie lubiła tą porę roku. oczywiście jej początek jest piękny, póki temperatury są znośne. wtedy rozpływam się z zachwytu nad bogactwem zmieniających się stopniowo kolorów natury szykującej się do zimowego snu. ale potem, kiedy już drzewa są nagie, a coraz bardziej uporczywy chłód przypomina o zbliżającej się zimie, następuje okres którego nie znoszę. przytłacza mnie smutna szarość, która zalewa świat, ciemność zapadająca już o szesnastej i ta dziwna stagnacja dopadająca większość ludzi. nie potrafię więc powiedzieć, dlaczego zmieniam się akurat teraz. bardziej z takimi dobrymi zmianami kojarzy mi się okres wiosenno-letni, albo chociaż noworoczny, kiedy to próbujemy realizować nasze postanowienia. ale jesień?

dopiero w tym roku to u siebie zauważyłam. przyszło mi do głowy, że może to podświadoma obrona przed tak zwaną chandrą? bo pomimo przytłoczenia perspektywą nadchodzącej zimy, zjawisko jesiennej depresji nigdy mnie nie dotyczyło. a obecnie jest nawet wręcz przeciwnie - mam w sobie absurdalnie dużo optymizmu. i chętnie się nim podzielę.

0 comments:

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos