Thursday, 13 January 2011

light as a feather

Posted by Panna Danuta at 22:52
dziś Vivaldi w moich głośnikach i (znowu) bałagan myśli w mojej głowie.

przechodzę wewnętrzną rewolucję podejścia, priorytetów oraz sposobu postrzegania pewnych rzeczy. i od pewnego czasu coraz silniej uświadamiam sobie, jak naiwno-desperacko-żałosne bywało moje postępowanie w pewnych ważnych dla mnie sytuacjach. do tej pory nie miałam pojęcia, ile zepsułam i jak idiotycznie się czasem zachowywałam.

wielu rzeczy muszę nauczyć się od nowa. niedawno otrzymałam doskonałą szansę na wykorzystanie świeżo zdobytych wskazówek i wyciągniętych wniosków. boję się tylko jednego - że w stresującym momencie wszystko mi się pomiesza, zapomnę o najważniejszych elementach i znowu poniosę porażkę. ale cóż, uczeń nie od razu staje się mistrzem. zwłaszcza podczas tak trudnej lekcji, jaką są relacje damsko-męskie...

1 comments:

Anonymous said...

To jest jeszcze prostsze. Uświadomisz sobie niedługo, jak trudno było to zauważyć. To nie jest gra, nie sztuka, nie fakt, nie życie, nie myśl, nie słowo. Z dumą i niepokojem zarazem patrzę na Ciebie.

Post a Comment

 

c'était ici Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos