to był niezwykły dzień.
la valse des monstres. przechodziłam przejściem podziemnym akurat w momencie, kiedy pan z akordeonem grał ten utwór. pośpiech nie pozwolił mi zwolnić kroku, ale przytłaczające mnie myśli zelżały na moment i od razu poczułam się inaczej. uśmiech rozlał mi się na ustach i obiecałam sobie, że jeśli kiedyś znowu spotkam tego pana, to powiem mu, że to co robi jest piękne.
nie wiedziałam, czego się spodziewać po nadchodzącym wieczorze. momentami wydawało mi się, że przestało to dla mnie aż tyle znaczyć, że moja ekscytacja minionymi wydarzeniami wygasła już po tych kilku miesiącach. ale w miarę zbliżania się ustalonej godziny, coraz wyraźniej odczuwałam stres zmieszany z ogromną ciekawością.
okoliczności naszego poznania się i pewne zasadnicze różnice między nami sprawiły, że dzieląca nas bariera była dość solidna. ale dzięki temu, jej niszczenie będzie jeszcze ciekawsze. ponownie odczułam siłę fascynacji, która zdążyła już nieco ucichnąć, a następnego dnia nic nie było w stanie zepsuć mi nastroju.
uwielbiam jego śmiech.
Sunday, 8 April 2012
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment