to wciąga. uzależnia jak narkotyk. sprawia, że ciągle czeka się na kolejny raz i myśli o tym godzinami.
mhm. zabrzmiało trochę jak o seksie. ale to blisko, bo mam na myśli pożądanie. takie niespełnione, dręczące, nie dające spokoju. uzależniające od tej osoby.
dziś zatopiłam się w nim myślami. powędrowały tam same, natchnione muzyką i przesuwającymi się obrazami za szybą. siedziałam w autokarze jadąc do Olsztyna i słuchając dawno nieodtwarzanego przeze mnie Mike'a Oldfielda. pogoda zdążyła zmienić się kilka razy podczas tych trzech godzin. raz ciepłe promienie słońca tańczyły na liściach drzew, które przebierały się widowiskowo w złote barwy, raz szare chmury dzielnie władały niebem, nie szczędząc opadów deszczu. przez moment pojawił się nawet delikatny zarys tęczy.
w pewnej chwili zamknęłam oczy, żeby nadać więcej ostrości wspomnieniom, które odtwarzałam w głowie już od godziny. jedna chwila po drugiej, chronologicznie. dokładnie. rozkoszowałam się każdym obrazem. na mojej twarzy mimowolnie pojawiał się uśmiech. i od początku, jeszcze, jeszcze. poczułam, jak delikatny dreszcz przeszedł po moim ciele, a na skórze wystąpiła gęsia skórka. jednocześnie w środku było mi ciepło. znów słyszałam jego słowa szeptane mi do ucha tak, jakby był obok. znów czułam na sobie jego subtelny, lecz iskrzący dotyk. znów widziałam ten szelmowski uśmiech. znów posmakowałam jego ust.
puściłam wodze wyobraźni i zaczęłam reżyserować nowe sceny. delektowałam się ich bezwstydnością. były tylko moje. w pewnym momencie muzyka zsynchronizowała się z moimi myślami w rosnącym napięciu, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i szybciej... musiałam zacisnąć dłonie na ipodzie, żeby powstrzymać je od drżenia. rytm gęstniał, dźwięk narastał, a w mojej wyobraźni byliśmy wreszcie sami, po raz pierwszy. kiedy nasze usta się zetknęły, w utworze nastąpił punkt kulminacyjny, a po moim ciele rozlała się przyjemność.
otworzyłam oczy. po chwili znów patrzyłam w okno, starając się pozbyć nasyconych pożądaniem myśli, które doprowadzają mnie już do szaleństwa.
Saturday, 8 October 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
2 comments:
Piękne!
Mi też się podoba :) takie rosnące i wybuchające jednocześnie, co chwila :)
Post a Comment